05 marca

05 marca

213. Czego nauczyły mnie 2 lata prowadzenia bloga o książkach?

Myślę, że w tej skali, jaką mają polskie blogi książkowe, mój dwuletni blog ma stadium młodego pędraka. Dla mnie jednak to dużo, biorąc pod uwagę to, że decyzja o jego założeniu była nagła i niespodziewana, i szczerze mówiąc, z moim słomianym zapałem do czegokolwiek, bałam się, że nie przetrwa nawet najkrótszej próby czasu. Mimo to jest sobie nadal, chociaż taki cichutki i skromny, ale jeszcze się trzyma, a dzięki osobom, które na niego zaglądają, z każdym dniem rozwija się i spogląda w przyszłość dość optymistycznie.



Patrząc z perspektywy czasu, nabieramy dystansu do pewnych rzeczy, inne sprawy pokazują nam się w odmiennym świetle - myślę więc, że tym postem dotrę do tych, którzy niedawno, pełni entuzjazmu założyli swoje blogi o literaturze, bądź od pewnego czasu mają już takie, a na swoje początki patrzą z niezmiennym sentymentem. Dwa lata, podczas których niejednokrotnie musiałam zestawiać swoje entuzjastyczne założenia z twardą rzeczywistością. Dwa lata doświadczenia, którego nie żałuję, wręcz przeciwnie. Cenię je sobie ogromnie i czekam na kolejne miesiące pracy nad blogiem z ciekawością.

Jestem jedną wśród tysięcy

Może mi nie uwierzycie, ale zakładając Love, coffee & books nie miałam bladego pojęcia o tym, że blogów o książkach są tysiące. Byłam przekonana, że jest to zaledwie garstka, a tymczasem z każdym kolejnym tygodniem i miesiącem odkrywałam dziesiątki i setki miejsc podobnych do LC&B. Te, które już latami ugruntowały swoją pozycję, te, które zaczynały w podobnym, co ja czasie, a następnie całą masę tych, które niedawno zaczęły. Ostatnio odnoszę nawet wrażenie, że jest ich liczne mrowie. Im dłużej się w tym tkwi, tym więcej takich blogów się dostrzega, co jest dość intrygującym zjawiskiem, zważywszy na to, że czytelnictwo jest w naszym kraju w opłakanym stanie.


Praca, praca, praca

Po części nie spodziewałam się tego, że prowadzenie bloga to ciężka praca. Do tej pory prowadziłam blog związany ze scrapbookingiem i czas poświęcony na prowadzenie strony był zaledwie ułamkiem tego, który przeznaczałam na przykład na stworzenie albumu czy kartki, które chciałam pokazać. Jednak w przypadku Love, coffee & books ślęczenie nad komputerem, pisanie postów czy promocja ich w sieci stanowią absolutną podstawę. To pełnowymiarowe zajęcie, po którym na rezultaty trzeba czasami czekać bardzo długo. 


Blogowanie jest bardzo ważne, ale nie zawsze jest na nie czas

Prowadzenie LC&B stało się już nierozerwalnie częścią mojego życia i stanowi w nim może nie centralny punkt, ale na pewno taki, który plasuje się na wysokiej pozycji na liście priorytetów. Może dlatego trudno mi czasami zwyczajnie sobie odpuścić i nie pisać przez jakiś czas. Chociaż najdłuższa przerwa to dwa tygodnie, jednak mam przy tym zawsze wyrzuty sumienia. Okazuje się, że są rzeczy ważniejsze, że czasami trzeba sobie odpuścić, nawet jeśli zakładało się regularność i terminowość. Może też to dobry sposób, by za szybko się nie wypalić, by nie stracić ochoty na blogowanie?


Z każdą przeczytaną książką i napisaną recenzją pisanie bloga staje się łatwiejsze

Nie chodzi mi o to, że nagle zaczynamy pisać recenzje w kilka minut i na pstryknięcie palcem tworzymy wpisy o genialnej treści. Chodzi bardziej o to, że dzięki czytaniu, ale też wielokrotnym składaniu tekstów można odkryć u siebie pewien progres, mniejszy lub większy, jednak dający nadzieję, że może kiedyś w przyszłości ktoś te nasze bazgroły językowo-myślowe doceni. Osłabia się  także uczucie strachu i niepewności przy każdej publikacji, chociaż przyznam, że nadal odzywa się wewnętrzny głos pełen zwątpienia, tylko po jakimś czasie staje się nieco cichszy.


