182.Książki dla sześciolatka - Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego

182.Książki dla sześciolatka - Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego

klub książkowy ignasia i jeremiego


Moja ostatnia (samotna) wyprawa do biblioteki zakończyła się niemałym sukcesem - wybierając dla najmłodszego kilka książek według tego, co mnie zainteresowało i  zachwyciło jeśli chodzi o formę wydania, muszę przyznać, że ostatecznie całkiem dobrze udało mi się trafić w gust Jeremiego. Jako dość wymagający sześciolatek jest surowym sędzią, który jednak potrafi docenić starania matki ;)
Mój wybór padł na "Matyldę" Roalda Dahla, "Oto jest Paryż" M. Sasek, "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyny Bednarek i "O malarzu rudym jak cegła" Janusza Stannego.

"Matylda" to wybór zupełnie nieprzypadkowy, od czasu przeczytania "Charlie i fabryka czekolady" moje dzieci jednogłośnie stwierdziły, że pan Dahl pisze bardzo dobrze, dociera zarówno do osób młodszych jak i do starszych. Aktualnie czytamy więc o dziewczynce, która bardzo pokochała książki, ale niestety miała złych, nieczułych rodziców, jednak o tej powieści napiszę innym razem.

"O malarzu rudym jak cegła" Janusz Stanny


WYtwórnia
24 strony


"Miał cztery farby,
pudełko kredek,
tusz,
gęsie pióro,
pędzel niejeden,
ziarnko talentu,
fantazji krzynę,
czarny kapelusz
i pelerynę."

książki dla dzieci

Tekst i ilustracje, mające już 50 lat nadal mogą zachwycać, bawić i cieszyć. Mnie osobiście książka, jej wydanie i tekst z miejsca urzekły i bardzo się cieszę, że równie mocno spodobały się Jeremiemu. Wiersz o przedziwnym malarzu, który dzięki swojemu talentowi potrafił wyrysować sobie domek z kotem, klatką z kanarkiem i różową wanną, a także sny dla dzieci, to prawdziwa perełka. Musiałam go czytać raz za razem, bo sama historia, zabawa słowem, rytmem i rymem ogromnie przypadły nam do gustu. Poza tym przecudne ilustracje autora, znanego i cenionego artysty, są tak ujmująco proste, świeże i nowatorskie, że patrząc na nie trudno uwierzyć, że tak naprawdę powstały wiele lat temu.
Polecamy!

"Oto jest Paryż" M. Sasek


Wydawnictwo Dwie Siostry
57 stron



"Przed nami Paryż, stolica Francji. A w nim pięć milionów mieszkańców, wielka rzeka - Sekwana, dziesiątki pomników, zabytkowych kościołów, muzeów i... tysiące kotów."

książki dla dzieci

To już kolejna po "Oto jest Londyn" poznana przez nas książeczka ze znanej i lubianej serii o miastach Europy - prawdziwa perełka, cudny retro-klimacik, od którego trudno się oderwać. Kto nie chciałby pospacerować po uliczkach Paryża, zajrzeć do pobliskiej kawiarenki i  podziwiać niezwykłe latarenki, podjadając świeżą bagietkę? Urzekający klimat książeczki to jedno, ale płynące z niej informacje to również niemała zaleta tego wydania. Wiedzieliście, że Wieża Eiffla ma 1665 stopni?
Polecamy!

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyna Bednarek


Wydawnictwo Poradnia K
158 stron


"- Naprawdę nie wiem, gdzie się gubią... - Mama patrzyła na piętrzący się na środku łazienki stos pojedynczych skarpetek. - Przecież do pralki trafiają zawsze dwie, a potem okazuje się, że jedna gdzieś znika. Przez ostatnie lata uzbierałam ogromny wór skarpet bez pary! A to znaczy, że gdzieś w tym domu ukrywa się cała armia pojedynczych skarpet..."

książki dla dzieci

W końcu potwierdziły się moje wcześniejsze przypuszczenia - rozwiązała się tajemnica zniknięć pojedynczych skarpetek. Okazuje się, że znikają w dziurze pod pralką, by już nigdy więcej nie pojawić się w naszym domu. Justyna Bednarek puściła wodze fantazji i opowiedziała o przygodach dziesięciu skarpet (czterech prawych i sześciu lewych). O tym dokąd się udały, jakie spotkały je przygody - kilka wieczorów zapełnionych fantastycznymi opowiadaniami, pełnymi humoru i zaskakujących zwrotów akcji. Lekkie pióro autorki i ciekawe ilustracje przykuwające oko najmłodszych czytelników to na pewno znakomity duet.
Polecamy!


