172. Takie rzeczy to tylko w sanatorium...| "Sanatoryjny romans z inspiracją" Aneta Wybieralska


„Sanatoryjny romans z inspiracją”
Aneta Wybieralska

Wydawnictwo Novae Res
2017
436 stron


„W naszym pięknym, podobno demokratycznym i wcale nie zacofanym kraju – teoretycznie przynajmniej – ciągle jeszcze panuje absurdalny stereotyp, że człowiek to od razu musi być facet. Dopiero potem, po głębszej analizie socjologicznego zjawiska oraz po przestudiowaniu ustawy zasadniczej, czyli Konstytucji RP z zapisem o równości płci, niektórzy dochodzą do genialnego z natury wniosku, że człowiekiem może być kobieta.”

Do książki Anety Wybieralskiej pod tytułem „Sanatoryjny romans z inspiracją” podeszłam bez większych oczekiwań, ale też z małym zainteresowaniem. Nic wcześniej nie słyszałam o tej publikacji, nie wpadłam na nią w księgarni czy gdzieś w rekomendacjach na blogu, a okładka, która czasami daje nam, co prawda niejasne, ale zawsze jakieś wyobrażenie o książce, nie nasuwa w tym przypadku żadnych skojarzeń czy tropów dotyczących samej treści. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że lektura nie była zła, wręcz przeciwnie, zapewniła mi sporą dozę rozrywki i całkiem dobrego humoru.

Główna bohaterka, której imię przez całą akcję powieści nie zostaje wyjawione, to pani w średnim wieku, której jedną z życiowych pasji jest wypoczynek w różnego rodzaju kurortach, pensjonatach, uzdrowiskach i sanatoriach. Ze swoich licznych wojaży po kraju wraca z całą masą przeróżnych anegdotek dotyczących życia podczas takiego wypoczynku.

A dzieje się tam dużo… Liczne romanse, zdrady, przelotne znajomości i cała masa przeróżnych, ludzkich charakterów. A w samym centrum wydarzeń nasza główna bohaterka, która obdarzona jest trafnym zmysłem obserwacji, nieco ironicznym poczuciem humoru i doskonale potrafi te liczne historyjki opowiedzieć. Aneta Wybieralska stworzyła ciekawą, zabawną powieść, którą czyta się naprawdę lekko i bez zniecierpliwienia, to doskonała rozrywka na chłodne i długie jesienne wieczory. Dosyć oryginalnym pomysłem jest sama forma powieści, która pozwala na swobodne przenoszenie się z jednego tematu na drugi, z jednej, pełnej pasji i awantur relacji do kolejnej, nie mniej ciekawej.

Masa postaci, jakie przewijają się przez strony „Sanatoryjnego romansu z inspiracją” to osoby jakby żywcem wyjęte z prawdziwego życia, to ludzie, których spotykamy na co dzień, mijamy na ulicy, czy zdawkowo się witamy, to może być pani Helenka z kiosku, albo pan Włodek z sąsiedniego bloku. To zwyczajni ludzie, których życie, według niektórych, już dawno przestało być barwne i emocjonujące, tymczasem na rzeczonych turnusach dla zdrowia, wyjazdach do uzdrowisk, kiedy wyrwani z własnej codzienności, stykają się ze sobą, przeżywają wiele sercowych przygód, miłostek, dylematów. Autorka przedstawiła nam te wydarzenia w sposób zabawny, ale nie prześmiewczy, z lekkim przymrużeniem oka, z ironią, ale sympatycznie. Dużą zaletą jest tutaj sama centralna postać powieści, która już od pierwszych stron wzbudza w czytelniku same pozytywne odczucia, ta pani w średnim wieku na pewno da się lubić, a jej swobodny i bezpośredni kontakt z odbiorcą tylko ułatwia zagłębianie się w te liczne, interesujące historyjki.

Książka wydaje się być przeznaczona dla starszych osób, którzy dobrze znają owe sanatoryjne przygody, lub którzy w swoim życiu co nieco na ich temat już zdążyli usłyszeć. Sądzę jednak, że może trafić do osób nieco młodszych, którzy lubią tego rodzaju historie, pełne humoru teksty oraz swobodny styl wypowiedzi pisarki. A jeśli wydaje się Wam, że sanatoryjne życie jest nudne i jednostajne, to lektura może Was szybko wyprowadzić z błędu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 love, coffee and books , Blogger