Rzetelność przede wszystkim

Sprawa najważniejsza. Na początku miałam pewien opór, by w omawianej powieści wytknąć jej to, co uważałam za słabe. Staram się nie czytać książek, które mi się nie podobają, szkoda mi na nie czasu, jednak zdarzają się czasami takie, które do nas w pełni nie przemawiają. Uważam, że należy wprost napisać o tym, co było złe, nawet jeśli dana książka pochodzi od wydawnictwa, a może zwłaszcza dlatego. Staram się wśród propozycji tytułów, jakie podają działy marketingowe wybierać tylko te, które mnie interesują lub wydają się współgrać z moim czytelniczym gustem, ale zdarzyły się takie tytuły, które nie sprostały moim oczekiwaniom. Po napisanej, nie do końca pozytywnej recenzji, niekiedy kontakt z wydawnictwem się urywał, ale wychodzę z założenia, że blog pisany jest dla mnie i dla osób, które na niego trafią, szukając opinii na temat konkretnego tytułu i nie mogę, przez wzgląd na siebie i na nich, pisać nieprawdy.


Współpraca z wydawnictwem to sukces, ale nie cel

I tak płynnie z poprzedniego punktu przechodzimy do współprac z wydawnictwem. Moja pierwsza współpraca miała miejsce jakieś dwa miesiące od założenia bloga i była dla mnie źródłem wielkiej dumy. Unosiłam się ze szczęścia jakieś 5 cm nad ziemią i wydawało mi się, że teraz to już szturmem podbiję blogosferę książkową - to tylko kwestia czasu. Okazało się, że owe współprace są naturalnie bardzo podbudowujące, ale nie stanowią celu w blogowaniu. Bardziej cieszy mnie rosnąca ilość wyświetleń, zaznaczanie Waszej obecności czy fantastyczne, pełne sympatii komentarze. 


Blogosfera książkowa to kosz rozmaitości z prawdziwymi perełkami

Jak już pisałam na wstępie - blogów książkowych jest masa. Sprawia mi ogromną przyjemność z tej masy wyławianie perełek, które są dla mnie źródłem zachwytu czy motywacji. Na niektóre strony zaglądam ze względu na ich pełen profesjonalizm, inne przyciągnęły moją uwagę pięknymi zdjęciami, niektóre mają teksty, które sprawiają, że wchodzę na nie z prawdziwą przyjemnością i gwarancją, że dany post będzie interesujący lub bardzo pomocny. Podziwiam je i mam nadzieję, że znajdę ich wkrótce jeszcze więcej. Internet to studnia bez dna, można też w nim znaleźć kompletnie bezwartościowe czy szkodliwe treści. Te blogi dowodzą, że istnieje jasna strona internetu, którą warto odwiedzać.


Mam bardziej świadome odejście do czytania

Z tego faktu ogromnie się cieszę - w sumie LC&B powstało z... braku czasu na czytanie. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że to, co kiedyś tak kochałam, czyli literatura idzie w odstawkę, ze względu na to, że swój czas poświęcałam rzeczom, które nie były tego warte. Bardzo zmieniło się moje podejście do czytanej książki, teraz często zaznaczam lub wypisuje ciekawe cytaty, zwracam uwagę na sprawy, które do tej pory w czytanej powieści nie miały takiego znaczenia. I na pewno więcej czytam - prowadzenie bloga książkowego zdecydowanie do tego mobilizuje ;)


Napisanie recenzji to czasami praca na cały etat

Już od podstawówki uwielbiałam pisać rozprawki i wydawało mi się to takie proste i naturalne, że za bardzo nie byłam świadoma, jak wygląda przygotowanie recenzji na blog. Optymistyczne założenia, że spędzę chwilkę lub dwie i voila! Post gotowy! Tak... Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Godziny czytania, zaznaczanie cytatów, szkic recenzji, długie siedzenie przy komputerze, bo trzeba coś sprawdzić, napisać, uformować, poprawić, poprawić, poprawić, zrobić zdjęcie, obrobić je, poprawić, opublikować, promować, itd. Czasami jest to kilka godzin pracy. Żaden wpis na blogu nie powstał w czasie krótszym niż dwie godziny, standardowo jest to kilka godzin, najczęściej rozłożonych na kilka dni.


