22 marca

22 marca

216. "Pasażerka" Lisa Lutz

Jak długo można uciekać zanim dopadnie nas przeszłość? Ile wcieleń musimy nałożyć na siebie, w ile wejść osobowości, by udało nam się głęboko skryć to, kim jesteśmy i przed czym musimy się chować?

lisa lutz

„Pasażerka”

Lisa Lutz

tłumaczenie: Agnieszka Lipska-Nakoniecznik

Wydawnictwo Akurat

2018

414 stron

Przed erą komputerów, gigantycznych baz danych i Agencji Bezpieczeństwa Krajowego mogłeś wybrać sobie nazwisko, przeprowadzić się do innego miasta i tam żyć jak gdyby nigdy nic. Ale teraz, kiedy chciałam przymierzyć nową tożsamość tak jak płaszcz, za każdym razem musiałam zaczynać od rozsupływania rękawa.

Fabuła

Mąż Tanyi ulega w domu nieszczęśliwemu wypadkowi i umiera. Tanya, w akcie desperacji i paniki, postanawia zostawić zwłoki męża i uciec, ponieważ wie, że ze swoją przeszłością nie zostanie potraktowana przez policję ulgowo, że mogą oskarżyć ją o morderstwo. Co takiego skrywa jej przeszłość? Czy uda jej się uciec, przybierając fałszywe osobowości, nieprawdziwe nazwiska i zmieniając wygląd?

Lisa Lutz

Lisa Lutz to amerykańska pisarka, która zasłynęła dzięki stworzonej przez siebie serii książek o rodzinie prywatnych detektywów, Spellmanów, natomiast "Pasażerka" jest jej najnowszą powieścią. Co może wydać się ciekawe w biografii autorki, pracowała swego czasu również jako prywatny detektyw. Jak głosi napis na okładce "Pasażerki", jest to thriller psychologiczny, a nawet "śmiertelnie poważny thriller z odrobiną humoru" - cytat z New York Times. Nie jestem do końca przekonana, co do trafności tej opinii.

Uciec, ale dokąd?

Ucieczka Tanyi vel Emmy vel Debry zaczyna się znacznie wcześniej niż opisuje akcja powieści. Z nieznanych dla czytelnika przyczyn główna bohaterka zmuszona jest pozostawać pod przykryciem fałszywych nazwisk, wieść życie, któremu daleko od stabilizacji, bezpieczeństwa, a przede wszystkim prawdy. Śmiertelny wypadek jej męża staje się dla niej punktem zwrotnym. Tanya wie, że może być podejrzana o popełnienie zbrodni, więc wiedziona instyktem postanawia uciec, kolejny raz zostawić po sobie przeszłość, zrzucić dotychczasowe przebranie, zmienić kamuflaż. Czy taka egzystaencja jest jednak możliwa? Czy można istnieć pod przybranym nazwiskiem w świecie, gdzie technologia potrafi wyśledzić niemal każdy nasz ruch?

Akcją powieści i głównym jej motorem napędowym jest ucieczka głównej bohaterki, a dzięki pierwszoosobowej narracji mamy doskonały obraz jej desperacji, samotności i lęków, a także determinacji i próby egzystencji w nietypowych dla normalnego człowieka warunkach. Można powiedzieć, że "Pasażerka" to powieść drogi, przemierzamy w końcu z Tanyą-Emmą-Debrą (nawet nie wiem, jakim imieniem nazywać główną postać) Amerykę niemalże wzdłuż i wszerz, kiedy bezustannie próbuje znaleźć dla siebie miejsce, by stworzyć sobie iluzję prawdziwego życia.