181. Świąteczna, psia opowieść | "Psiego najlepszego" W. Bruce Cameron

181. Świąteczna, psia opowieść | "Psiego najlepszego" W. Bruce Cameron

„Psiego najlepszego
czyli BYŁ SOBIE PIES na święta”
W. Bruce Cameron

Wydawnictwo Kobiece
2017
281 stron
tłumaczenie: Edyta Świerczyńska

książka na święta

„Kiedy przygarniasz zwierzaka, musisz mieć świadomość, że kiedyś jego strata złamie ci serce. Psy są z nami tak krótko… To nasi przyjaciele, ale są z nami tylko dekadę, może półtorej, a potem odchodzą. O tym mówię. Ich strata jest nieuchronna i musimy pogodzić się z nią.”


Świąteczna opowieść

Na chwilę wyobraźcie sobie taką oto scenkę: oświetlona, pachnącą żywicą choinka, za oknem prószy śnieg, w kominku trzaskają palące się drewienka, w tle słychać delikatne nuty „Winter Wonderland”, a w koszyku baraszkują małe, słodkie szczeniaczki – jeżeli taki widok wywołuje u Was mimowolny uśmiech na twarzy to prawdopodobieństwo, że najnowsza książka Camerona wzbudzi u Was podobne odczucia jest naprawdę spore. Akcja rozpoczyna się w październiku i toczy aż do samych świąt, kiedy też następuje punkt kulminacyjny całej powieści. Mamy więc sporą dawkę bożonarodzeniowej atmosfery w iście amerykańskim stylu. Jakby tego było mało — główny bohater mieszka w położonej nieco z dala od miasteczka chatce, w otoczeniu lasu, więc wszystko komponuje się w piękny, ujmujący obrazek.

Pies w pakiecie

Josh nie ma w życiu łatwo – niedawno rozstał się ze swoją ukochaną dziewczyną, a w pracy nie dzieje się dobrze, w dodatku jego sąsiad prosi go o przysługę – opiekę nad psem przez kilka dni. Okazuje się, że pies jest suczką, w dodatku w ciąży, a Josh nie ma żadnego doświadczenia w kwestii opieki nad zwierzętami. Cały jego świat wywraca się do góry nogami, jednak nieoczekiwanie mężczyzna szybko zaprzyjaźnia się z czworonogiem.

Dla miłośników zwierząt

Poprzednia książka W. Bruce’a Camerona „Był sobie pies” została zekranizowana i do dzisiaj cieszy się dużą popularnością, zwłaszcza wśród miłośników szczekających i merdających ogonami zwierząt, ale mnie fala entuzjazmu do tej powieści ominęła, prawdopodobnie z tego względu, że z natury jestem bardziej kociarą. Kiedy jednak okazało się, że kolejna powieść tego autora zostanie wydana, ale w duchu świątecznym to nieco zmieniłam nastawienie i byłam ogromnie ciekawa całej historii. Myślę, że to tak, jak w przypadku filmów bożonarodzeniowych. Dzięki nim nabieramy tego ducha przygotowań i oczekiwania na te szczególne, grudniowe dni. „Psiego najlepszego” jest tą aurą wyraźnie przesiąknięta – od słodkiej, chwytającej za serce okładki po samą fabułę, która nastraja optymistycznie, uderza w czułą strunę naszego serca.

O stracie

Książka jest przede wszystkim o miłości do zwierząt, zwłaszcza psów, o ich oddaniu, o tym, co wnoszą ze sobą, wkraczając do naszego świata i jak ten nasz świat się dzięki ich obecności zmienia. To niezwykle trwały układ, który scala więź i poczucie odpowiedzialności. Josh na początku nie jest zachwycony tym, że nagle musi zająć się Lucy, tym bardziej że suczka jest w ciąży. Jednak jego nastawienie szybko się zmienia, wystarczy obecność psa, by jego życie, do tej pory niezbyt szczęśliwe, nabrało innego wymiaru. Tylko co się stanie w momencie, gdy z ukochanym zwierzakiem przyjdzie się rozstać, co w chwili, gdy ta więź będzie musiała się zerwać? Właśnie rozstania są też motywem powieści – nieuchronne, trudne, zmieniające wszystko, co do tej pory było dobrze znane i bezpieczne. „Psiego najlepszego” mówi właśnie o tym etapie, kiedy w życiu nadchodzi nieuchronna strata i nie ważne, czy jest to pożegnanie z wiernym przyjacielem, rozstanie z ukochaną osobą. Przedstawia je jako kolejny rozdział naszego życia, jako pewien punkt zwrotny, od którego musimy po prostu pójść dalej.

