135."Zimowy monarcha" Bernard Cornwell

135."Zimowy monarcha" Bernard Cornwell

„Zimowy monarcha”
Bernard Cornwell

Wydawnictwo Otwarte
2017
608 stron



„Merlin powtarzał zawsze, że los jest nieubłagany. Życie to igraszka bogów i próżno szukać sprawiedliwości. Trzeba nauczyć się śmiać, powiedział mi kiedyś, bo inaczej można zapłakać się na śmierć. ”

Po śmierci króla Uthera Brytowie walczą między sobą o władzę, podczas gdy obcy najeźdźcy, Saksonii, łupią i plądrują ich ziemie. Nad tym chaosem próbuje zapanować Artur, syn Uthera z nieprawego łoża, którego marzeniem jest stworzyć zjednoczone królestwo, gdzie panowałoby prawo i miłosierdzie dla tych, których należy otoczyć opieką. Za swe marzenia dzielnemu wojownikowi przyjdzie zapłacić wysoką cenę.

Legenda o Królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu, pięknej Ginewrze i potężnym czarowniku, Merlinie, to jeden z najpopularniejszych mitów kultury europejskiej, od wczesnego średniowiecza aż po współczesne czasy stanowi niewyczerpane źródło inspiracji dla wielu różnorodnych twórców. Niekiedy historia o wybitnym władcy Brytów jest mocno przekształcana, ubarwiana i modyfikowana. Czasami jest spójna z  powieścią, którą tak dobrze znamy.

Bernard Cornwell w swym cyklu arturiańskim, który rozpoczyna książka „Zimowy monarcha”, również sięga po tę legendę. I tom, dzięki wydawnictwu Otwarte, zyskał nową oprawę i kusi tych, którzy prozy angielskiego pisarza jeszcze nie poznali. Zaliczam się właśnie do tego grona, chociaż uwielbiam książki historyczne.

To, co urzekło mnie w tej publikacji to znakomite wyważenie. Jakby autor z niezwykłą dbałością odmierzył wszystkie, niezbędne składniki, starannie je połączył i zaserwował czytelnikowi lekką, przyjemną lekturę. To mieszanka rzetelnej historii, magii i celtyckich wierzeń oraz znakomitej fabuły.

Głównym narratorem powieści jest Derfel, wychowanek Merlina, który później staje się uznanym wojownikiem Artura. Poznajemy jego wspomnienia, gdy jako stary, bogobojny mnich spisuje dzieje swojego życia i w znacznej części przybliża także koleje losu władcy Dumnoni. Jego bliskie relacje zarówno z Merlinem, Nimue oraz innymi bohaterami legendy bądź historii Anglii ułatwiają nam bezpośredni wgląd w wydarzenia.

Cornwell w imponujący sposób bawi się samym mitem arturiańskim, po części nieco go przekształca, nadaje mu nowy ton, odświeża i ubarwia, by jednocześnie zachować pewną wierność względem dobrze znanej fabuły. Taki zabieg intryguje czytelnika i nie pozwala mu się nudzić. Okazuje się bowiem, że starym, przewidywalnym bohaterom można nadać świeżości. Artur jest tutaj takim, jakim utrwalił się w ogólnej świadomości – pełen marzeń, wzniosłych ideałów, ale nie pozbawionym ambicji dzielnym wojownikiem, Merlin – wielki nieobecny, który pojawia się w nieprzewidzianych momentach czy piękna, inteligentna i przebiegła Ginewra. Przecież tak dobrze ich znamy, jednak w prozie Corwella nabierają nowego, nieznanego wymiaru. Innych, jak na przykład Lancelota czy Morgan, opisuje odmiennie od tego, do czego przywykliśmy.

Autor ukazuje owe mroczne czasy, gdy po śmierci króla Uthera po władzę sięgają inni, panuje chaos, co chwilę wybuchają konflikty, a Saksonii nieustannie zagrażają swoimi najazdami. Stare wierzenia coraz bardziej wypychane są przez chrześcijaństwo, zbliżają się ogromne zmiany, więc w książce dzieje się naprawę sporo, a Cornwell potrafi to wszystko w odpowiedni sposób opowiedzieć i zaintrygować.

