141. "Królestwo kanciarzy" Leigh Bardugo


„Królestwo kanciarzy”
Leigh Bardugo

Wydawnictwo Mag
2017
 608 stron


„Przyszedłbym po ciebie. Przyszedłbym. A gdybym już nie mógł chodzić, przyczołgałbym się do ciebie i choćbyśmy nie wiem jak bardzo byli połamani, razem wywalczylibyśmy sobie drogę na wolność, z nożem w zębach i pistoletem w garści. Bo tacy właśnie jesteśmy. Zawsze walczymy do końca.”

Pisząc niniejszą opinię na temat kontynuacji „Szóstki Wron” Leigh Bardugo czyli o „Królestwie kanciarzy” w pewien sposób spróbuję sama jakoś rozszyfrować własne, dosyć zagmatwane odczucia odnośnie lektury. Czekałam na nią z ogromną niecierpliwością, pierwsza część zrobiła na mnie duże wrażenie i bądźcie pewni, że względem drugiej części miałam naprawdę spore oczekiwania, co pewien czas podbijane przez pełne zachwytów recenzje. Tymczasem przeczytanie książki zajęło mi ponad miesiąc – po kilkuset stronach zrobiłam sobie sporą przerwę, ponieważ powieść w żadnym stopniu mnie nie porwała.

Kaz Brekker i jego drużyna mają kolejne zadanie do wykonania – muszą odzyskać pieniądze i Inej. Na ulicach Katterdamu  mają się rozegrać  niezwykłe wydarzenia, walka o wpływy, zemsta za wyrządzone krzywdy. Czy tym razem Kaz okaże swoją niezwykłą przenikliwość, czy jego plany zakończą się sukcesem, a w razie niepowodzeń znajdzie się kolejny as w rękawie?

Czytając „Królestwo kanciarzy” odniosłam wrażenie, że „Szósta Wron” nie powinna mieć kontynuacji. Na pewno nie takiej - cały czas wydawało mi się, że jest to pisane nieco na siłę, sztucznie przeciągane to, co powinno dawno mieć swoje zakończenie. Z drugiej jednak strony trudno mi jednoznacznie wskazać rzecz, która przemawia za tym, że druga część jest słabsza. Dzieje się tutaj naprawdę sporo, Leigh Bardugo przyzwyczaiła już swoich czytelników do nagłych zwrotów akcji, do zaskakujących twistów fabularnych, które sprawiały, że lektura była tak bardzo intrygująca i nie można było być pewnym tego, co wydarzy się na następnej stronie. Może właśnie  przesyt takim stylem prowadzenia fabuły sprawił, że przy „Królestwie kanciarzy” wiedziałam już jak potoczą się losy bohaterów, że nagle stanie się coś, co nieco zaburzy plany głównych postaci, ale w ten czy inny sposób jakoś sobie poradzą. Nie robiło to już na mnie takiego wrażenia i przyznam szczerze, że osłabiło to w znacznym stopniu mój czytelniczy zapał.

Tym, co udało się autorce w jednej i drugiej części to zarysy postaci – zarówno w przypadku „Szóstki Wron” jak i w „Królestwie kanciarzy” każdy rozdział należał do innej osoby, mamy więc bezpośredni wgląd w wydarzenia widziane z różnych perspektyw, ale także możemy w znacznym stopniu poznać bohaterów – Kaza, Inej, Mattiasa, Ninę, Jaspera i Wylana. Łatwo poczuć do nich sympatię, są obdarzeni różnymi cechami charakteru, mają swoje wyraziste rysy, które tak pięknie ich ze sobą łączą. Stanowią naprawdę zgraną ekipę wyrzutków, świetnie ze sobą współpracują, a ich relacje, zarówno te czysto przyjacielskie, jak i te bardziej zażyłe są przekonujące i nadają książce ciekawy ton. W przypadku kontynuacji mamy także sporo retrospekcji, bohaterowie często myślami wracają do swojej przeszłości, przez co można jeszcze dogłębniej ich poznać. Odnoszę jednak wrażenie, że było tego trochę za dużo, takie wtrącenia nie zawsze wnoszą ze sobą coś nowego, przez co nieco na siłę rozciągają fabułę i stopują akcję.

Na uwagę zasługuje świat stworzony przez Bardugo – ma niepowtarzalny klimat, przygodowo-fantastyczny, awanturniczy z odrobiną magii. Katterdam, jako główne tło wydarzeń robi spore wrażenie- atmosfera portowego miasta, gdzie gangi walczą o swoje wpływy przenika powieść na wskroś i wyróżnia ją spośród innych.

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać „Królestwo kanciarzy” jednak przez to wiem, że wystarczyło do „Szóstki Wron” dopisać kilkadziesiąt stron i byłabym prawdopodobnie bardziej zadowolona. Historia została dopowiedziana całkowicie i nie żałuję, że dobiegła końca.

1 komentarz:

  1. Mnie podobała się zarówno pierwsza jak i druga część. Być może ta druga odrobinę słabiej, bo była po prostu... druga :p To coś w stylu przyzwyczajenia się już to prowadzonej akcji lub postaci. Jednak w końcowej ocenie obie bardzo dobre :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 love, coffee and books , Blogger