Książka, kocyk, kakao

Powieść niewątpliwie spodoba się miłośnikom zwierząt, na pewno zrozumie ją każdy, kto w swoim życiu posiadał oddanego czworonoga, historia poruszy, ale także nastroi optymistycznie. Czytelnicy, którzy lubią wątki miłosne, także znajdą coś dla siebie, ponieważ relacja między głównym bohaterem, a Kerri, która pracuje w schronisku — mocno się zacieśnia i ciekawie rozwija wraz z biegiem akcji. „Psiego najlepszego” czyta się z przyjemnością, ze względu na opisywane wydarzenia, jak i dzięki stylowi samego autora, który jest lekki i przejrzysty. Tak naprawdę książkę można pochłonąć w jeden chłodny wieczór, otulając się kocem i popijając kakao. Jeśli więc szukacie świątecznych, nastrajających optymistycznie historii to myślę, że książka Camerona Was nie zawiedzie.

Może spodobać Ci się także:
"Wilki" Adam Wajrak

"Ogród małych kroków" Abbi Waxman


książka na święta

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiece.



180. Typ Klasyczny #22 | Trylogia "Władca Pierścieni" J.R.R. Tolkien

180. Typ Klasyczny #22 | Trylogia "Władca Pierścieni" J.R.R. Tolkien


Władca Pierścieni:
„Wyprawa”
„Dwie wieże”
„Powrót króla”
J.R.R. Tolkien

tłumaczenie: Maria Skibniewska
Czytelnik
1990
549 stron
453 strony
528 stron

„Trzy pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem,
Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach,
Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych,
Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie,
Jeden, by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.”

Tolkien

Siedzę sobie z tymi trzema, mocno podniszczonymi licznym czytaniem i wielokrotnym przeglądaniem, książkami i wierzcie mi, że jestem w kropce, bo kompletnie nie wiem, jak napisać o tej niezwykłej trylogii, o tym, czym te powieści są dla mnie, by nie wpadać w przesadnym banał i totalny zachwyt. To jedna z tych historii, które zostają z nami na zawsze, stale obecne w naszym życiu, do których, co jakiś czas wracamy, odświeżamy je, aby móc znów je podziwiać i odkrywać na nowo.

Frodo Baggins, nieco nietypowy hobbit z Shire, staje się właścicielem pewnego pierścienia, który okazuje się być nie lada błyskotką, ponieważ należał on niegdyś do samego Władcy Ciemności, Saurona. Jedynym sposobem, by ów niezwykły, magiczny przedmiot nie dostał się w niepowołane ręce i nie zagroził Śródziemiu i jego mieszkańcom, jest zniszczenie go w Górze Przeznaczenia, samym sercu Mordoru. Wypełnieniu tego zadania podejmuje się dziewiątka śmiałków: czterech hobbitów, dwóch ludzi, krasnolud, elf i czarodziej.

Absolutna klasyka i wspaniały, dopracowany w każdym, najdrobniejszym szczególe utwór, epicka perła fantastyki – można by tak długo jeszcze pisać o najważniejszym dziele wybitnego pisarza – Johna Ronalda Reuela Tolkiena. „Władca Pierścieni” to niesamowita, pełna przygód historia, która zachwyca pokolenia czytelników.

To, co chyba najbardziej urzeka to stworzony przez Tolkiena świat – począwszy od drzew genealogicznych poszczególnych bohaterów aż po całą mitologię i historię Śródziemia, jego ras i ludów. Wczytywanie się w tę książkę jest jak podróż do innego świata, którego realia są nam przedstawione w najmniejszym detalu, do świata skonstruowanego przez jednego człowieka, który powołał do życia hobbitów, krasnoludy czy orków, stworzył ich języki, ciekawą, bujną przeszłość oraz całą topografię. To niezwykłe, w jakim stopniu autor powiązał ze sobą ten świat, scalił i uformował, w dodatku tak pięknie przedstawił nie tylko we „Władcy Pierścieni”, ale w całej swojej twórczości. Tak naprawdę trylogia jest tylko ułamkiem z tego, co Tolkien stworzył na podstawie uniwersum Śródziemia.

Tolkien

Autor, tworząc swoje powieści, pełnymi garściami czerpał z różnorodnych mitologii, między innymi z mitologii skandynawskiej, ale także z rzeczywistości, która go wtedy otaczała, ze świata, który my dobrze znamy. Przecież łagodne pagórki Shire’u to jakby odbicie angielskich krajobrazów, wojna o Śródziemie odbija echa okrutnych wojen światowych w XX wieku. Dużo jest tutaj takich nawiązań, a przesłanie dzięki temu staje się jeszcze bardziej uniwersalne, całkowicie ponadczasowe. Tolkien  wyraża w swym słynnym utworze pacyfistyczne uczucia – żadna bitwa, żadna walka nie może nie pozostawić śladów, za każdą cena będzie wysoka, a przyszłość całych narodów zależeć może od istot zupełnie niepozornych, na pierwszy rzut oka słabych, których czyny, dobre lub złe, mają czasami ogromne znaczenie. Tolkien w piękny sposób przedstawia także przyjaźń, tą najprawdziwszą, lojalną i trwałą, jak w przypadku Froda i Sama – do samego końca czy nieco szorstką – między Gimlim i Legolasem.

Tolkien to absolutny mistrz słowa, genialny opowiadacz, który przenosi czytelnika do zupełnie innego wymiaru, a stworzona przez niego historia to ponadczasowa perła, która nadała fantastyce zupełnie nowego znaczenia i stała się niedoścignionym wzorem w swoim gatunku. Przygody Froda, Sama, Aragorna czy Gandalfa to nie tylko nierzeczywiste, baśniowe opowieści, to bardzo ważna, niezwykle pouczająca historia, w której łatwo znaleźć potępienie dla okrucieństwa, władzy absolutnej, braku poszanowania dla natury. Może przez to tak łatwo trafia do różnorodnych odbiorców i od lat zachwyca kolejnych czytelników.

tolkien


179. Pani komisarz na tropie seryjnego mordercy | "Szadź" Igor Brejdygant

179. Pani komisarz na tropie seryjnego mordercy | "Szadź" Igor Brejdygant

„Szadź”
Igor Brejdygant

Wydawnictwo Marginesy
2017
416 stron

„W jej pracy nadużywanie środków zmieniających świadomość nie było zresztą niczym niezwykłym, tyle że większość kolegów pod wpływem stresu pracy wśród zła i śmierci uciekała w alkohol, a ten dla Agnieszki był za ciężki i w zbyt wyraźny sposób upośledzał zdolność logicznego myślenia. Spadek ilorazu inteligencji był dla komisarz Polkowskiej absolutnie nie do zaakceptowania.”

Jestem świeżo po lekturze „Szadzi” Igora Brejdyganta i przyznaję, że w pewnym stopniu sama do końca nie wiem, czy jestem nią zachwycona, czy bardziej rozczarowana. To dwa skrajnie różne odczucia, jednak nie mogę ukryć, że przy elementach, które niewątpliwie bardzo mi się spodobały były i takie, które autorowi się nie udały.

W lesie zostają odnalezione zwłoki młodej dziewczyny. Została zabita w bestialski sposób, niepozostawiający cienia wątpliwości, że jest to morderstwo dokonane przez człowieka, lubującego się w zadawaniu cierpienia innym. Komisarz Polkowska trafia na trop seryjnego mordercy, który z zimną krwią planuje kolejną zbrodnię. Rozpoczyna się wyścig z czasem i walka o życie.

Fabuła jest prowadzona między trzema osobami, co jest dosyć ciekawym zabiegiem, ponieważ równocześnie możemy śledzić losy trójki bohaterów – komisarz Polkowskiej, mordercy oraz potencjalnej ofiary. Pomaga to w pewnym stopniu mieć szerszą, ciekawszą perspektywę na opowiadaną historię, zgłębić nie tylko losy postaci, ale także ich psychikę, rozterki, przeżycia. Z drugiej strony taki wybieg może okazać się dla pisarza pułapką – gdy czytelnik wie, kto jest mordercą i jakie będą jego następne kroki - pozbawia się elementu zaskoczenia, co w przypadku kryminału bądź thrillera jest dość znaczące. Tak naprawdę od samego początku wiemy, w jaki mniej więcej sposób potoczą się wydarzenia, nie wiemy tylko, co przydarzy się po drodze i czy autor nie kryje w zanadrzu jakiejś niespodzianki. Na szczęście w „Szadzi” Igor Brejdygant potrafi wprowadzić odpowiednie napięcie, trzymać w niepewności, a nawet tak zwrócić akcję w samym zakończeniu, że powieść czyta się od początku do ostatniej strony z zainteresowaniem.

recenzja


Same postacie są ciekawie zarysowane, zwłaszcza nasza główna bohaterka, czyli komisarz Polkowska, która ma na swoim koncie — standardowo, jak w przypadku innych bohaterów kryminałów – wiele niejasnych spraw z przeszłości, takich, które nieco zaburzają jej życie, nadają jej wielowymiarowości. Wystarczy napisać, że pani policjant jest w związku z inną kobietą i od osiemnastu lat nie miała kontaktów z córką i już wiadomo, że to nietuzinkowa osoba. Jest pełna temperamentu, niepokorna i, oczywiście, inteligentna, przez co w męskim świecie policjantów spotyka się z niemałym ostracyzmem. Natomiast jej antagonista – seryjny morderca to równie inteligentny przeciwnik, w którego głowie rodzi się szatański plan. Ich spotkanie jest nieuniknione, a skutki mogą być nieprzewidziane.