Jeśli więc interesujecie się legendą o Królu Arturze i kochacie powieści historyczne, to „Zimowy monarcha” na pewno nie sprawi Wam zawodu. Pięknie odmalowany obraz tamtej epoki, celtyckich wierzeń, kultów i zwyczajów przeniesie Was wprost w wir wydarzeń, walk i intryg, sprawi, że dobrze znane postacie zobaczycie w nowym świetle.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte.
134. Typ Klasyczny #16 "Lalka" Bolesław Prus

134. Typ Klasyczny #16 "Lalka" Bolesław Prus



„Lalka”
Bolesław Prus

Wydawnictwo Bellona
2017
 tom I 478 stron
tom II 525


„Czuł w duszy dziwną pustkę, a na samym jej dnie coś jakby kroplę piekącej goryczy. Żadnych sił, żadnych pragnień, nic, tylko tę kroplę tak małą, że jej niepodobna dojrzeć, a tak gorzką, że cały świat można by nią zatruć.”

„Lalka” Bolesława Prusa to dla jednych archaiczna lektura, której groźny cień kładzie się na szkolnych wspomnieniach, dla innych wybitne, polskie dzieło, do którego powraca się co jakiś czas, by ponownie się nim rozsmakować i nasycić. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy i szczerze przyznam, że zawsze jestem gotowa bronić tej powieści przed jej przeciwnikami i tymi, których ona nudzi.

Jeśli znacie literacką mapę świata, gdzie rozmieszczono najwybitniejsze dzieła danego kraju to wiecie, że na miejscu Polski swe zaszczytne miejsce ma właśnie „Lalka” - nic w tym dziwnego, jest na wskroś przesycona polskim duchem, zarówno zaletami jak i przywarami, przedstawia znakomity obraz ówczesnego społeczeństwa, ale niesie również uniwersalne przesłanie, to wspaniały owoc pracy twórczej człowieka o przenikliwym umyśle i niekwestionowanym talencie pisarskim.

Stanisław Wokulski wraca do Warszawy, wzbogacony o niebagatelną sumę, rozwija swój sklep, prowadzony podczas jego nieobecności przez starego, dobrego przyjaciela, subiekta, Ignacego Rzeckiego. Nowobogacki kupiec pomału wkracza do arystokracji, mając nadzieję na zdobycie ręki panny Izabeli Łęckiej – nieco rozkapryszonej, zapatrzonej w siebie przedstawicielki najbardziej uprzywilejowanej warstwy społecznej.

Pomimo znacznego wątku miłosnego nie można oceniać „Lalki” poprzez pryzmat uczucia głównego bohatera do jego wybranki, powieść zawiera w sobie sporą ilość różnorodnych wątków, tematów i odniesień. Miłość prowadzi Wokulskiego, popycha go do wzbogacenia się, do cierpliwego budowania swojej pozycji i zdobycia chociażby cienia względów panny Izabeli. W pewnym sensie wokół swojej kochanej stwarza sieć zależności, wspólnych znajomych, co może wydawać się nieco niepokojące, ale mając na uwadze to, że tych dwoje dzieli przepaść społeczna – on jest zaledwie kupcem, noszącym piętno człowieka, który ożenił ze starszą kobietą dla jej majątku, ona zaś jest panną z arystokracji, wychowaną wśród zachwytów i zbytku, przyzwyczajoną do życia w luksusie, której rodowe bogactwo stopniało, ale pozostała duma i szlachetne nazwisko – widzimy, że jest to jedyny sposób na zdobycie Łęckiej.

Bolesław Prus stworzył na kartach swej powieści mnóstwo wyjątkowych postaci, każda z nich obdarzona jest własnym charakterem, sposobem mówienia, historią. Żadna natomiast nie jest „płaska”, nijaka, począwszy od osób pierwszoplanowych, po te, które pojawiają się epizodycznie. Tutaj Żyd wysławia się jak Żyd, student mówi i zachowuje się odpowiednio do swej roli, arystokraci i kupcy myślą i działają tak, jak przyjęło się w ich warstwach społecznych. Autor oddaje również nastroje, panujące w ówczesnym społeczeństwie, idee, którymi żyli w tamtej epoce, czasami w zawoalowany sposób, ze względu na cenzurę. nawiązuje do historii i krwawej przeszłości o jakiej niełatwo było zapomnieć.

Dzieło, które ma w sobie elementy romantyzmu i pozytywizmu ma również bohatera, którego trudno przypisać jednoznacznie do któregoś z tych dwóch nurtów. Stanisław Wokulski jest pełen sprzeczności – targają nim silne emocje, dla swej wybranki gotów jest zdobyć majątek, ale też, uważając, by samemu być godnym uwielbianej kobiety dać innym coś od siebie – pomaga wielu ludziom wokół siebie, wyciąga rękę do tych, których los naznaczył nieszczęściem, przy tym jest jednak realistą, doskonale zdaje sobie sprawę, że świat, który go otacza może nie być mu przychylny. Na Izabelę Łęcką patrzy jak na wspaniały obraz, podziwia ją i czci, sam jednak śmieje się ze swej naiwności, zapatrzenia. Do czego go to wszystko doprowadzi? Tego nie jest łaskaw wyjaśnić sam Bolesław Prus, który z zakończenia swej powieści zrobił zwieńczenie charakteru Wokulskiego – czytelnik sam może określić go jako skończonego marzyciela czy awanturniczego pozytywistę. Lub też pozostawić sobie jego historię niedopowiedzianą, osnutą tajemnicą, niezamkniętą.

Często spotykałam się z opinią, że „Pamiętnik starego subiekta” jest nudną, zbędną częścią „Lalki” i stanowczo się z taką tezą nie zgadzam – Ignacy Rzecki, którego zapiski są nam przedstawiane, jest jedną z moich ulubionych postaci. Stary kawaler, zagorzały bonapartysta, weteran wojenny, lojalny przyjaciel Wokulskiego, wspaniale przybliża czytelnikowi nie tylko burzliwą, smutną historię swojego życia, ale też w znacznej mierze przybliża nam postać głównego bohatera, pozwala lepiej go zrozumieć i poznać oraz śledzić jego losy. Relacja Rzeckiego wprowadza również wątek humorystyczny (np. studenci z kamienicy Wokulskiego). Jego zapiski mają w sobie wiele nostalgii, to przedstawiciel pokolenia, które dawno odeszło, z którym polskie społeczeństwo po części straciło ducha romantycznych, bohaterskich porywów.

„Lalka” to absolutne arcydzieło, którego wielowątkowość i przekaz na różnorodnych płaszczyznach nadal potrafią porwać i zachwycić, jeśli zechcecie dostrzec w nim aktualne problemy, wielkość idei człowieka i ich zderzenie z przeciwnościami losu, jej złożoność i niejednoznaczność to gwarantuję Wam, że pokochacie ją trwale i mocno.

Dla tych, którzy zechcą zgłębić atmosferę tamtej epoki polecam „Życie towarzyskie w XIX w.” Agnieszki Lisak.
133. "Ja.Wersja 2.0" Anna Gruszczyńska, Toon de Kock

133. "Ja.Wersja 2.0" Anna Gruszczyńska, Toon de Kock



„Ja. Wersja 2.0”
Anna Gruszczyńska, Toon De Kock


Wydawnictwo SQN
2017

286 stron


„Motywacja jest jak fajerwerki – szybko wybucha i równie szybko gaśnie. (…)
Dyscyplina jest jak piecyk – nagrzewa się powoli, ale i powoli wystudza.”

Jeśli chodzi o książki motywujące czy wszelkiego rodzaju poradniki jak żyć i się rozwijać, to wzbudzają we mnie niezmienną ciekawość i zainteresowanie, ale z drugiej strony podchodzę do nich bardzo sceptycznie. Chętnie więc, lecz bez wielkich nadziei na zmianę siebie, sięgnęłam po książkę od wydawnictwa SQN, „Ja. Wersja 2.0”.

