26 stycznia

26 stycznia

207. "Niepełnia" Anna Kańtoch

To już moje trzecie spotkanie z prozą Anny Kańtoch. Jak do tej pory były to zetknięcia wyjątkowe, zaskakujące i niezapomniane, ale "Niepełnia" to coś znacznie więcej. To książka ze wszech miar nietuzinkowa i osobliwa. 




recenzja

"Niepełnia"
Anna Kańtoch


2017
232 strony
Wydawnictwo Powergraph

Obce. Krótkie, obłe słowo, które źle leży w ustach i  które raczej wypluwa się niż wypowiada. Ma smak tranu i tłustej czerni, jak pająk przyczajony za zardzewiałą rurą pod umywalką, tam, gdzie tkwi już żyletka.

Fabuła

Biały domek położony na uboczu pod lasem, kryje w sobie wiele tajemniczych historii. Ktoś w nim zginął, ale czy doszło do zbrodni czy samobójstwa? Czy ktoś jest w tym domu więziony? Do kogo należą dziwne ślady na śniegu? Kluczem do zrozumienia jest tutaj istota, która nie może się zdecydować czy być chłopcem, czy dziewczynką?

Przedziwność

Anna Kańtoch potrafi tworzyć naprawdę godne uwagi powieści, przesiąknięte jej własnym, charakterystycznym stylem. Już podczas czytania "Łaski", wcześniejszej powieści kryminalnej autorki, miałam wrażenie, że z nonszalancją łamie ona konwencje, nie boi się wyjść poza ramy gatunku. Podobnie jest w przypadku "Niepełni", która wyraźniej i śmielej zdaje się burzyć wszelkie ograniczenia.

Dowodzi tego chociażby fakt, że aktualnie tworząc ten post mam problem, by opisać fabułę książki. Samo to jest już dla mnie zupełnie nietypowe, bo jak opisać fabułę o tak przedziwnej i poplątanej konstrukcji? Nie ma tutaj tradycyjnego rozpoczęcia, rozwinięcia i zakończenia. Jest to przykład powieści szkatułkowej, gdzie historie łączą się w całość, jakby składały się z poszczególnych elementów, tworzących mozaikę. Przypomina to nieco matrioszki lub jakąś pętlę czasu, po której podążamy, by stale odnajdować się w tym samym miejscu. Powtarzane całe zdania lub sytuacje, przewijające się szczegóły, potęgują jedynie wrażenie deja vu.

Poza gatunkami

"Niepełnia" Anny Kańtoch opisywana jest jako kryminał, ale, jak się już pewnie domyślacie, nie jest to typowy przedstawiciel tego gatunku literackiego. Dzieją się tu rzeczy kompletnie odrealnione. Autorka wplata w swoją powieść elementy grozy, a nawet baśniowości. I chociaż zagadek tutaj nie brakuje, co chwila natrafiamy na nowe pytania, to kiedy myślimy, że zdołamy przejrzeć tę intrygę, nagle pojawiają się nowe niewiadome i cały sens zaczyna nam umykać.

Jestem wręcz oczarowana tą powieścią, która ma w sobie tyle elementów, tworzących powieść nietypową - niepokojącą, mroczną i bardzo zagmatwaną. Łatwo w tym przypadku zniechęcić czytelnika, łatwo potknąć się o tę własną plątaninę zdarzeń i wątków, a tymczasem Annie Kańtoch to sztuka udaje się znakomicie, jakby idealnie balansowała na granicy, za którą powieść byłaby zwyczajnie dziwaczna. W tym przypadku jednak zdecydowanie zachwyca i proponuje coś innego, kuszącego i intrygującego.

W małym domku pod lasem

Główną osią powieści jest mały, biały domek, kryjący w sobie mnóstwo sekretów. Zasypana śniegiem okolica i dziwne ślady pod oknami, wokół cisza, a za plecami niepokojąca obecność niewzruszonego lasu, w którym coś się może kryć. Znakomicie oddany klimat  mocno działa na wyobraźnię czytelnika. Wzbudza niepokój i zaciekawia. Czy ktoś w tym domu mieszka, czy jest więziony? Kto i jak tam umarł? Nie jesteście w stanie przewidzieć zakończenia, rozwikłać tej pętli zagadek i powiązań. Gdy już poczujecie się pewnie, gdy umysł zostanie nakierowany na jeden tor, jeden wątek, nagle następuje zmiana, autorka przerzuca czytelnika w inną historię, gdzie niespokojny i nieświadomy musi odnaleźć się w innej rzeczywistości, w kolejnym wątku.

Stale jednak powraca do małego, białego domku, zasypanego śniegiem.

Przechodzimy od historii do historii jakbyśmy zwiedzali... nie, nie komnaty w pałacu, a raczej skrytki w starej, przesiąkniętej wilgocią i stęchlizną piwnicy, w której ktoś nagle może nas zamknąć. Tak, to jest to uczucie, które w nas buzuje podczas czytania tej książki. Jest właśnie jak małe, ciemne pomieszczenie, do którego wejdziemy z ciekawości i z którego możemy już nie wyjść. Albo może wyjść ktoś zupełnie inny.
Oto typowy dom, który żyje tylko latem, a na zimę zamiera, pogrążony w letargu, pomyśli dziewczyna, choć będzie wiedziała, że to nieprawda.


Autorka w swojej powieści "Niepełnia" zaciera granice między czasem, bohaterami, między płciowością. Opowieści, osadzone jedna w drugiej niczym matrioszki, wciągają czytelnika jak wir, w świat zawieszony gdzieś między wymiarami. Postacie wymykające się narzuconym schematom ze względu na swoją płeć - mężczyźni słabi wobec dominujących, silnych kobiet, istota, która nie może zdecydować czy zostać chłopcem, czy dziewczynką? Wymieszana przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Jeżeli oczekujecie od powieści czegoś więcej, drugiego dna, jeśli nie boicie się historii dziwnych, odrealnionych, to zdecydowanie sięgnijcie po powieść Anny Kańtoch, a na pewno się nie zawiedziecie. Jest zupełnie niezwyczajna, niepokojąca, ale przede wszystkim naprawdę dobrze napisana.


4 komentarze :

  1. Jestem pod wrażeniem, chyba nigdy wcześniej nie spotkałam się z tego typu książką - tym bardziej polskiego autorstwa. Nigdy nie miałam z ta autorką do czynienia ale na pewno to zmienię bo bardzo mnie zainteresowałaś, zwłaszcza tym zacieraniem płciowości. Lubię książki trochę dziwne, trochę nietypowe - zobaczymy jak pójdzie tym razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli lubisz takie nieoczywiste opowieści to ta na pewno Ci się spodoba :)

      Usuń
  2. Aż trudno mi w to uwierzyć czytając twoją recenzję, ale nigdy nie trafiłam na tę autorkę. Bardzo żałuję.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby nadrobić zaległości :)

      Usuń