Igor Brejdygant jest scenarzystą, reżyserem i fotografem, i sądzę, że w „Szadzi” bardzo widoczne jest doświadczenie w pisaniu scenariuszy. Akcja jest szybka, prosta, rozdziały są krótkie, czasami przypominają scenki z filmów, małe obrazy, które nieco wnoszą do całości. Jesteśmy przerzucani od jednego bohatera do drugiego, od jednego wydarzenia do następnego, w szybkim, filmowym tempie, co bardzo ułatwia czytanie i lektura mija nam naprawdę szybko. Sam styl wypowiedzi jest przyzwoity, jeśli chodzi o kryminał, wystarczający. Nieco nużące mogą być objaśnienia dotyczące zachowań bohaterów, psychologiczne próby tłumaczenia ich problemów i zachowań, bardzo standardowe i stereotypowe, takie jak trudne dzieciństwo czy brak matki. Autor wzbogacił jednak fabułę o dylematy moralne, aktualne problemy polityczne oraz warstwę obyczajową, co na pewno dodaje powieści nowy, świeży wymiar. Książka jest bardzo osadzona w naszych realiach, przez co spodoba się czytelnikom, którzy lubią, gdy w literatura jest zakotwiczona  w świecie, który dobrze znamy.

„Szadź” przeczytałam z zapartym tchem, zwłaszcza przy ostatnich stronach, gdzie atmosfera napięcia znacznie się nawarstwiła, a akcja powieści nabrała sporego rozpędu, pomimo tego, że już na samym początku można domyślić się, jakie może być zakończenie. Ogólnie sama historia wydaje się mroczna, niepokojąca i intrygująca, więc ostatecznie lektura była w miarę zadowalająca.

recenzja


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

178. Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego | "Charlie i fabryka czekolady" Roald Dahl

178. Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego | "Charlie i fabryka czekolady" Roald Dahl

„Charlie i fabryka czekolady”
Roald Dahl

Wydawnictwo Znak emotikon
2017
254 strony
literatura dziecięca

„Wszystko jest tutaj jadalne, łącznie ze mną. Ale to nazywa się kanibalizmem, drogie dzieci, i spotyka się z dezaprobatą w większości społeczeństw.”

Roald Dahl jest jednym z najpopularniejszych pisarzy literatury dziecięcej na świecie, jego powieści tłumaczone są na różne języki, a ich ekranizacje cieszą się przeogromną popularnością. Stworzył wiele fantastycznych, wyjątkowych historii, które zachwycają do dziś, mimo, że od ich powstania minęło kilkadziesiąt lat są nadal aktualne i nie tracą nic ze swej wartości.

Charlie Bucket to chłopiec, który mieszka w małym, drewnianym domku na obrzeżach dużego miasta. Razem z nim mieszkają jego rodzice oraz dziadkowie. Niestety nie powodzi im się dobrze, cierpią biedę, niedostatek, a czasami nawet głód, jednak bardzo się szanują i dbają o siebie. Niespodziewanie Willy Wonka, genialny właściciel ogromnej fabryki czekolady ogłasza, że wpuści do swojej zamkniętej do tej pory dla zwiedzających, fabryki piątkę dzieci, a jednym ze szczęśliwców jest właśnie Charlie.

Nie ukrywam, że, czytając książkę dzieciom - sama miałam z tego nie mniej frajdy, co oni. Poznawanie losów głównego bohatera, a następnie wędrówka po absolutnie fenomenalnej, pełnej zaskakujących wydarzeń, niezwykłej fabryce Willy’ego Wonki to wspaniałe przeżycie nawet dla osoby dorosłej, za którą się już od dawna uważam. Czego tutaj nie ma! Małe ludziki pracujące niczym mrówki przy produkcji słodyczy, rzeka z płynnej czekolady, guma do żucia o smaku trzydaniowego obiadu i wiele, wiele innych rzeczy, stworzonych przez niczym nieskrępowaną wyobraźnię autora. Ta książka to prawdziwa gratka dla każdego dziecka, ale także dla tych, którzy lubią słodycze, czekoladę i cukierki. W tym całym bogactwie zaskakujących rzeczy są dzieła śmieszne, kompletnie odrealnione i nierzeczywiste, a jednak zawsze można pomarzyć, że istnieją one naprawdę, że można je nawet samemu skosztować. Kogo nie skusi taka gama smaków, aromatów i barw, dostępna, chociażby tylko w naszej wyobraźni?

