188. Lepiej późno niż wcale | "Nie opuszczaj mnie" Kazuo Ishiguro

Najwyższa pora zabrać się za tegorocznego noblistę, którego już chyba prawie wszyscy przeczytali, mają o nim wyrobione zdanie, a ja dopiero odkrywam jego twórczość. No cóż… lepiej późno niż wcale…



„Nie opuszczaj mnie”
Kazuo Ishiguro


tłumaczenie: Andrzej Szulc
Albatros
2005
320 stron

recenzja

„Stale myślę o tej rzece gdzieś daleko, z naprawdę szybkim nurtem (...) i o dwojgu zanurzonych w wodzie ludziach, którzy próbują się trzymać za ręce, naprawdę z całej siły się trzymają i w końcu nie dają rady. Prąd jest zbyt silny. Muszą się puścić i odpłynąć od siebie.”


Przejmująca antyutopia

Kathy, główna bohaterka i narratorka powieści, opowiada o swoim życiu w wyjątkowej szkole Halisham, gdzie oprócz standardowej nauki kładziono szczególny nacisk na twórczość artystyczną, kreatywność i rozwój wszelkich, plastycznych umiejętności. Opisuje relacje z najbliższą przyjaciółką Ruth i chłopcem, Tommym. Pozornie sielankowe dorastanie w sprzyjających warunkach prowincjonalnej szkoły, skrywa tajemnice, dotyczące przyszłości uczniów.

Na podstawie tej jednej książki - „Nie opuszczaj mnie” - trudno mi ocenić czy styl Ishiguro mi odpowiada, jest to na tyle specyficzna, niejednoznaczna powieść, że nie potrafię określić, czy jej odbiór spowodowany jest charakterystycznym warsztatem pisarskim, czy samą fabułą i celowym, pozornym chłodem, pod którym kryje się przejmująca, poruszająca historia. Na wstępie warto zaznaczyć, że jest to antyutopia, czyli utwór opisujący społeczeństwo przyszłości spętane pewną ideologią bądź formą władzy. Kathy jest klonem – człowiekiem stworzonym z pierwowzoru – powołanym do życia tylko w jednym, konkretnym celu, do którego też skrupulatnie przygotowuje się od najmłodszych lat. Dziewczyna ma oddać swoje organy, ma stać się dawcą, jej ciało jest jedynie opakowaniem dla tego, co wkrótce ma jej zostać odebrane. Brzmi dziwnie, niepokojąco, strasznie?… Jednak, czy taka istota, stworzona, co prawda sztucznie, ale myśląca, rozwijająca się, podlegająca emocjom, może służyć tylko po to, by oddawać swoje wewnętrzne narządy? Czy nie ma w niej iskry buntu? Główna bohaterka wydaje się pogodzona ze swoim losem, bierna, co dowodzi, jak bardzo różni się przy tym od ludzi.

Pytania i moralne dylematy

Ishiguro nie przedstawił dokładnie skali całego procesu, w jego książce nie ma dokładnych i szczegółowych informacji,  jak ten świat tak naprawdę funkcjonuje, przedstawia nam jedynie skrawek, mikroskopijny ułamek. Poznajemy szkołę Helisham, która kształci i wychowuje Kathy i inne dzieci, podobnie jak ona stworzone. Ogromny nacisk, kładziony nie tyle na edukację, ile na rozwój duchowy, jest tym, co wyróżnia tę placówkę od innych tego typu. Jednak czy stworzone obrazy, rysunki czy wiersze są dowodem na to, by dana osoba była bardziej wrażliwa, miała duszę, a przede wszystkim serce, zdolne do miłości? Kolejne pytanie postawione przez autora, który nie ułatwia odbioru czytelnikowi. Te wątpliwości, rozterki i niepewność mnożą się wraz z rozwojem akcji, przez co książka staje się niepokojąco niejednoznaczna, a przy tym poruszająca i smutna.

Podobnie jest w kwestii relacji głównych bohaterów. Doskonale poznajemy Kathy – to ona jest tutaj główną osią, ona opowiada historię, wspomina i analizuje – a następnie Ruth i Tommy’ego. To niezwykłe, jak Ishiguro jednocześnie głęboko i szczegółowo ukazuje nici zależności między tymi postaciami, a z drugiej strony nie padają żadne deklaracje uczuć, nie ma dramatycznych momentów, które w takim przypadku łatwo wycisnęłyby łzy i chwyciły za serce. Jakby rozmyślnie pozbawiając ich jakiejś iskry, małego elementu, bez którego cała ta zmyślna konstrukcja chwieje się i chybocze.

„Nie opuszczaj mnie” to książka, która ogromnie mnie zainteresowała, nie tylko jako sama historia, ale przede wszystkim ze względu na te liczne pytania, które, co chwilę kołatały się w głowie. Niewątpliwie nabrałam przez nią ochoty na kolejną powieść Kazuo Ishiguro – prawdopodobnie „Okruchy dnia”, których ekranizację widziałam już dawno temu i bardzo mnie urzekła.
recenzja



2 komentarze:

  1. Zainteresowała mnie fabuła tej książki. Nie czytałam chyba niczego w takim klimacie, więc zapiszę sobie tytuł tej pozycji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twórczość Ishiguro jest mi obca (jeszcze!) ale mam zamiar nadrobić zaległości jednocześnie muszę przyznać że trochę się obawiam bo u mnie z tymi noblistami zazwyczaj jest ciężko, być może nie jestem wystarczająco głęboka i nie rozumiem artyzmu który dostrzegają wszyscy dookoła ale koniec końców w większości przypadków jestem zawiedziona książkami które zdobywają jakieś super prestiżowe nagrody.
    Ale próbę podejmę bo fabuła mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 love, coffee and books , Blogger