08 grudnia

08 grudnia

189. Anegdoty językowe | "Pypcie na języku" Michał Rusinek


Nie pamiętam już, kiedy ostatnio czytanie książki sprawiło mi tyle radości i wywołało niekontrolowane wybuchy śmiechu. Nie spodziewałam się takiej dawki humoru, mylnie sądząc, że o języku ojczystym, a nawet o popełnianych błędach językowych, nie można pisać z polotem i dowcipem.

„Pypcie na języku”
Michał Rusinek

Wydawnictwo Agora
2017
206 stron

recenzja

„Warto także, jak sądzę, przyjrzeć się nazwom brawurowo balansującym na granicy makabry. Przede wszystkim mam tu na myśli kultową już „Szynkę z Łysych”, w której to nazwie pobrzmiewa zarazem jakaś obietnica higieny, co warto docenić. Równie ryzykowny wydaje się w tym świetle „Karczek Szwagra”, niepokojąco brzmią „Paróweczki dziecięce”, ale palma pierwszeństwa należy się bezsprzecznie „Flaczkom babuni”.”

Zabawnie i mądrze

Michał Rusinek, wieloletni sekretarz Wisławy Szymborskiej, literaturoznawca i tłumacz, autor książek i felietonów, w swej ostatniej publikacji „Pypcie na języku” opowiada przeróżne anegdoty z własnego życia, historyjki dotyczące językowych błędów, mowy ojczystej i posługiwania się nią w życiu codziennym. To teksty napisane z ogromnym dystansem, zarówno do siebie, jak i do świata, ale także z ogromną kulturą, pięknie, mądrze i przezabawnie.

Samej zdarza mi się popełniać masę błędów, ale czytanie o wpadkach innych sprawia mi masę radości, zwłaszcza jeśli są to dosyć makabryczne, oczywiście niezamierzone, zestawienia słów. Z tego typu „wpadek”, stylistycznych niuansów, wykształca się cała masa humorystycznych potknięć, co tak skrzętnie w swej książce przytacza Michał Rusinek. Co więcej, są to przeróżnej maści i pochodzenia anegdoty – od tych codziennych, po te medialne, które zdarzają się w prasie, telewizji czy w odmętach internetu. Nie brakuje także odniesień do języka polityków, na co autor zwraca szczególną uwagę – jak mowa może wpływać na nasz odbiór danego posła czy senatora.

Krótko i na temat

Bardzo spodobała mi się również forma „Pypci na języku”. Mamy oto do czynienia z naprawdę krótkimi rozdziałami, czy też felietonami. To zaledwie półtorej stronicowe wpisy, które można pochłonąć w wolnej chwili, co pewien czas, poprawiając sobie humor. Dawka odpowiednia, łatwo przyswajalna, a w dodatku pouczająca. Może sami nie jesteśmy w stanie wyłapać błędów, które popełniamy? Może zdarza nam się w język ojczysty wplatać całą masę słów obcego pochodzenia, które mają często swoje polskie odpowiedniki? Zdarza się to każdemu. Istotą książki nie jest jednak surowo piętnować takie formy wypowiedzi, a jedynie zwrócić uwagę na ich funkcjonowanie, z przymrużeniem oka i dobrodusznym uśmieszkiem. Następnie należy się ich tylko wystrzegać.

Poza tym całym dowcipem, odpowiednią puentą w każdym rozdziale i przekomicznymi czasami sytuacjami jest jeszcze sam styl autora. Należy przyznać, że Michał Rusinek doskonale zna się na tym, o czym pisze, włada słowem po mistrzowsku, z elegancją i kulturą, popisując się swym kunsztem, ale także zwracając uwagę na piękno języka, które uważane jest za najtrudniejszy i najbardziej skomplikowany gramatycznie na świecie – w czym pokonaliśmy nawet Chińczyków. Czyta się z ogromną przyjemnością i czuje się wręcz niedosyt po skończeniu ostatniej strony.

„Pypcie na języku” to znakomita, niezwykle zabawna i pouczająca książka, która sprawi, że większą uwagę zaczniemy przykładać do własnych form wypowiedzi. Szczerze polecam każdemu – wszakże wszystkim nam leży na sercu poprawność językowa, prawda?

recenzja



2 komentarze :

  1. Dawno nie czytałam książki, która byłaby zabawna i jednocześnie wartościowa. Zachęciłaś mnie do przeczytania tej pozycji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi naprawdę zachęcająco, myślę, że to idealna książka pod choinkę dla polonistów i innej maści jeży po kierunkach polonistycznych. :D


    Pozdrawiam jeżowo
    Nikodem z
    https://zaczytanejeze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń