20 marca

20 marca

"Zbrodnia i Karaś" Aleksandra Rumin

Czasami rodzimy kryminał z mocnym, humorystycznym rysem to coś, co może uratować człowiekowi życie. Może nie dosłownie, ale zdecydowanie odczułam pozytywny wpływ działania najnowszej książki Aleksandry Rumin na swój nastrój, co dla mnie jest ogromnym plusem. Już od pierwszego rozdziału przepadłam, bo wiedziałam, że czeka mnie lekka, bardzo przyjemna lektura, mająca swój specyficzny klimat i nutę dowcipu.



„Zbrodnia i Karaś"

Aleksandra Rumin

Wydawnictwo Initium

2019 rok

288 stron

Przed wejściem do budynku wydziału postawiono skromną ławeczkę, która miała upamiętnić żywot: 
- ...znakomitego pedagoga, Ernesta Karasia... - męczył się dziekan i gromił wzrokiem każdego studenta, który chociaż przez ułamek sekundy cichutko zachichotał - ...wybitnego naukowca... - tym razem to wykładowcy ledwo powstrzymywali parsknięcie - ...dobrego człowieka... - brnął dalej, chociaż i jemu samemu zrobiło się głupio, że wygaduje takie brednie.
UKSW czyli Uniwersytet Kardynała Stanisława Wyszyńskiego w Warszawie nie cieszy się zbyt dobrą opinią, zwłaszcza, że dochodzi tam do tajemniczej śmierci jednego z wykładowców, Ernesta Karasia. W chwili jego zgonu na terenie uczelni znajduje się dziesięć osób i tak naprawdę każda z nich ma powód, by wspomnianego Karasia na zawsze usunąć z tego świata.

Kryminał, ale nietypowy

"Zbrodnia i Karaś" wpisuje się jak najbardziej w gatunek kryminału, ale autorka nieco nietypowo jak dla tego nurtu prowadzi swoją powieść. Fabuła jest podzielona na dwie osie czasu - mamy rok 2006, kiedy to dochodzi do śmierci znienawidzonego powszechnie wykładowcy i rok 2018, gdzie śledzimy dalsze losy bohaterów poznanych w pierwszej części.

Na pierwszy plan nie wybija się prowadzone śledztwo, nie patrzymy na całość przez pryzmat zagadki i dochodzenia do rozwiązania tajemnicy, ale za to bardziej zagłębiamy się w to, co dzieje się z postaciami, które mogą mieć coś wspólnego ze śmiercią Ernesta Karasia. To jakby autorka balansowała między klasycznym kryminałem Agathy Christie a "Zbrodnią i karą" Dostojewskiego, ponieważ nawiązania do tej słynnej powieści to nie tylko kwestia tytułu.

Humor i "kocia" perspektywa

Aleksandra Rumin wyważyła te klasyczne proporcje z naszą polską, przaśną rzeczywistością w sposób nieco ironiczny, ale nie bez pewnej sympatii, dlatego też "Zbrodnia i Karaś" to lektura lekka, łatwa i przyjemna. Dzięki niezwykle barwnym postaciom przedstawionym na kartach książki autorka celnie, ale też ironicznie sportretowała nie tylko uniwersyteckie życie, ale także naszą zwykłą, szarą codzienność.

Osobiście podoba mi się "oddanie głosu" kociemu przedstawicielowi - uniwersytecka maskotka, wyniosły kot, Stefan, również ma w całej sprawie niemało do powiedzenia, a jego perspektywa sprawia, że książka zyskuje na intrygującym wymiarze i  jeszcze większej dawce ironii.

Dzięki temu, że tak naprawdę każdy z bohaterów ma swój motyw, a autorka zmyślnie to podsuwa czytelnikowi jakieś błędne tropy to mimochodem rzuca ważną informacją, aż do ostatnich stron nie możemy być pewni swoich typów. Brakuje może napięcia i nerwowego oczekiwania na moment kulminacyjny, ale i tak zabawa jest przednia, a wyraziści bohaterowie rekompensują niemalże zerową akcję powieści.





Czy warto?

Jeśli lubicie klasyczne powieści kryminalne to jest duże prawdopodobieństwo, że "Zbrodnia i Karaś" będzie odpowiednią książką dla Was. A jeśli szukacie powieści, która z powodzeniem poprawi Wam nastrój i dostarczy lekkiej i przyjemnej rozrywki z nutą humoru, to bez namysłu sięgnijcie po tę lekturę!


1 komentarz :

  1. Czasem takie powieści faktycznie ratują dzień (i humor;) dobrze więc mieć je zawsze pod ręką. O tej książce słyszałam już dużo dobrego;)

    OdpowiedzUsuń