144."Miniaturzystka" Jessie Burton



„Miniaturzystka”
Jessie Burton

Wydawnictwo Literackie
2014
464 stron


„Kiedy poznajesz kogoś od podszewki, Nello... kiedy przejrzysz urocze gesty, uśmiechy... i ujrzysz ten żałosny strach, który kryje się w każdym z nas... wtedy pozostaje tylko wybaczać. Wszyscy rozpaczliwie tego potrzebujemy. ”

Debiutancka powieść Jessie Burton zrobiła niemałe wrażenie na wielu czytelnikach. Mnóstwo pochlebnych recenzji wśród blogerów, jakie posypały się na tę publikację i przychylne głosy samych krytyków, mogą robić nadzieję na kawał dobrej, rasowej literatury. Poddałam się więc ogromnej ciekawości względem tej książki i z niepewnością oddałam się lekturze.

XVII w. Petronella Oortman przybywa z małej miejscowości do Amsterdamu, jako młoda małżonka zamożnego kupca Johanessa Brandta. Jej marzenia o idyllicznym związku i lekkim, pozbawionym większych zmartwień  życiu już na początku pozostaną rozwiane – w domu wita ją nieprzychylnie wobec niej nastawiona siostra męża, a sam małżonek zdaje się nie poświęcać swojej młodej żonie zbyt wiele uwagi. W prezencie od niego Nella dostaje jednak zachwycający przedmiot – pięknie wykonany domek dla lalek. Po pewnym czasie wnętrze domku wypełnia się maleńkimi dziełami  sztuki – tajemnicza miniaturzystka, która wykonuje te arcydzieła, zdaje się dużo wiedzieć o mieszkańcach domu Brandtów.

Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że „Miniaturzystka” zrobi na mnie aż takie wrażenie – lubię powieści historyczne i miałam nadzieję na sporą dawkę tejże historii, tymczasem to, co zaserwowała Jessie Burton jest uniwersalne i może zachwycić miłośników innych gatunków. Powieść okazała się intrygująca, podszyta ciekawym klimatem, napisana w oryginalny sposób, który daje nadzieję na to, że ścieżka pisarska Jessie Burton może ją zaprowadzić naprawdę daleko.

Książka opowiada historię nie tylko samej głównej bohaterki, ale przede wszystkim mówi o mieszkańcach domu bogatego, amsterdamskiego kupca, Johanessa Brandta. Już od samego początku nie mamy wątpliwości co do tego, że te mury skrywają pewne tajemnice, które z biegiem czasu odkrywa Petronella, a o jakich z pewnością wie niezwykła miniaturzystka. O ile sama miniaturzystka jest postacią ogromnie ważną to jej obecność pozostaje w cieniu, jedynie jej maleńkie, stworzone z mistrzowską precyzją dzieła, są komentarzem do bieżących wydarzeń, a może bardziej ukrytym proroctwem, zapowiedzią dramatu. Kobieta tworzy postacie do domu dla lalek, jednak te małe figurki są czymś więcej niż odwzorowanymi z pietyzmem głównymi bohaterami. Czytelnicy, podobnie jak Nella zaglądają do tego niezwykłego domku, patrzą przez okna, starając się poznać życie rodziny kupca i dostrzec te szczegóły, które pozwolą na to, by odkryć jej tajemnice.

Jessie Burton pisze naprawdę dobrze i w nietuzinkowy, charakterystyczny sposób, niczym flamandzcy malarze, ukrywa swoje postacie w półcieniach, oświetlając niektóre detale, inne pozostawia w mroku niedopowiedzeń. Bohaterowie mają swoje sekrety, skrzętnie ukrywane przed innymi. Jedyną osobą, która wydaje się być w pełnym świetle jest młoda, nieco naiwna  ale przepełniona pewną pozytywną energią Nella, to ona wprowadza czytelnika w ten świat, jest narratorką i główną osią historii, mimo to w pewien sposób zaskakuje. Sporą uwagę przyciągają postacie z drugiego planu, to one są tak zachwycająco wprawnie nakreślone, są ciekawe, nieco tragiczne, wyjątkowe.

„Miniaturzystka” to powieść niezwykła, subtelna, kobieca – bo to właśnie kobiety są tutaj tak naprawdę centralnym punktem, ich siła i determinacja są tym, co ostatecznie scala fabułę. Ich relacje stają się zaskakująco mocne, a gdy wymaga tego sytuacja, gotowe są poświęcić i zaryzykować wiele, by skrzętnie chronić tych, którzy są dla nich najcenniejsi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 love, coffee & books , Blogger