Ważnym elementem samej powieści, tuż obok jej niezwykłej, upstrzonej cukrem fabuły jest oczywiście sam przekaz. Książka stworzona została kilkadziesiąt lat temu, a jednak podczas lektury nie można tego odczuć, nie można też oprzeć się wrażeniu, że równie dobrze mogłaby być napisana w dzisiejszych czasach. Oprócz Charliego w książce występuje jeszcze czwórka dzieci, podobnych im można spotkać na każdym kroku – dzieci zapatrzone w brutalny świat telewizji, rozpieszczane, niegrzeczne czy łakome. Co ciekawe, za każdym z tych dzieci w książce stoją ich rodzice, a nieodpowiednie zachowania zawsze spotyka kara lub nauczka. Jedynie Charlie, skromny, biedny chłopiec wyróżnia się wśród nich, ale czy przy ekscentrycznym producencie czekolady można być pewnym swego losu?

Chciałabym także wspomnieć o wydaniu, które w naszym przypadku oznaczone jest jako „lektura z opracowaniem”. Przyznam, że zamawiając nie do końca byłam przekonana co do takiego „ułatwienia”, jednak okazało się, że publikacja jest w twardej oprawie (starczy na lata), ma cudne ilustracje Quentina Blake’a i w środku znajdziemy kilka ciekawostek i wskazówek, jak czytać powieść, by jak najlepiej ją zrozumieć i zapamiętać oraz informacje, na co zwracać uwagę. Pod koniec dołączono również kilka stron poświęconych samemu Roaldowi Dahlowi.

Jeśli więc nie mieliście jeszcze tej przyjemności i nie czytaliście „Charlie i fabryka czekolady” to serdecznie zachęcam, niezależnie od tego ile macie lat i czy w najbliższym czasie owa książka nie będzie Waszą lekturą. Warto ją poznać i razem z Charliem przemierzyć labirynty najbardziej niezwykłej fabryki czekolady jaką możemy sobie wyobrazić.

literatura dziecięca

177. Podsumowanie października

177. Podsumowanie października



Październik to miesiąc, który jest dla mnie naprawdę wyjątkowy - uwielbiam jesień, a w październiku mamy sam środek tej pory roku, dni są krótsze, noce dłuższe, ale nic tak nie sprzyja czytaniu jak długie wieczory. Do tego koc, ciepły sweterek i kubek pełen aromatycznego napoju. Poza tym to miesiąc moich urodzin, niestety już nie "nastych" ani dwudziestych... I nie zapominajmy o Halloween :)

I krótka foto-migawka październikowa :)

W ostatnich tygodniach udało mi się przeczytać kilka naprawdę dobrych książek, w dodatku różnorodnych, więc trudno wybrać mi tą, która zrobiła na mnie największe wrażenie. Aktualnie zaczęłam "Labirynt duchów" Zafona, trochę przeraża mnie ta "cegła", ale może zadziała się magia i przeczytam ją szybko, połykając kolejne rozdziały. Rozpoczęłam też lekturę "Szadzi" Igora Brejdyganta od Wydawnictwa Marginesy.


Przeczytane w październiku:

"Pogromca grzeszników" Grzegorz Kalinowski
"Lab Girl" Hope Jahren
"Sanatoryjny romans z inspiracją" Aneta Wybieralska
"Morze kłamstwa" Joanna Jax
"Vilette" Charlotte Bronte

A jak Wam minął ten miesiąc? Jakie macie plany na listopad?

176. Zwykłe w swej nadzwyczajności | „Niezwykłe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej” Jerzy Chociłowski

176. Zwykłe w swej nadzwyczajności | „Niezwykłe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej” Jerzy Chociłowski

„Niezwykłe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej”
Jerzy Chociłowski

Wydawnictwo Akurat
2017
320 stron

„Jej matka Janina mówiła po wojnie, że Krystyna nigdy nie pragnęła być bohaterką ani nie marzyła o sławie w jakiejkolwiek postaci. Chciała być przede wszystkim sobą, a nadawanie jej monumentalnego wymiaru jest w niezgodzie ze zwyczajnością, z prostotą, jaka ją cechowała. Czy naprawdę Krystyna Krahelska była zwyczajną dziewczyną? Być może w swej skromności za taką się uważała, ale trudno nie ulec wrażeniu, że była to zwyczajność niezwykła. Taka sama, jaką miały w sobie inne dziewczyny z jej pokolenia, z tego samego kruszcu. Były zwyczajne w swojej nadzwyczajności.”