Pierwsze, co się rzuca w oczy to naturalnie wydanie – zdecydowanie skierowane do kobiet, okładka w mocnych, przyciągających uwagę kolorach. Podobnie jest w środku – mamy tutaj sporą dawkę barw, różnorodnych ilustracji, nawiązań do systemu operacyjnego smartfona. Nic dziwnego, autorzy: Anna Gruszczyńska i Toon De Kock w ciekawy sposób porównują w swoim poradniku nasz umysł do  IPhone'a, brzmi to nowocześnie, intrygująco i w pewien sposób pozwala na uporządkowanie spraw, z którymi chcemy sobie poradzić, które musimy udoskonalić. Jest również sporo miejsca na własne notatki, wśród porad znajdziemy też zadania, nawiązujące do rozdziału i omawianego tematu, więc tak naprawdę my również tworzymy tę książkę.

Przekrój zagadnień jest całkiem spory – od relacji międzyludzkich, przez zdobywanie formy czy zarządzanie własnymi finansami aż po rozbudzenie własnej kreatywności. Według mnie taki szeroki wachlarz przeróżnych kwestii sprawia, że poszczególne tematy omawiane są bardzo ogólnikowo, a takie hasła jak „polub siebie” nie robią na mnie żadnego wrażenia, przez to też mój odbiór samej treści książki jest umiarkowanie entuzjastyczny.

Forma jednak bardzo mi odpowiada - ma w sobie dużo pozytywnej energii, koloru, charakteru, wyróżnia się wśród innych, podobnych tematycznie poradników, daje też możliwość ćwiczeń, zapisków i wszelakich notatek. Dzięki temu poświęcamy jej więcej czasu i uwagi, pozwala nam lepiej zrozumieć samych siebie i to, co jest w nas niedoskonałe, co wymaga "aktualizacji".  Cały proces "odświeżenia systemu", jak piszą autorzy, przebiega stopniowo, mamy świetny wgląd w to, co udało nam się do tej pory osiągnąć, jakie poczyniliśmy postępy, ponieważ pod koniec każdego rozdziału mamy informacje o naszym update'cie i, co mnie bardzo urzekło, jest także miejsce na to, by wypisać pozytywną rzecz, która spotkała nas tego dnia.

Podsumowując - duet Anna Gruszczyńska i Toon De Kock wraz z wydawnictwem SQN stworzyli ciekawy poradnik dla młodych kobiet, które pragną być energiczne, przebojowe i mieć zdrowe relacje międzyludzkie.Na pewno jest w stanie zmotywować czy zainspirować do pracy nad samym sobą, swoim otoczeniem czy finansami, chociaż osobiście podchodzę do tego typu publikacji bez złudzeń, że dana książka jest w stanie zmienić moje życie na lepsze. Jednak jest to zdecydowanie tytuł wyróżniający się ciekawym podejściem i formą, nie stwarza wrażenia poważnej, przesiąkniętej surowym tonem publikacji, wręcz przeciwnie - lekki, kolorowy poradnik, który chętnie się przegląda, uzupełnia i do którego można powracać.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu SQN.
132. Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego - "Elementarz przyrodniczy" Beata Ostrowicka

132. Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego - "Elementarz przyrodniczy" Beata Ostrowicka



„Elementarz przyrodniczy”
Beata Ostrowicka

Wydawnictwo Nasza Księgarnia
2017
159 stron


„-Dziadku, naprawdę masz takie myśli? - Julek jest zdumiony.
-No tak, przecież ci mówię. I wiesz co? Mnie już nie będzie, skończy się mój czas, a lipa, jeśli jej się nic złego nie przytrafi, nadal będzie rosła i ty będziesz mógł ją podziwiać. I jeszcze coś… Nawet gdy lipy już nie będzie, świat dalej będzie miał swój porządek. Ludzie i zwierzęta będą się rodzić i umierać, pory roku będą po sobie  następować. Po dniu będzie noc.”


Niewiele jest na rynku książek dla dzieci ciekawie wydanych publikacji, które z jednej strony są zgrabnie napisanymi historiami, przykuwającymi uwagę młodego czytelnika, z drugiej zaś, dają mu pewną dawkę wiedzy i informacji, którą można łatwo przyswoić. „Elementarz przyrodniczy” Beaty Nowickiej to zachwycający przykład na to jak w pięknej formie przekazać sporo interesującej i ważnej treści.

Książeczka jest częścią wydanego przez Naszą Księgarnię cyklu „Poczytam Ci, mamo”, oprócz niej ukazały się jeszcze: „Elementarz” i  „Elementarz matematyczny”, których jestem ogromnie ciekawa, ponieważ to, co przedstawiła autorka w części przyrodniczej, jak najbardziej mnie zadowala.

Razem z Lenką i Antkiem oraz ich kolegami ze szkolnej ławy dziecko poznaje otaczający je świat – rozdziały zawierają ciekawe historyjki, których główni bohaterowie, dowiadują się o przeróżnych zjawiskach pojawiających się w przyrodzie, o burzy, tęczach, roślinach, uczą się o zdrowym trybie życia oraz o ekologii. Zakres wiedzy jest dostosowany do dziecięcego  poziomu, ale dodatkowo jest przekazywany w taki łatwy i czasami zabawny sposób, że młody czytelnik może nawet nie zdawać sobie sprawy o jej przyswajaniu.

Ogromną zaletą „Elementarza przyrodniczego” jest wydanie. Jeśli chodzi o publikacje dla dzieci to jestem na tym punkcie szczególnie wyczulona, ponieważ nic tak nie przykuwa uwagi młodego czytelnika do książki jak jej ciekawa oprawa.  Mamy tutaj więc twardą, kolorową okładkę, nawiązującą do treści, za oprawę graficzną odpowiada Katarzyna Kołodziej, znana i ceniona ilustratorka, która tutaj stworzyła wiele obrazków – dosłownie każda strona przyciąga oko albo rysunkiem związanym z rozdziałem, omawianym zagadnieniem, albo mini-komiksem czy pomysłem na doświadczenie, które można wykonać razem z potomkiem. Wszystko to na pięknym, matowym, kremowym papierze, który aż chce się dotykać. Mojemu najmłodszemu synowi ogromnie spodobały się mapki, które są umiejscowione na pierwszej i ostatniej stronie książki – przedstawiają one zarysy wszystkich kontynentów i przykładowe zwierzęta, które tam występują. Czytając lub tylko oglądając książeczkę lubimy bawić się z Jeremim szukając wybranych gatunków. Dziecko w łatwy sposób poznaje zwierzęta, dodatkowo dowiaduje się jeszcze, gdzie żyją w swoim naturalnym środowisku. Dla tych, którzy dopiero uczą się czytania sporym ułatwieniem są duże literki i krótkie rozdziały, a kolorowa forma i spora ilość grafik sprawiają, że po książeczkę sięgają dzieci w różnym wieku.

Dla mnie jest to spore odkrycie – piękna książeczka, która przystępnie i ciekawie łączy w sobie przygodę, humor, codzienne zdarzenia i tak łatwo objaśnia tyle zjawisk występujących dokoła nas. Dla najmłodszych przeczytanie jej to prawdziwa frajda, a dorosłym daje prosty sposób na to, by niektóre zagadnienia dotyczące przyrody przekazać i pomóc zrozumieć. Wydaje mi się, że dzięki krótkim historyjką, które łączą bohaterowie, ale jakich nie trzeba czytać po kolei, można wrócić tylko do wybranych zagadnień lub po prostu pozwolić przeczytać dziecku o tym, co je najbardziej interesuje. „Elementarz przyrodniczy” szczerze polecam i  gorąco zachęcam do czytania go dziecku lub razem z nim, może stać się świetnym pretekstem do rozmów, pogłębiania wiedzy, może też być inspiracją do zabaw i doświadczeń.





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękujemy portalowi Sztukater.pl
Copyright © 2014 love, coffee & books , Blogger