159. Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego - "Poznajemy arcydzieła" Rosie Dickins


„Poznajemy arcydzieła.
Przewodnik po sztuce”
Rosie Dickins
konsultacja: Nicola Butler

Papilon
Publicat S.A.

80 stron



„Widzów niezmiennie fascynuje zagadkowy uśmiech Mony Lisy. Jest wyrazem szczęścia czy smutku? A może znudzenia? Wyraz twarzy kobiety zmienia się, w zależności od miejsca, z którego patrzymy na obraz. Aby osiągnąć ten efekt, Leonardo zastosował technikę zwaną sfumato, polegającą na łagodnych przejściach od ciemnych do jasnych kolorów

Sztuka i malarstwo od dawna mnie fascynują, nic więc dziwnego, że takie zainteresowania chciałabym także zaszczepić swoim dzieciom. W przypadku dwóch chłopców, których zainteresowania oscylują gdzieś pomiędzy grami na playstation, Gwiezdnymi Wojnami, Batmanem i Władcą Pierścieni to moje rodzicielskie ambicje wpojenia w nich wrażliwości na dzieła sztuki mogą być skazane na niepowodzenie. Ale może jeszcze nie poległam, może jest iskierka nadziei?

Ostatnio w nasze ręce wpadła całkiem ciekawa publikacja, która jest swoistym kompromisem pomiędzy oczekiwaniami moimi a  dzieci - oto w małej, skondensowanej pigułce dostają ciekawe informacje, które ich nie nużą, są jasne i zrozumiałe, a w dodatku wzbudzają chęć bliższego poznania danych dzieł.

W książce "Poznajemy arcydzieła" Rosie Dickins zgłębiamy tajniki 35 słynnych obrazów, przedstawionych w porządku chronologicznym, reprezentujących wiodące w danej epoce style oraz techniki. Począwszy od "Portretu małżonków Arnolfinich" poprzez słynną "Monę Lisę" czy "Autoportret" Rembrandta aż po bardziej współczesne "Państwo Clark i Percy", otrzymujemy krótkie informacje na temat danego dzieła takie jak: autor, rok powstania i kraj, z którego pochodzi. Każda reprodukcja jest także opatrzona notką historyczną, dotyczącą okoliczności powstania bądź przybliżeniem techniki, której obraz jest przykładem. Oprócz tego przy każdym arcydziele znajdują się dodatkowe ciekawostki, które, przyznam szczerze, wzbudzały największe zainteresowanie podczas czytania- odnajdywanie szczegółów czy objaśnianie ukrytych znaczeń czy symboliki  to właśnie to, co powodowało, że obydwoje wpatrywali się w przedstawiane obrazy, zgłębiając detale z prawdziwą pasją.

Wybór jest ciekawy i w miarę różnorodny, pojawiają się słynne i znane dzieła, ale także takie, które są mniej popularne, namalowane w różnych technikach, które dziecko może zechce bardziej zgłębić czy samemu wypróbować. Może także chcieć poznać te arcydzieła, zobaczyć w oryginale i stąd już łatwa droga do rozbudzenia w nich ciekawości i zainteresowania historią sztuki. 

Cieszę się, że sięgnęliśmy po tę książkę i że przedstawione w niej dzieła spodobały się moim dzieciom, nawet mój ulubiony obraz - "Ofelia" Johna Millais  - wywołał u nich prawdziwy zachwyt ("wygląda jak zdjęcie!"). A wspólne śledzenie na obrazach ukrytych podpisów, drobnych szczegółów, było prawdziwą zabawą.

1 komentarz:

  1. Szkoda, że o książce nie wiedziałam w czerwcu, gdy przygotowywałam się do egzaminu z historii :D. Mimo, że książka teoretycznie przeznaczona jest dla młodych czytelników, to jestem niemal pewna, że mnie by również zaciekawiła :)

    Pozdrawiam, ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 love, coffee and books , Blogger