158. "Łaska" Anna Kańtoch


„Łaska”
Anna Kańtoch

Wydawnictwo Czarne
2016
398 stron

„Mimo zmęczenia nie potrafiła zasnąć, leżała więc tylko, wpatrując się w półmrok. Miała wrażenie, że taka sama ciemność spowija jej myśli, tkwi w gardle i za oczami jak zastarzały kłąb rozpaczy. Czasami żałowała, że nie jest naprawdę chora. Nie na banalną grypę, ale na coś poważniejszego, może nawet śmiertelnego. Przynajmniej miałaby usprawiedliwienie, dlaczego nie radzi sobie z własnym życiem.”

Z twórczością Anny Kańtoch zetknęłam się ładnych parę lat temu, kiedy to w moje ręce trafił zbiór opowiadań „Diabeł na wieży”, książka z gatunku fantasy. Mimo tego, że lektura zrobiła na mnie spore wrażenie do tej pory nie miałam kontaktu z pozostałymi dziełami tej pisarki, która na swoim koncie ma już sporo zdobytych nagród i wyróżnień, liczne grono wielbicieli jej pióra oraz całkiem długą i zachęcajcą listę wydanych tytułów. Kiedy jednak zrobiło się głośno o jej najnowszych powieściach kryminalnych czyli „Łasce” i „Wierze” postanowiłam nadrobić zaległości i zapoznać się z nimi, tym bardziej, że co krok napotykałam na ich pozytywne recenzje i pochwalne opinie. I tutaj muszę Wam od razu napisać, że się nie zawiodłam – tak, jak autorka oczarowała mnie w świecie fantastycznym, tak udało się jej to w mrocznym, PRL-owskim kryminale.

Rok 1955. Sześcioletnia Marysia gubi się w lesie i mimo poszukiwań odnajduje się przypadkiem dopiero po tygodniu, cała umazana w zeschniętej krwi. Nie wiadomo, co jej się przydarzyło, ponieważ dziewczynka nie pamięta, co się z nią działo przez ostatnie dni – jak udało się jej przeżyć, czy była sama, skąd na jej ubraniu znalazła się krew? Po latach Maria jest nauczycielką polskiego, zmaga się z depresją, każdy dzień wydaje się jej męczącym pasmem udręki, jest samotna, ma dystans do świata i życia, które prowadzi w małej, polskiej miejscowości. Pewnego dnia uczeń zamiast kartkówki oddaje jej rysunek, który wywołuje u kobiety spore poruszenie – przedstawia on grupkę dzieci, bawiących się w lesie razem z Kartoflanym Człowiekiem. Po kilku dniach chłopiec popełnia samobójstwo, a miasteczkiem wstrząsa wiadomość o morderstwie kolejnego dziecka. Maria uważa, że ma to jakiś związek z jej przeszłością i próbuje odkryć tożsamość mordercy, jednocześnie zmagając się ze swoimi wspomnieniami.

Jestem naprawdę zachwycona tą książką, to, co Annie Kańtoch naprawdę się udało i co na czytelniku robi spore wrażenie to niesamowity klimat powieści – akcja dzieje się w czasach PRL, ale nieco dwutorowo, ponieważ wydarzenia podzielone są na te, które działy się po zakończeniu II wojny światowej, w latach 50., oraz te, bardziej współczesne, które rozgrywają się w latach 80. Całkiem zgrabnie oddana jest rzeczywistość tamtych siermiężnych czasów, gnuśna codzienność małej miejscowości, w której wszyscy się znają, a jednak gdzieś tam, za brudnymi oknami, w spleśniałych piwnicach, kryje się niepokojący mrok, gromadzą się tajemnice, które mogą nigdy nie wyjść na światło dzienne. Taką duszną, ciężką i zatęchłą atmosferę mocno czuć, chwilami ciarki przechodzą po plecach podczas lektury, autorka bowiem umiejętnie prowadzi czytelnika przez ten ciemny, splątany gąszcz ludzkich strachów i sekretów, mnoży niepokój, jednocześnie wzbudza ciekawość, intryguje i nęci, przez co książka staje się jednym wielkim wciągającym wirem wydarzeń.

Sylwetki bohaterów, jak na kryminał, są nieco nietypowe – na pierwszym planie mamy tutaj nauczycielkę polskiego, Marię, która zmaga się ze swoją niejasną przeszłością, depresją i chronicznym zmęczeniem, na początku jest bierna, a każdy wysiłek jest dla niej nie do pokonania, z czasem zaczyna rozumieć, że to, co spotkało ją jako małą dziewczynkę ma związek ze śmiercią dzieci, jest więc ona jedyną osobą, która może wskazać mordercę lub przejrzeć jego zamiary. Milicja, prowadząca śledztwo, to poniekąd zlepek przeróżnych osobowości, na czele z przesadnie poukładanym, ogarniętym wręcz obsesyjną myślą o awansie, porucznikiem i milicjantką, która musi zmagać się z męskim nastawieniem, że kobiecie nie wypada pracować w tym zawodzie, co najwyżej nadaje się do zaparzania kawy. Poza nimi mamy całe miasteczko, rozmaitych ludzi, wykreowanych w ten sposób, że są nie mniej ciekawi, niż postacie pierwszoplanowe.

Dla mnie „Łaska” to naprawdę świetny, mroczny kryminał, pomimo tego, że udało mi się rozszyfrować twist fabularny w pierwszej połowie, nie przeszkodziło mi to jednak w chorobliwym wręcz zatracaniu się w tej książce, nie mogłam się od niej oderwać i zdecydowanie uważam ją za jedną z najlepszych powieści z tego gatunku, jakie przeczytałam w ostatnim czasie.

1 komentarz:

  1. Cieszę się, że pośród wielu recenzji, w końcu znajduję jakąś polską perełkę :)
    Uwielbiam kryminały i przy kolejnym zamówieniu na pewno nie zapomnę o tej książce (nie przeszkadza mi fakt, że mogę szybko się domyślić końca- ważne, by lektura sprawiła mi wiele przyjemności).
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 love, coffee and books , Blogger