Prawo wyborcze dla kobiet w Polsce zostało uchwalone niedługo po odzyskaniu niepodległości, Polska wprowadziła je jako jedne z pierwszych krajów na świecie. Był to oczywiście istny kamień milowy, jeśli chodzi o dążenie do wyrównania płci, chociaż tak naprawdę nadal kobiety musiały mierzyć się z przeciwnościami, jakie stawiało im życie oraz od lat przyjęte obyczaje. Rolą kobiety było wychowywanie potomstwa i opieka nad ogniskiem domowym, jednak spoza ten schemat matki-polki czasami wychodziły nieprzeciętne, wyjątkowe jednostki, niezapomniane postacie w barwnej, a przy tym boleśnie krótkiej historii II RP.

11 listopada 1918 roku narodziło się nowe państwo, ze starych zgliszczy, z różnorodnych łat, uprzednio rozdartych między zaborców, niepewne własnej pozycji wobec innych, niepewne własnego bezpieczeństwa, kruche jeszcze i słabe, ale z nadziejami na przyszłość. II Rzeczpospolita to może nie najlepszy okres w dziejach Polski, ale nie da się ukryć, że był to czas niezwykły, płodny artystycznie, pełen zmian i dobrych perspektyw. W książce Jerzego Chociłowskiego „Niezwykłe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej” autor przedstawia nam sylwetki kobiet żyjących w czasach międzywojennych. Trzydzieści rozdziałów poświęconym trzydziestu naprawdę wyjątkowym paniom, które dzięki swoim czynom, pasji, bądź osiągnięciom trwale wpisały się na kartach historii.

Tym, co na pierwszy rzut oka zwraca uwagę czytelnika to na pewno różnorodność, wybór autora jest znakomity i wielostronny. Zaczynając od tego, że niektóre z tych nazwisk są nam już faktycznie dobrze znane, takie panie jak Maria Skłodowska-Curie czy Kazimiera Iłłakowiczówna to postacie rozpoznawalne, ale już takie nazwiska jak Krystyna Krahelska czy Lucyna Messal są już nam raczej obce. Mamy w tym doborowym gronie przedstawicielki sztuki, nauki, aktorki, śpiewaczki, bohaterki wojenne, wpływowe kobiety, które cieszyły się dużym uznaniem lub wręcz uwielbieniem wśród współczesnych, mamy także osoby, których losy były w miarę szczęśliwe, wiodły ogólnie spokojne życie, ale są też takie, których smutne dzieje wzruszają do łez. Sądzę, że o każdej można by napisać oddzielną powieść, ponieważ ich doświadczenia były tak bogate, a przeżyte chwile tak ciekawe i inspirujące, że starczyłoby na te trzydzieści głównych wątków.


Autor z wiedzą i wsparciem całkiem bogatej bibliografii w przystępny sposób w każdym rozdziale pisze o innej kobiecie – są podstawowe informacje o jej życiu, dokonaniach, gdzieniegdzie okraszone cytatami, krótkimi anegdotami, ale też faktami. Wszystko to podane w takiej formie, że całość odbiera się zaskakująco dobrze jak na coś w rodzaju krótkich notek biograficznych. Książkę czyta się z prawdziwym zainteresowaniem, nie tylko ze względu na inspirujące i poruszające historie bohaterek, ale także z uwagi na styl Chociłowskiego, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, na jakich wydarzeniach położyć większy akcent, by w rezultacie mocniej przyciągnąć uwagę czytelnika.

„Niezwykłe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej” to na pewno gratka dla każdego miłośnika okresu międzywojennego, pełna informacji, ciekawostek niezapomnianych kobiecych postaci — różnorodnych, wyjątkowych, wspaniałych.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat

175. Warszawa, jakiej nie znacie | "Pogromca grzeszników" Grzegorz Kalinowski

175. Warszawa, jakiej nie znacie | "Pogromca grzeszników" Grzegorz Kalinowski


„Pogromca grzeszników”
Grzegorz Kalinowski

Wydawnictwo Muza
2017
560 stron



„Są ludzie, których trudno przestraszyć, a do nich należał na pewno przodownik Zygmunt Stolarczyk.
-Nie wyjdziesz stąd żywy, frajerze. - powiedział apasz z nożem i splunął pod nogi Stolarczyka.
W służbie od 1915 roku, ochotnik w policyjnym pułku podczas wojny z bolszewikami, zapaśnik i człowiek, któremu nigdy ręka nie drgnęła. Z różnych opresji wychodził, ale teraz było kiepsko, naprawdę kiepsko. Przodownik myślał o tym, ścierając krew z rozbitego nosa i pękniętej wargi.”