Nadal lubię wypożyczać książki z biblioteki

Okazuje się, że nagminne kupowanie książek, upatrzonych szczęśliwym trafem po cenie promocyjnej, recenzenckie egzemplarze dostarczane od wydawnictw czy niekontrolowana chęć posiadania możliwie największej domowej biblioteczki, nie osłabią mojego zamiłowania do odwiedzania biblioteki. Przez lata wyrobiłam w sobie nawyk, który chyba na stałe się we mnie zakorzenił - wypożyczenia książek to prawdziwa frajda. Nigdy nie wiem, z czym wrócę do domu, najczęściej zapominam, po jaki tytuł przyszłam, dostrzegając na półkach wdzięcznie poustawiane, kuszące publikacje. W tych swoich bibliotecznych wędrówkach mam dodatkowe wsparcie swoich synów, dla których takie wyjścia są źródłem podobnej radości.


Nie można porównywać się z innymi (chociaż czasami trudno się powstrzymać) 

I z tym mam nadal największy problem. Staram się tego nie robić, nie porównywać się z innymi, ale jest to zdecydowanie jedna z moich słabości. Ktoś ma ładniejsze zdjęcia, ktoś pisze porywające, wnikliwe recenzje, ma tysiąc pięćset obserwujących, miliony odsłon i kilkadziesiąt komentarzy pod postem. Po chwili jednak pojawia się refleksja: i co z tego? Czy to mi w czymś pomoże? Nie, a wręcz przeciwnie, spowoduje, że stracę zapał, że na swój blog będę patrzyła z ciągłym niezadowoleniem i niechęcią. Może lepiej warto, zamiast tego, skupić się na swoim zadaniu i starać się w miarę możliwości rozwijać, a to, czego tak bardzo zazdrościmy innym, przyjdzie z czasem?

To tyle jeśli chodzi o moje refleksyjno-sentymentalne wynurzenia dotyczące blogowania ;)


Jeśli również macie swoje blogi, to koniecznie zostawcie w komentarzu link do nich i napiszcie ile czasu już je prowadzicie - chętnie Was odwiedzę :)

9 komentarzy:

  1. Blog zdecydowanie mobilizuje do czytania :) Zauważyłam to także u siebie. Co prawda mój dopiero raczkuje, jednak cieszę się że go mam. Chciałam zrobić to wieki temu, ale brak odwagi pokrzyżował plany. Dopiero niedawno postanowiłam dać sobie szansę :)
    Pozdrawiam!
    https://myshelfandbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobra decyzja :) Życzę wytrwałości i niesłabnącej frajdy :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Dzięki prowadzeniu bloga ma się większą motywację do czytania, jak i również poznaje się wielu fajnych ludzi :)

    Ja prowadziłam bloga przez kilka miesięcy, jakoś mnie to przytłoczyło i odpuściłam na prawie trzy lata. Teraz wróciłam i mam nadzieję, że uda mi się prowadzić takiego bloga jaki chcę przez dłuższy okres ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także mam taką nadzieję - trzymam kciuki, najważniejsze, by czerpać przyjemność z blogowania i nie czuć się do tego zmuszanym :)

      Usuń
  3. Masz absolutną rację. Blog mobilizuje i rozwija. Ja zakładałam swój głównie ze względu na "zastój". W poprzedniej pracy czytałam zaledwie kilka książek rocznie, a do tego z pisaniem było kiepsko. Bo tylko ten "korpo język" i standardowe maile. Sama zauważyłam jak ubożeje mój zasób słów i do tego w jaki sposób zaczęłam formułować zdania. Blog dał mi "pozytywnego kopa". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) ja po prostu czułam, że "głupieję", że nie dostarczam sobie odpowiedniej dawki emocji, wrażeń czy informacji.

      Usuń
  4. Ostatni podpunkt jest chyba najważniejszy: porównywanie się z innymi zawsze prowadzi do kiepskich efektów. Bo albo się jest lepszym (duma-źle), albo gorszym (frustracja-źle).

    Najważniejsze, o czym wszędzie trąbią od dawna, to mieć z blogowania frajdę. Taka frajda przekłada się na ogólny obraz blogu i na radość z jego lektury przez rzeszę czytelniczą ;)

    Jeśli chodzi o blogosferę "książkarską", to na pewno dzięki blogom takim jak Twój czytam więcej... blogów, a w efekcie mniej książek (doba ma nadal tylko 24h, skubana). Ale to wcale nie jest zła wiadomość, bo blogi też są ciekawe, a dzięki kontaktom z Czytelnikami - żywe. A tego przecenić się nie da.

    Pozdrawiam zza blogowej miedzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - frajda jest najważniejsza w prowadzeniu bloga, inaczej blog traci w odbiorze.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Też nadal wypożyczam książki z biblioteki. ;) Rzetelność i szczerość to przede wszystkim. ;) A pisanie recenzji to rzeczywiście praca na cały etat. ;)

    OdpowiedzUsuń