175. Warszawa, jakiej nie znacie | "Pogromca grzeszników" Grzegorz Kalinowski


„Pogromca grzeszników”
Grzegorz Kalinowski

Wydawnictwo Muza
2017
560 stron



„Są ludzie, których trudno przestraszyć, a do nich należał na pewno przodownik Zygmunt Stolarczyk.
-Nie wyjdziesz stąd żywy, frajerze. - powiedział apasz z nożem i splunął pod nogi Stolarczyka.
W służbie od 1915 roku, ochotnik w policyjnym pułku podczas wojny z bolszewikami, zapaśnik i człowiek, któremu nigdy ręka nie drgnęła. Z różnych opresji wychodził, ale teraz było kiepsko, naprawdę kiepsko. Przodownik myślał o tym, ścierając krew z rozbitego nosa i pękniętej wargi.”

Warszawa, lata 30. XX wieku. W brutalny sposób zostaje zamordowana Madame Gala, była prostytutka i burdelmama, jej klientami byli zamożni i wpływowi mieszkańcy stolicy. Rozpoczyna się żmudne śledztwo, dochodzi także do innych, krwawych zbrodni, które łączy alfons-pogrom z 1905 roku. Sprawę prowadzą aspirant  Strasburger oraz przodownik Stolarczyk, a zdarzenia skrzętnie opisuje w „Expressie Warszawskim” ambitny i żądny sensacji, Edward Giez.

Muszę przyznać, że hasło „retro kryminał” natychmiast budzi moje zaciekawienie – połączenie sensacyjnej intrygi z historią to, coś, co przyciąga moją uwagę i w większości przypadków bardzo mi się podoba. Taki nurt doskonale nawiązuje do genialnych dzieł Agaty Christie, które absolutnie uwielbiam i uznaję za niedoścignione wzory idealnych kryminałów. Tym razem postanowiłam przeczytać najnowszą powieść Grzegorza Kalinowskiego, której akcja toczy się w latach 30. ubiegłego wieku, w Warszawie.

Autor stworzył cykl „Śmierć frajerom”, składający się z trzech książek, których sensacyjno-przygodowa akcja również toczy się na początkach XX wieku w stolicy. Seria ta cieszy się dużą popularnością wśród czytelników, ale także wywindowała Kalinowskiego jako dobrze zapowiadającego się pisarza, który świetnie odnajduje się w tematach związanych z historią. Myślę, że „Pogromca grzeszników” tylko tę tezę potwierdza – co mnie ogromnie pozytywnie zaskoczyło, ale także sprawiło, że z jeszcze większą przyjemnością zagłębiałam się w lekturze.



Akcja książki, dziejąca się w czasach II RP, gdy młode i energicznie rozwijające się państwo stara się ugruntować swoją pozycję na arenie międzynarodowej i scalać wielokulturową i wielonarodową społeczność, ma fantastycznie oddany klimat. Podziwiam każdy szczegół, każdy niewielki detal, który sprawia, że ani na moment nie mamy wątpliwości, w jakie czasy przenosi nas autor. Nazwy ulic, cała topografia warszawska, ubiory, obyczaje, dialogi - wszystko to jest jakby żywcem wyjęte z tamtej epoki, dopracowane i przemyślane, by zrobić jak najbardziej pozytywne wrażenie na czytelniku i by jak najlepiej przedstawić opowiadaną fabułę. Kalinowski niezwykle umiejętnie lawiruje również między faktami, prawdziwymi zdarzeniami i ludźmi, którzy naprawdę żyli w tamtych czasach, a tym, co zostało wymyślone w jego głowie, dokąd poniosła go własna wyobraźnia. Razem tworzy to świetnie dopracowaną całość, gdzie różnorodne wątki łączą się ze sobą i scalają fabułę.

Sama intryga, co nieco mnie zawiodło, nie jest mocno rozbudowana, a akcja jest nieco stateczna i typowo w klimacie starych, dobrych kryminałów. Trochę brakuje mi tego zaskoczenia w niektórych momentach oraz mojego samodzielnego wysnuwania wniosków, jednak dzięki temu autor uniknął przesady w drugą stronę – przy takiej ilości pobocznych wątków, bohaterów i informacji można łatwo się pogubić, gdy tropy, wiodące do przestępcy są zawiłe i niejasne. W przypadku „Pogromcy grzeszników” wszystko jest logiczne, trzyma się miarowego tempa, dzięki któremu możemy skupić swoją uwagę na warstwie obyczajowej oraz relacjach między bohaterami.

A postaci jest w tej powieści całkiem sporo – autor przerzuca nas głównie między parą policjantów, prowadzących dochodzenie, a rozpoczynającego właśnie swoją karierę dziennikarza, ale mimo to od czasu do czasu wtrąca innych, bardziej pobocznych, i nie tak ważnych z perspektywy głównego wątku, bohaterów z różnych warstw społecznych. I tutaj muszę również się zachwycić – postacie są różnorodne, zupełnie odrębnie skontrowane, mają swoje wady, zalety, charakterystyczne cechy, własny sposób wysławiania się. Zawsze zwracam na to szczególną uwagę i bardzo się cieszę, że Grzegorz Kalinowski dba o to, by jak najwierniej oddać ludzi, którzy żyli w tamtych czasach.

„Pogromcę grzeszników” serdecznie polecam – jeśli lubicie aurę sensacyjno-przygodową, jeśli kuszą Was gangsterskie historyjki  z mrocznego, ulicznego półświatka przestępców, alfonsów i prostytutek, opowiedziane z fantazją, ale także wiernym odwzorowaniem realiów. Powieść jest także znakomitą gratką dla miłośników historii Warszawy – znajdziecie tutaj na pewno niezapomniany klimat.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Muza

1 komentarz:

  1. Przyznam że po przeczytaniu recenzji tej książki, nieco się wkręciłam, więc chyba trzeba pomyśleć nad jej zakupem.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 love, coffee and books , Blogger