Warszawa, lata 30. XX wieku. W brutalny sposób zostaje zamordowana Madame Gala, była prostytutka i burdelmama, jej klientami byli zamożni i wpływowi mieszkańcy stolicy. Rozpoczyna się żmudne śledztwo, dochodzi także do innych, krwawych zbrodni, które łączy alfons-pogrom z 1905 roku. Sprawę prowadzą aspirant  Strasburger oraz przodownik Stolarczyk, a zdarzenia skrzętnie opisuje w „Expressie Warszawskim” ambitny i żądny sensacji, Edward Giez.

Muszę przyznać, że hasło „retro kryminał” natychmiast budzi moje zaciekawienie – połączenie sensacyjnej intrygi z historią to, coś, co przyciąga moją uwagę i w większości przypadków bardzo mi się podoba. Taki nurt doskonale nawiązuje do genialnych dzieł Agaty Christie, które absolutnie uwielbiam i uznaję za niedoścignione wzory idealnych kryminałów. Tym razem postanowiłam przeczytać najnowszą powieść Grzegorza Kalinowskiego, której akcja toczy się w latach 30. ubiegłego wieku, w Warszawie.

Autor stworzył cykl „Śmierć frajerom”, składający się z trzech książek, których sensacyjno-przygodowa akcja również toczy się na początkach XX wieku w stolicy. Seria ta cieszy się dużą popularnością wśród czytelników, ale także wywindowała Kalinowskiego jako dobrze zapowiadającego się pisarza, który świetnie odnajduje się w tematach związanych z historią. Myślę, że „Pogromca grzeszników” tylko tę tezę potwierdza – co mnie ogromnie pozytywnie zaskoczyło, ale także sprawiło, że z jeszcze większą przyjemnością zagłębiałam się w lekturze.



Akcja książki, dziejąca się w czasach II RP, gdy młode i energicznie rozwijające się państwo stara się ugruntować swoją pozycję na arenie międzynarodowej i scalać wielokulturową i wielonarodową społeczność, ma fantastycznie oddany klimat. Podziwiam każdy szczegół, każdy niewielki detal, który sprawia, że ani na moment nie mamy wątpliwości, w jakie czasy przenosi nas autor. Nazwy ulic, cała topografia warszawska, ubiory, obyczaje, dialogi - wszystko to jest jakby żywcem wyjęte z tamtej epoki, dopracowane i przemyślane, by zrobić jak najbardziej pozytywne wrażenie na czytelniku i by jak najlepiej przedstawić opowiadaną fabułę. Kalinowski niezwykle umiejętnie lawiruje również między faktami, prawdziwymi zdarzeniami i ludźmi, którzy naprawdę żyli w tamtych czasach, a tym, co zostało wymyślone w jego głowie, dokąd poniosła go własna wyobraźnia. Razem tworzy to świetnie dopracowaną całość, gdzie różnorodne wątki łączą się ze sobą i scalają fabułę.

Sama intryga, co nieco mnie zawiodło, nie jest mocno rozbudowana, a akcja jest nieco stateczna i typowo w klimacie starych, dobrych kryminałów. Trochę brakuje mi tego zaskoczenia w niektórych momentach oraz mojego samodzielnego wysnuwania wniosków, jednak dzięki temu autor uniknął przesady w drugą stronę – przy takiej ilości pobocznych wątków, bohaterów i informacji można łatwo się pogubić, gdy tropy, wiodące do przestępcy są zawiłe i niejasne. W przypadku „Pogromcy grzeszników” wszystko jest logiczne, trzyma się miarowego tempa, dzięki któremu możemy skupić swoją uwagę na warstwie obyczajowej oraz relacjach między bohaterami.

A postaci jest w tej powieści całkiem sporo – autor przerzuca nas głównie między parą policjantów, prowadzących dochodzenie, a rozpoczynającego właśnie swoją karierę dziennikarza, ale mimo to od czasu do czasu wtrąca innych, bardziej pobocznych, i nie tak ważnych z perspektywy głównego wątku, bohaterów z różnych warstw społecznych. I tutaj muszę również się zachwycić – postacie są różnorodne, zupełnie odrębnie skontrowane, mają swoje wady, zalety, charakterystyczne cechy, własny sposób wysławiania się. Zawsze zwracam na to szczególną uwagę i bardzo się cieszę, że Grzegorz Kalinowski dba o to, by jak najwierniej oddać ludzi, którzy żyli w tamtych czasach.

„Pogromcę grzeszników” serdecznie polecam – jeśli lubicie aurę sensacyjno-przygodową, jeśli kuszą Was gangsterskie historyjki  z mrocznego, ulicznego półświatka przestępców, alfonsów i prostytutek, opowiedziane z fantazją, ale także wiernym odwzorowaniem realiów. Powieść jest także znakomitą gratką dla miłośników historii Warszawy – znajdziecie tutaj na pewno niezapomniany klimat.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Muza

Copyright © 2014 love, coffee and books , Blogger