Thriller bez napięcia

Teraz byłam zdolna do czynów, o które nigdy bym się nie podejrzewała za czasów młodości. Miałam wobec świata własny dług - dług, który czułam, że muszę spłacić, zanim będę mogła podjąć jakąkolwiek próbę rozpoczynania wszystkiego od początku.
Czytając pierwszy raz opis powieści Lisy Lutz, miałam wrażenie, że będzie to książka przypominająca trochę film z Harrisonem Fordem "Ścigany". Może pamiętacie ten tytuł? Główny bohater zostaje oskarżony o zamordowanie swojej żony, ucieka, a w pościg za nim rusza policja. Richard Kimble, grany przez Forda, stara się dowieść swojej niewinności. Jak możemy przeczytać w opisie z tyłu okładki "Pasażerki" opis książki jest taki:
"Trzymający w napięciu thriller psychologiczny. Czy Tanya Dubois zabiła swojego męża? Nawet ona tego nie wie, stojąc nad jego zwłokami. Nie pamięta co wydarzyło się wcześniej, nie ma pojęcia, czy to ona zepchnęła go ze schodów. Ogarnięta paniką, wybiega z domu wsiada do samochodu i rusza na oślep przed siebie. Potem nie ma już wyboru: jej ucieczka oznacza przyznanie się do winy, nie pozostaje jej więc nic innego jak kluczyć, mylić tropy, przybierać fałszywe tożsamości. W miarę upływu czasu nabiera coraz silniejszego przekonania o swojej niewinności, ale czy zdoła zebrać dowody, które to potwierdzą?"

Pomijając fakt, że powyższy opis nieco odbiega od samej fabuły książki, to zdecydowanie akcja nie jest trzymająca w napięciu. Owszem, autorka próbuje tę swoistą monotonię ucieczki przebić kilkoma epizodami, które mają podkręcić tempo akcji, ale jest to niewystarczające, by czytelnik z przyspieszonym tętnem i gorączką w oczach śledził losy bohaterów. Niektóre wydarzenia są mało prawdopodobne, pozbawione logiki, natomiast zachowania bohaterów niekiedy są sztuczne czy wręcz takie, jakich można by się po nich spodziewać, przez co książka traci na wartości, która wynikałaby z szybkiego, zwrotnego tempa, zaskakujących wątków i realizmu, dzięki którym czytelnik może uwierzyć w daną historię.

Zagadka z przeszłości

Żeby nie było, że jestem Pani Czepialska i wytykam tylko to, co mi się nie spodobało to spieszę wyjaśnić, że "Pasażerka", chociaż z zaniżoną opinią, to jednak nie wypada w moim odczuciu tak źle. Przecież nie przeczytałabym do końca książki, która by mnie czymś nie zaciekawiła, szkoda mi na to czasu. Wciągnęła mnie tajemnica, którą ukrywała główna bohaterka, zagadka z przeszłości, która spowodowała, że Tanya musi się stale ukrywać, musi nosić obce sobie nazwisko, jak przebranie. Początkowo nie tak bardzo, ale z czasem, w miarę czytania, narastała we mnie ciekawość i ogromna chęć poznania wydarzeń sprzed rozpoczęcia akcji książki. To dosyć nietypowe - do tej pory thrillery, które prezczytałam to przede wszystkim dramatyczne wydarzenie, jakie poznajemy już na samym początku, następnie szukamy w treści prześladowcy czy następnej ofiary, a w przypadku "Pasażerki" sprawa wygląda inaczej i było to dla mnie świeże, czytelnicze doświadczenie. Ucieczka, próba stabilizacji, a na końcu powód. Przyznacie, że nieczęsto spotyka się takie rozwiązania fabularne.

W skali ocen od 1 do 10 mogłabym przyznać "Pasażerce" Lisy Lutz 5, dokładnie pośrodku, ponieważ ma w sobie coś, co zarówno mi się podobało, jak i elementy, które w moim odczuciu były za słabe. Jej niejednoznaczność to też swego rodzaju zaleta, w końcu najlepiej zapamiętujemy te książki, które wywołują w nas skrajne emocje.


4 komentarze:

  1. Opis brzmiał zachęcająco, ale nie zniosę kolejnego thrillera, który mnie zanudzi po drodze... Ostatnio mam wrażenie, że jak na okładce jest napisane "trzyma w napięciu", to jest zupełnie na odwrót, prawdziwy yawn fest. Dawno już nie czułam dreszczyku emocji czytając thriller. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też odnoszę takie wrażenie, a największe podejrzenia, że książka nie będzie zbyt dobra jako promowany thriller to rekomendacja Stephena Kinga :D Znakomita powieść broni się sama ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Coraz więcej jest takich thrillerow, ktore zamiast wciągać to tylko nas nużą.


    www.read-me21.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi niesamowicie interesująco, ale z drugiej strony ocena pośrodku sprawia, że mam wrażenie iż ta książka nie wykorzystała swojego potencjału i jest nijaka. Poczytam może jeszcze inne recenzje i wtedy zdecyduję czy dać jej szansę.

    Pozdrawiam i zapraszam:
    biblioteka-feniksa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń