142. "Do trzech razy śmierć" Alek Rogoziński

142. "Do trzech razy śmierć" Alek Rogoziński


„Do trzech razy śmierć”
Alek Rogoziński

Wydawnictwo Filia
2017
325 stron


„Od strony ogrodu faktycznie nadbiegała tak zwanym kurcgalopem mocno zdyszana kobieca postać ubrana w płaszczyk w krwistym kolorze.
- Róża? - zdziwił się na jej widok Paweł – Musiało się wydarzyć coś szokującego, skoro biegnie. Najpewniej wytropiła mordercę, który ją teraz goni. Albo sama kogoś zabiła i ucieka przed obławą policyjną. Nie wyobrażam sobie niczego innego, co by ją zmusiło do wysiłku fizycznego.”

Lubię kryminały. Począwszy od tych klasycznych, takich twórców jak Agata Christie czy Arthur Conan Doyle, aż po rodzimą, silną reprezentację tego gatunku z Remigiuszem Mrozem na czele. Jak do tej pory jednak pojęcie „komedia kryminalna” nie budziło we mnie zbyt dużego entuzjazmu, przeczytałam kilka powieści, ale nie znalazłam w nich ani za dużo wątków kryminalnych ani też humor w nich zawarty do mnie nie trafił.

Nazwisko Alka Rogozińskiego często tytułowanego „księciem komedii kryminalnej” parę razy rzuciło mi się w oczy, ale nie było we mnie przymusu, by sięgnąć po jego książki, ani też nie było okazji. W końcu jednak postanowiłam przeczytać „Do trzech razy śmierć” - pierwszy tom z serii o przygodach Róży Krull -  i muszę przyznać, że dawno już nie miałam tak dużej frajdy z czytania.

Róża Krull jest autorką kryminałów, przybywa do starego dworku położonego na odludziu, wśród zdradliwych mokradeł, gdzie ma się odbyć spotkanie kilku cieszących się dużą popularnością pisarek. Już podczas pierwszej kolacji ginie jedna z nich, w ciągu następnych godzin umierają dwie następne osoby. Róża, wraz ze swoimi znajomymi próbuje rozwiązać tajemniczą sprawę, tym bardziej, że zabójca wyraźnie inspiruje się jedną z jej powieści.

Zdecydowaną zaletą „Do trzech razy śmierć” jest humor – lekki, swobodny, często pojawia się w dialogach bohaterów, pełnych uszczypliwości. Naprawdę dawno tak się nie ubawiłam przy czytaniu książki – nie ma się wrażenia, że żart jest wymuszony, ciężki i zwyczajnie nieśmieszny, wręcz przeciwnie. Styl Rogozińkiego jest przesiąknięty ciętym dowcipem, polotem, jet przystępny i zrozumiały, dzięki czemu powieść połyka się strona po stronie, zaśmiewając się co jakiś czas. Dzięki niemu główni bohaterowie łatwo wzbudzają sympatię – mają owszem swoje wady, ale niewątpliwie łatwo ich polubić przez ich naturalność, nieskrępowane, pełne uszczypliwości relacje.

Cieszy mnie również to, że Alek Rogoziński czerpie inspiracje z klasyki gatunku – łatwo wychwycić te akcenty, które nawiązują między innymi do dzieł Agaty Christie. Charakterystyczny, nieco „zimny” stosunek do samej zbrodni – nie znajdziemy tutaj brutalnych, ociekających krwią opisów morderstwa, nie ma szczegółowej charakterystyki rozkładu i zepsucia zwłok, jednym słowem nie epatuje się tu okrucieństwem. Spodoba się to zwłaszcza osobom, które nie sięgają po współczesne kryminały ze względu na przerażające, obrazowe opisy występnych praktyk.

Co ciekawe, autor sięga w swej powieści do środowiska dobrze mu znanego – do świata literatury popularnej. Wprawne oko dojrzy też pewne subtelne i drobne podobieństwa do rzeczywistych postaci. Spojrzenie na ten świat od podszewki, bez retuszu i wybielania to doprawdy ciekawe i nietypowe doświadczenie - wzajemne sympatie, czy antypatie, a pod tym wszystkim przeróżne tajemnice, skrzętnie ukrywane przez gości zaproszonych do posiadłości pod Krakowem to wielce intrygujący wątek i prawdziwa gratka dla czytelników. Główna intryga nie jest może specjalnie zawiła i nie wymaga od nas dużej uwagi podczas czytania i nieustannych rozmyślań na temat szczegółów i motywów postępowania bohaterów. Całość jest spójna, logiczna, ale za to prosta – podobnie też jak w klasykach gatunku.

Jeśli więc jeszcze nie mieliście okazji to zachęcam Was do zapoznania się z twórczością Alka Rogozińskiego. Jego „Do trzech razy śmierć” na pewno zapewni Wam sporą dawkę rozrywki i taką samą dozę śmiechu. To zdecydowanie powieść, jaką można przeczytać ze względu na radość czytania, nieważne czy jest się fanem kryminałów czy też nie.

141. "Królestwo kanciarzy" Leigh Bardugo

141. "Królestwo kanciarzy" Leigh Bardugo


„Królestwo kanciarzy”
Leigh Bardugo

Wydawnictwo Mag
2017
 608 stron


„Przyszedłbym po ciebie. Przyszedłbym. A gdybym już nie mógł chodzić, przyczołgałbym się do ciebie i choćbyśmy nie wiem jak bardzo byli połamani, razem wywalczylibyśmy sobie drogę na wolność, z nożem w zębach i pistoletem w garści. Bo tacy właśnie jesteśmy. Zawsze walczymy do końca.”

Pisząc niniejszą opinię na temat kontynuacji „Szóstki Wron” Leigh Bardugo czyli o „Królestwie kanciarzy” w pewien sposób spróbuję sama jakoś rozszyfrować własne, dosyć zagmatwane odczucia odnośnie lektury. Czekałam na nią z ogromną niecierpliwością, pierwsza część zrobiła na mnie duże wrażenie i bądźcie pewni, że względem drugiej części miałam naprawdę spore oczekiwania, co pewien czas podbijane przez pełne zachwytów recenzje. Tymczasem przeczytanie książki zajęło mi ponad miesiąc – po kilkuset stronach zrobiłam sobie sporą przerwę, ponieważ powieść w żadnym stopniu mnie nie porwała.

Kaz Brekker i jego drużyna mają kolejne zadanie do wykonania – muszą odzyskać pieniądze i Inej. Na ulicach Katterdamu  mają się rozegrać  niezwykłe wydarzenia, walka o wpływy, zemsta za wyrządzone krzywdy. Czy tym razem Kaz okaże swoją niezwykłą przenikliwość, czy jego plany zakończą się sukcesem, a w razie niepowodzeń znajdzie się kolejny as w rękawie?

Czytając „Królestwo kanciarzy” odniosłam wrażenie, że „Szósta Wron” nie powinna mieć kontynuacji. Na pewno nie takiej - cały czas wydawało mi się, że jest to pisane nieco na siłę, sztucznie przeciągane to, co powinno dawno mieć swoje zakończenie. Z drugiej jednak strony trudno mi jednoznacznie wskazać rzecz, która przemawia za tym, że druga część jest słabsza. Dzieje się tutaj naprawdę sporo, Leigh Bardugo przyzwyczaiła już swoich czytelników do nagłych zwrotów akcji, do zaskakujących twistów fabularnych, które sprawiały, że lektura była tak bardzo intrygująca i nie można było być pewnym tego, co wydarzy się na następnej stronie. Może właśnie  przesyt takim stylem prowadzenia fabuły sprawił, że przy „Królestwie kanciarzy” wiedziałam już jak potoczą się losy bohaterów, że nagle stanie się coś, co nieco zaburzy plany głównych postaci, ale w ten czy inny sposób jakoś sobie poradzą. Nie robiło to już na mnie takiego wrażenia i przyznam szczerze, że osłabiło to w znacznym stopniu mój czytelniczy zapał.

Tym, co udało się autorce w jednej i drugiej części to zarysy postaci – zarówno w przypadku „Szóstki Wron” jak i w „Królestwie kanciarzy” każdy rozdział należał do innej osoby, mamy więc bezpośredni wgląd w wydarzenia widziane z różnych perspektyw, ale także możemy w znacznym stopniu poznać bohaterów – Kaza, Inej, Mattiasa, Ninę, Jaspera i Wylana. Łatwo poczuć do nich sympatię, są obdarzeni różnymi cechami charakteru, mają swoje wyraziste rysy, które tak pięknie ich ze sobą łączą. Stanowią naprawdę zgraną ekipę wyrzutków, świetnie ze sobą współpracują, a ich relacje, zarówno te czysto przyjacielskie, jak i te bardziej zażyłe są przekonujące i nadają książce ciekawy ton. W przypadku kontynuacji mamy także sporo retrospekcji, bohaterowie często myślami wracają do swojej przeszłości, przez co można jeszcze dogłębniej ich poznać. Odnoszę jednak wrażenie, że było tego trochę za dużo, takie wtrącenia nie zawsze wnoszą ze sobą coś nowego, przez co nieco na siłę rozciągają fabułę i stopują akcję.

Na uwagę zasługuje świat stworzony przez Bardugo – ma niepowtarzalny klimat, przygodowo-fantastyczny, awanturniczy z odrobiną magii. Katterdam, jako główne tło wydarzeń robi spore wrażenie- atmosfera portowego miasta, gdzie gangi walczą o swoje wpływy przenika powieść na wskroś i wyróżnia ją spośród innych.

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać „Królestwo kanciarzy” jednak przez to wiem, że wystarczyło do „Szóstki Wron” dopisać kilkadziesiąt stron i byłabym prawdopodobnie bardziej zadowolona. Historia została dopowiedziana całkowicie i nie żałuję, że dobiegła końca.
140. Typ Klasyczny #17 "Pies Baskerville'ów Sir Arthur Conan Doyle

140. Typ Klasyczny #17 "Pies Baskerville'ów Sir Arthur Conan Doyle



„Pies Baskerville’ów”
Sir Arthur Conan Doyle

Wydawnictwo MG
2017
178 stron

„Był to pies czarny jak węgiel, olbrzymi – taki, jakiego dotąd nie widziały oczy żadnego śmiertelnika. Z jego otwartej paszczy buchał ogień, ślepia żarzyły się jak węgle, a po całym ciele pełzały migotliwe płomyki. Nigdy nawet w majaczeniach chorego umysłu nie mogło powstać nic równie dzikiego, przerażającego, szatańskiego, jak ten czarny potwór, który wypadł na nas z tumanów mgły.”

„Pies Baskerville’ów” to najbardziej popularna powieść Sir Arthura Conan Doyle’a, opowiada o przygodach ekscentrycznego, ale genialnego detektywa – Sherlocka Holmesa i jego lojalnego, nieodłącznego przyjaciela, doktora Watsona. Wielokrotnie wydawana, adaptowana i niesłabnąca inspiracja wielu powieści. Absolutny klasyk i pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika kryminalnych historii.

Kiedy w tajemniczych okolicznościach umiera sir Charles Baskerville pojawiają się pogłoski o klątwie rzuconej na ten szanowany powszechnie ród - pod postacią ogromnego, demonicznego psa z piekła rodem. O pomoc w rozwiązaniu zagadki tajemniczego monstrum zwraca się do Sherlocka Holmesa przyjaciel nieboszczyka, doktor Mortimer. Słynny detektyw ma niewiele czasu – do rodzinnej posiadłości Baskerville’ów przybywa spadkobierca, nad którym wisi ogromne niebezpieczeństwo.

Sherlock Holmes to dobrze znana postać, którą do życia powołał ponad sto lat temu, na kartach swych powieści, sir Arthur Conan Doyle. Dał światu wybitnego detektywa, którego intelekt i zdolność dedukcji niezmiennie zachwycają czytelników i inspirują twórców na całym świecie. Jego duet z pragmatycznym, nonszalanckim doktorem Watsonem stanowi idealne połączenie, panowie doskonale się uzupełniają, świetnie ze sobą współpracują, co łatwo można zauważyć i z zaciekawieniem śledzić ich poczynania. W „Psie Baskerville’ów” bardzo dobrze widać to swoiste partnerstwo, jeśli można użyć takiego sformułowania – w końcu przecież to Holmes jest tutaj genialnym detektywem, jednak w tym przypadku rola Watsona staje się bardziej wyrazista, ostatecznie to również on dowodzi swego intelektu, bądź nabywa od swego kolegi większej przenikliwości i łatwo wiąże ze sobą fakty.

Tym, co tak bardzo przyciąga czytelników i fascynuje miłośników tejże powieści jest zdecydowanie klimat. Począwszy od rękopisu Hugona Baskerville’a, opowiadającego o rodowym przekleństwie, aż po zwodnicze, pełne zamierzchłej historii, dziwnych dźwięków i gęstej mgły, mokradła – wszystko to nadaje książce wyrazistą nutę grozy. Można by pokusić się o stwierdzenie, że najsłynniejsza powieść Arthura Conan Doyle’a zawiera w sobie elementy powieści gotyckich – groza, tajemnica, mokradła, ponure zamczysko i wisząca nad tym wszystkim klątwa. Zdecydowanie można tutaj wyczuć ducha Edgara Allana Poe i jego przesyconych mrokiem opowiadań.

 Samo śledztwo, które ma na celu ustalić, co przydarzyło się nieszczęsnemu sir Charlesowi, w tych okolicznościach staje się bardziej pasjonujące. Czy za śmiercią właściciela zamku Baskerville’ów kryje się faktycznie jakaś siła nieczysta, mroczna moc nie z tego świata, czy jest to nieszczęśliwy wypadek, a może czyjeś rozmyślne postępowanie, niegodny występek popełniony z pełną premedytacją? To właśnie muszą odkryć Holmes i Watson. Tym bardziej, że w posiadłości zmarłego pojawia się jego spadkobierca, któremu również grozi niebezpieczeństwo. Cała intryga jest zgrabnie przez autora spięta, wątki ujęte w jedną, spójną historię  powiązań i zależności. Mamy też kilka niespodziewanych zwrotów i zaskakujące zakończenie, a cała zagadka zostaje rozwiązana.

„Pies Baskerville’ ów” to klasyka powieści kryminalnej – każdy miłośnik tego gatunku literackiego już ją zna, a jeśli jeszcze nie to na pewno pozna prędzej czy później, ponieważ jest to zdecydowanie pozycja obowiązkowa. Dodatkowe elementy, które wprowadzają atmosfery niezwykłości i grozy dodatkowo ją wzbogacają i sprawiają, że nawet po latach powieść sir Arthura Conan Doyle’a nadal zachwyca.
139."Kobiety niepokorne" Cristina Morato

139."Kobiety niepokorne" Cristina Morato


„Kobiety niepokorne”
Cristina Morato
Wydawnictwo Świat Książki
2017
382 strony


„To dość niezwykłe, że twórczyni najwyższego glamour była w rzeczywistości dziewczyną skromnego pochodzenia wychowaną w sierocińcu przez zakonnice, które nauczyły ją szyć. „



Co łączy Marię Callas, Coco Chanel, Wallis Simpson, Evę Peron, Barbarę Hutton, Audrey Hepburn i Jackie Kennedy? Wszystkie z nich były niezwykłymi kobietami, które stały się ikonami stylu, podziwianymi i naśladowanymi, do dziś ich sylwetki wzbudzają kontrowersje i ogromne zainteresowanie. Sławne i bogate – ich życie prywatne wystawione było na widok publiczny, uchodziły za prawdziwe damy, tymczasem to, co inni obserwowali z zazdrością, było życiem, w którym sukcesy przeplatały się z dramatami, uwielbienie zaś z samotnością.

Cristina Morato, hiszpańska dziennikarka, autorka kilku innych książek, w tym popularnych i cenionych „Królowych przeklętych”, w „Kobietach niepokornych”  przybliża postacie znane z kart historii XX wieku – kobiety różne od siebie, ale każda z nich odcisnęła mocne piętno nie tylko w annałach. Kobiety, które miały ogromny wpływ na współczesnych, a także na późniejsze pokolenia. Nie ulega wątpliwości, że wybór Morato nie jest przypadkowy, „niepokorne” czy po prostu zdeterminowane, odważne, by żyć według własnych zasad, nie zawsze szczęśliwe, a nawet naznaczone pewnym fatum. Okazuje się, że te sławne, piękne i niewiarygodnie  bogate panie przechodziły wiele tragedii, były samotne, porzucane, wykorzystywane przez rzesze tych, którzy w ich blasku chcieli dostąpić własnych zaszczytów i luksusu.

Każdy rozdział poświęcony jest w całości jednej z wyżej wymienionych kobiet – na początku poznajemy ich sylwetki, autorka krótko, treściwie przedstawia każdą z nich, a następnie opowiada całe ich życie, od momentu narodzin, aż do śmierci, przytacza dobrze znane fakty, przeplatając je charakterystykami, wypowiedziami i wspomnieniami bliskich im osób. Dzięki temu mamy ciekawy wgląd w życie tych wyjątkowych kobiet, ich przeżycia, emocje i aspiracje. Nie są może tak wyczerpujące jak poświęcone każdej z nich osobne biografie, daje nam to jednak ogólny zarys tych postaci.

Cristina Morato pisze przystępnie i łatwo potrafi zaciekawić czytelnika losami swoich bohaterek. Podoba mi się to, że nie ocenia ich jednoznacznie, ale w miarę obiektywnie opowiada o ich życiu, w którym nierzadko dochodziło do skandali, a zachowanie czasami budziło kontrowersje. Potrafi jednak tak przedstawić owe damy, by poczuć do nich, jeśli nie czystą sympatię, to chociażby litość i współczucie.

Najbardziej zaciekawiła mnie historia Audrey Hepburn, myślę, że po lekturze „Kobiet niepokornych” chętnie sięgnę po pełną biografię poświęconą tej wspaniałej aktorce, a przede wszystkim wyjątkowej osobie. Fakty z życia Coco Chanel poznałam czytając jej biografię oraz powieść biograficzną, duże wrażenie zrobił na mnie również film o tej wspaniałej projektantce z Audrey Tautou, więc Cristina Morato niczym mnie nie zaskoczyła jeśli chodzi o tę postać, mimo to czytałam tę część z zaciekawieniem i nieustannym podziwem dla kobiety, która doskonale wyczuła potrzebę zmian w społeczeństwie i potrafiła od podstaw wybudować prawdziwe imperium.

Zachęcam Was do przeczytania „Kobiet niepokornych” Cristiny Morato, nawet jeśli nie sięgacie zwykle po biografie, a chcecie wiedzieć więcej o znanych i podziwianych ikonach stylu - tutaj znajdziecie dużo ciekawych, inspirujących informacji przekazanych przystępnie, w przyjemnej, lekkiej formie. Może to również stanowić początek Waszej fascynacji daną postacią, zachęcić Was do poznania bardziej szczegółowego  jednej z tych „niepokornych”.
138."Zawisza Czarny.Droga do króla" Szymon Jędrusiak

138."Zawisza Czarny.Droga do króla" Szymon Jędrusiak


„Zawisza Czarny. Droga do króla”
Szymon Jędrusiak

Wydawnictwo Bukowy Las
2017
461 strony

„ (…) z dziesięciu miarek gadulstwa, które spadły na świat, dziewięć wzięły kobiety, a jedną reszta świata. ”


Aaron Abnarrabi i Zawisza Czarny przybywają z Aragonii do Gdańska. Trafiają w sam środek wojny wywiadów – polskiego i zakonu krzyżackiego. Otwarty konflikt staje się coraz bardziej prawdopodobny, a bezpieczeństwo króla i pomyślność nowej unii z Litwą wiszą na włosku.

Poprzedni tom z cyklu „Zawisza Czarny” - „Aragonia”, autorstwa Szymona Jędrusiaka, nie do końca przypadł mi do gustu. Głównym moim zarzutem względem tej książki była epizodyczna rola bohatera, który powinien mieć większe znaczenie dla całej fabuły. Jednak z ciekawością sięgnęłam po kontynuację, by dowiedzieć się jak potoczą się losy Zawiszy i Aarona, których przeznaczenie splotło ze sobą. Muszę powiedzieć, że tym razem jestem zadowolona – okazało się, że „Droga do króla” wypada znacznie lepiej, obfituje w liczne zwroty akcji, intryguje i zachwyca.

Z lekcji historii na pewno znacie datę 1410 – 15 lipca, na polach Grunwaldu dochodzi do jednej z największych bitew tamtych czasów – ścierają się wojska litewsko-polskie przeciwko oddziałom Zakonu Krzyżaków. Bitwa była uwieńczeniem konfliktu narastającego od lat. Szymon Jędrusiak w swej powieści historycznej wraca do tamtego okresu, wyciąga z nich ciekawe, mroczne historie i ich bohaterów. Jeśli chodzi o tło historyczne to należy przyznać, że autor wykonał kawał świetnej, rzetelnej roboty – dbałość o szczegóły przekłada się na jakość i odbiór powieści. Jedyne, co mam do zarzucenia to współczesne dialogi, ale zdaję sobie sprawę z tego, że przez to „Zawisza Czarny” jest bardziej przystępny i dla niektórych czytelników może to być zdecydowaną zaletą. Lekkość pióra sprawia, że ciężka dawka historycznych faktów i odniesień stają się zrozumiałe i barwne.

Wojna wywiadów, spiski, knowania, tajemnicze machinacje, które mają na celu zdobycie przewagi nad przeciwnikiem są świetnie opowiedziane. Intrygują od pierwszych stron książki i nie pozwalają oderwać się choćby na moment. Zakulisowe przepychanki są nie mniej ważne od wszelkich bitew i potyczek, a poznając ich przebieg można mieć szerszy wgląd w historię i jej działania. Często, omawiając najważniejsze wydarzenia z przeszłości, zapominamy o zasadach handlu, podstawach gospodarki, a w czasach, które opisuje Szymon Jędrusiak (jak zresztą w każdym innym okresie dziejów) - kupiectwo, szlaki handlowe, wpływy finansowe miały ogromne znaczenie dla wzrostu znaczenia bądź osłabienia danego kraju na arenie międzynarodowej.

Tym, co może dodatkowo przyciągnąć uwagę czytelnika jest znane tło zarówno historyczne jak i geograficzne. Poprzednim miejscem wydarzeń była tytułowa Aragonia, w „Drodze do króla”, wraz z bohaterami przybywamy do wielokulturowego, zyskującego na znaczeniu państwa – do Polski. Oczyma Aarona poznajemy Kraków i jest to o tyle ciekawe, że dla tej postaci jest to zupełnie nowe doświadczenie – uczy się nie tylko języka, ale także zwyczajów i reguł panujących w świecie, który tak bardzo różni się od tego, w jakim przyszło mu spędzić lata swojego dotychczasowego życia. Młody mężczyzna pomaga Zawisze pełnić rolę wywiadowczą, jednocześnie zaś poszukuje swojej ukochanej, która została uprowadzona przez niemieckiego handlarza niewolników. Wszystkie te wątki tworzą fantastyczną nić fabularną, spójną i mocną. 

Różnorodność bohaterów nie sprawiła autorowi trudności – zarówno postacie pierwszoplanowe, jak i te, których losy możemy śledzić w tle, są całkiem zgrabnie zarysowane. Osobiście cieszy mnie większa rola Zawiszy Czarnego, z tego względu, że jest on poniekąd bohaterem narodowym, postacią historyczną i zawsze ciekawi mnie jak pisarz przedstawi takiego człowieka, jakie nada mu cechy, które wady czy zalety podkreśli, by nadać mu bardziej „ludzkiego” wyrazu i przybliżyć go współczesnym.

Podsumowując – szczerze książkę polecam, oczywiście nie tylko miłośnikom powieści historycznych, ponieważ sensacyjna fabuła i aktualna forma, sprawią, że książkę czyta się lekko i przyjemnie. Brawa dla autora za zdolność zgrabnego połączenia wszystkich wątków i ułatwienie czytelnikom odbioru sporej dawki historii.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję portalowi Sztukater.pl
137. Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego - "Kuchnia pełna cudów" Maria Terlikowska

137. Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego - "Kuchnia pełna cudów" Maria Terlikowska


„Kuchnia pełna cudów”
Maria Terlikowska

Wydawnictwo Axis Mundi
2017
112 stron

„W kuchni każdy cud się uda,
gdy się umie robić cuda.
A kto umie?
Kto się stara.
A nie umie kto?
Niezdara.
Trochę chęci, trochę trudu,
odrobina cierpliwości - 
i jest kuchnia pełna cudów,
niespodzianek i radości.”

W latach 70. ubiegłego wieku, w peerelowskiej, siermiężnej Polsce, gdzie półki sklepowe świeciły pustkami, a zakupienie wielu artykułów spożywczych, dzisiaj tak łatwo dostępnych, było wtedy prawdziwym wyzwaniem, pewna książeczka z prostymi, dziecięcymi przepisami cieszyła się ogromną popularnością. Była prawdziwym fenomenem jak na tamte mroczne czasy, a w tym roku wydawnictwo Axis Mundi postanowiło wydać ją po raz piąty, na podstawie z 1977 roku. Mowa oczywiście o „Kuchni pełnej cudów” Marii Terlikowskiej, czyli kultowej dla wielu dzisiejszych rodziców, a ówczesnych, żyjących w realiach PRL, dzieci.

Czy jednak w czasach, gdy wszystko mamy tak łatwo dostępne – począwszy od produktów aż po najwymyślniejsze przepisy, gdy programy dotyczące gotowania (nawet takie, gdzie gotują dzieci) są ogromnie popularne, a w internecie znaleźć można mnóstwo przeróżnych stron o przyrządzaniu potraw – taka książka może się spodobać?

Moim zdaniem jak najbardziej.

Dla tych, którzy pamiętają te czasy, kiedy to pomarańcze i banany jadło się od święta, a o niektórych produktach spożywczych można było pomarzyć, na pewno sięgną po „Kuchnię pełną cudów” Marii Terlikowskiej z rozrzewnieniem. W końcu to dzięki tej książeczce stawiali w kuchni swoje pierwsze kroki, to znaczy: pichcili pierwsze, proste potrawy, dzięki niej czuli się jak mistrzowie patelni, tworząc swoje kulinarne arcydzieła, by móc dzielić się nimi z rodziną.

Rodzina Kowalskich to mama, tata, Justyna (uczennica III klasy), Tomek (uczeń II klasy) oraz pełnoprawny członek familii – kot Barnaba. To w ich kuchni dzieją się te małe, codzienne, zwyczajne-niezwyczajne cuda, pomysły na proste dania, które mogą urozmaicić przyjęcia, wspólne posiłki czy zainspirują do stworzenia niezapomnianych, serdecznych prezentów dla najbliższych. Do zeszytu wpisywane są przepisy na takie pyszności jak muchomory z jajek i pomidorów, przezroczysty deser z galaretki, krasnoludki z rzodkiewek czy apetyczne stateczki ułożone finezyjnie na liściach sałaty. Prostota wykonania w połączeniu z ciekawym efektem końcowym może sprawić, że nawet zatwardziały niejadek chwyci za łyżkę lub widelec i z lubością zakosztuje w tych smakach.

Przepisy są w „Kuchni pełnej cudów” podawane przy okazji, „przemycane” są w historii rodziny Kowalskich, ich zwyczajnym życiu, poznajemy codzienność tej wesołej familii, ich radości i wyjątkowe zdarzenia, przepełnione ciepłem, serdecznością i wzajemną miłością. Dziecko z zaciekawieniem poznaje ten świat – bezpieczny, serdeczny, bliski, przy okazji dowiaduje się jak wyglądało kiedyś życie, jak żyli ludzie kilkadziesiąt lat temu, gdy świat wyglądał nieco inaczej niż ten znany nam współcześnie.

Niewątpliwą zaletą książki jest również oprawa wizualna. Nie można już sobie wyobrazić dzieła Marii Terlikowskiej bez fantastycznych, niepowtarzalnych ilustracji Ewy Salamon. Sądzę, że jest to duet idealny, doskonale dopasowany, gdzie zarówno treść jak i obraz łączą się w spójną, nierozerwalna całość. Wystarczy spojrzeć na te piękne charakterystyczne rysunki, pozostające w stylistyce retro, ciepłe, miłe, przyjemne dla oka, by z ciekawością zajrzeć do środka  i sięgać po książeczkę tak często jak przyjdzie nam ochota na skromne, ale skomponowane z uczuciem dania dla całej rodziny.

Gorąco polecam „Kuchnię pełną cudów” - zarówno dzieciom jak i rodzicom  - czerpcie z niej inspiracje do wspólnych posiłków i budowania wzajemnych relacji.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękujemy portalowi Sztukater.pl

136. "Zawisza Czarny.Aragonia" Szymon Jędrusiak

136. "Zawisza Czarny.Aragonia" Szymon Jędrusiak

„Zawisza Czarny. Aragonia”
Szymon Jędrusiak

Wydawnictwo Bukowy Las
2017
504 strony
3/6




„Wojna to taki czas, kiedy ze zwyrodnialców robi się bohaterów. ”


Wydane przez Bukowy Las „Zawisza Czarny. Aragonia” Szymona Jędrusiaka to już drugie, poprawione wydanie tej powieści historycznej. Autor sięga w niej po postać dobrze znaną i cieszącą się sporym szacunkiem – tytułowy Zawisza Czarny to w końcu nasz największy, narodowy bohater epoki średniowiecza,  dzielny wojownik, niezrównany dyplomata, co prawda nie był on pozbawiony wad, miał swoje słabości i przywary, jednak po dziś dzień jego postać jest wzorem rycerskich cnót i honoru.

Saragossa, koniec XIV wieku. Aaron, wychowanek majętnego, żydowskiego kupca wkracza w dorosłe życie, dorastając w domu swego wuja, będącego jego opiekunem po śmierci matki. Młody chłopak poznaje zależności, które rządzą kupieckim, mieszczańskim życiem, z czasem poznaje niebywałego, słynnego na całą Hiszpanię wojownika, który na Półwysep Iberyjski przybył z dalekiego, nieznanego nikomu kraju – Zawiszę Czarnego.

Tak naprawdę to mam mieszane uczucia co do tej książki. Zdecydowanie nastawiłam się na sporą dawkę rycerskiego, dworskiego życia, pasjonujących turniejów i walk wojowników oraz, ponad wszystko, bliskie spotkanie literackie z postacią owianą legendą, wielkim bohaterem narodowym, Zawiszą herbu Sulima. Stąd też moje zaskoczenie, gdy czytając książkę Szymona Jędrusiaka, poznaję koleje życia Aarona, żydowskiego chłopaka, którego opiekunem jest zamożny saragoski kupiec Salomon Abnarrabi. Młody mężczyzna jest głównym narratorem powieści, gdzieniegdzie w fabułę wplatane są wydarzenia związane bezpośrednio z Zawiszą. Trochę mnie to zawiodło i do pewnego momentu miałam niedosyt udziału tytułowego bohatera. Na szczęście, wraz z rozwinięciem akcji poznajemy go lepiej.

„Aragonia” to książka z gatunku powieści historycznej z elementami przygodowymi i sensacyjnymi. Jędrusiak opisuje w niej nie tylko średniowieczną rzeczywistość, ale również spiski, knowania, zależności i walki o wpływy. Zgrabnie zarysowane tło dobrze wypada przy odpowiednio prowadzonej fabule i narracji, widać, że autor zna się na tym, co opisuje, nie traci przy tym jednak ze współczesnego tonu i akcja jest opisywana zgrabnie, ciekawie, ze znacznymi zakrętami i zmianami tempa. Również niewiele można zarzucić zarysowanym przez pisarza bohaterom, zwłaszcza tym będącym na pierwszym planie powieści, mają swoje charaktery, pragnienia, słabości. Jednak kolejny raz powrócę do postaci tytułowej (niestety nie głównej) czyli naszego dzielnego rycerza. Liczyłam tutaj na nadanie mu kolorów, powiew życia w postać historyczną, urzeczywistnienie jej i nadanie Zawiszy cech pełnokrwistego człowieka. Tymczasem pozostaje on typowym, podręcznikowym bohaterem, bardziej zachwyca u Sienkiewicza czy nawet u Sapkowskiego niż w powieści, która teoretycznie została mu poświęcona.

Mimo to „Zawisza Czarny. Aragonia” była w stanie mnie wciągnąć i zaintrygować, gdy przebrzmiały echa niewielkiego zawodu z chęcią i ciekawością śledziłam koleje życia Aarona Abnarrabiego, jego relacji w domu bogatego wuja, gdzie nawiązał romans z arabską niewolnicą Ayhe czy kiedy posłuszeństwem i inteligencją wkrada się w łaski swego zamożnego protektora. Jest to również doskonała powieść ukazująca kulisy walki o wpływy, naświetla sprawy i machinacje, które nie są tak oczywiste, których próżno szukać w podręcznikach do historii. Często zapominamy, że za wielkimi bitwami, sławnymi ludźmi stoją gdzieś ukryte w cieniu przeszłości jednostki, których zabiegi i starania mogą wynosić na trony królów lub niszczyć potężne, szlacheckie rody. Autor doskonale zdaje sobie sprawę z tego i znakomicie ukazuje to w swojej książce.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję portalowi Sztukater.pl
Copyright © 2014 love, coffee & books , Blogger