115. Pierwsze urodziny!

115. Pierwsze urodziny!

Zakładając rok temu Love, coffee & books nie sądziłam, że będę miała tą fantastyczną przyjemność obchodzić jego pierwsze urodziny - myśl, która zakiełkowała w mojej głowie pod wpływem chwili i emocji stała się rzeczywistością, bytem niemalże namacalnym i tak oto jestem tutaj, piszę 115. post z kolei i następny miesiąc mija mi w czytelniczym uniesieniu i blogowym stanie.

Nie chcę rozwodzić się nad tym, jak wielką przyjemność sprawiacie mi swoją obecnością w tym miejscu, każdym komentarzem - o tym nie da się napisać w kilku zdaniach.Jest to wyjątkowa przygoda, ale też niełatwa praca - teraz to wiem, chociaż swojego pierwszego bloga założyłam prawie dziesięć lat temu, to dopiero teraz rozumiem ile trzeba poświęcić mu czasu i jak bardzo się starać, by osiągnąć chociaż mały cel.

W tym czasie udało mi się nawiązać współpracę z kilkoma wydawnictwami, jak np. SQN, Otwarte, Bis, Bellona, Publicat czy Dobra Literatura, moje recenzje ukazują się również na portalu Sztukater - jestem im wszystkim ogromnie wdzięczna i bardzo szczęśliwa, że pomimo mojego małego doświadczenia i słabych statystyk zaufali mi.

Pierwsza recenzja, jaka się tutaj ukazała to jedna z najważniejszych książek w moim życiu - "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte. Mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele wyjątkowych lektur, którymi będę mogła się z Wami podzielić. A tymczasem mam dla Was mały prezent - "Margo" Tarryn Fisher, o której pisałam TUTAJ - powieść można wygrać w urodzinowym rozdaniu,  rusza ona zarówno tutaj, jak i na moim instagramowym profilu, gdzie można przygarnąć "Osobliwy dom pani Peregrine" - możecie zgłosić się pod tym postem i/lub na Instagramie.



A oto kilka zasad:

1. Organizatorem konkursu jestem ja, pokrywam również koszt wysyłki nagród do zwycięzców.
2.Konkurs trwa od 28.02-15.03.2017 roku, nagrodą jest książka "Margo" Tarryn Fisher.
3.Aby wziąć udział w konkursie wystarczy być obserwatorem bloga Love, coffee & books, udostępnić baner informacyjny, a w komentarzu pod tym postem wpisać:
obserwuję jako:...
baner udostępniony:.....
4. W ciągu 3 dni od zakończenia konkursu wyłonię szczęśliwą osobę drogą losowania i ogłoszę wynik na stronie na Facebooku - Love, coffee & books
5.Zwycięzcę proszę o podanie adresu do wysyłki w ciągu 5 dni od ogłoszenia wyników.

Życzę Wam powodzenia i już teraz zapraszam Was na posty urodzinowe, które ukażą się w najbliższym czasie :)


114."Zanim zniknęła" Jane Schemilt

114."Zanim zniknęła" Jane Schemilt

"Zanim zniknęła
Jane Shemilt
tłumaczenie; Stanisław Rek
351 stron
Amber
2016 r.




Fabuła

Jenny wiedzie doskonałe życie. Ma pracę, której jest bardzo oddana, dającą jej poczucie spełnienia, ma wspaniałą rodzinę, jak z obrazka - cudowny mąż, uzdolnione dzieci. Wszystko okazuje się złudne, gdy niespodziewanie znika jej nastoletnia córka, Naomi. Pod fasadą pozorów kryją się sekrety.

Recenzja

Sięgając po debiutancką powieść Jane Schemilt nie miałam żadnych oczekiwań, jedynie obawy, czy książka okaże się na tyle interesująca, że po przeczytaniu kilkunastu stron będę miała ochotę robić wszystko, byle tylko nie wracać do lektury. Na szczęście nie było źle. Okazało się, że "Zanim zniknęła" rozbudziło mój czytelniczy apetyt i skłonna byłam dotrwać do końca.

Fabuła toczy się dwutorowo- opisywane wydarzenia mają miejsce w czasie, gdy znika Noemi oraz rok później, kiedy rodzina Jenny, po dramatycznych wydarzeniach, stara się wrócić do normalności. To dość ciekawy zabieg, który pozwala na bieżąco śledzić rozwój wypadków, jak i mieć wgląd w złożoną, trudną sprawę.Okazuje się bowiem, że rodzinna sielanka była tylko ułudą, a raczej pobożnym życzeniem Jenny - za powierzchowną doskonałością kryją się sekrety, które dopiero po zniknięciu dziewczyny wychodzą na wierzch. Warto dodać, że narratorką jest sama Jenny, więc całą sytuację poznajemy z jej punktu widzenia oraz spostrzeżeń, doskonale znamy też uczucia, które nią targają.

Jane Schemilt całkiem zgrabnie poprowadziła całą akcję  w ten sposób, by stopniowo, kawałek po kawałku poznawać rodzinne sekrety oraz ich konsekwencje.Zagadka zaginięcia Noemi również wydaje się dość zaskakująca, w tym przypadku cała historia może  zakończyć się zarówno odnalezieniem  dziewczyny żywej jak martwej,  a samo jej zaginięcie niesie z sobą wiele pytań - czy ktoś ją porwał, czy uciekła sama? Czytelnik ma możliwość śledzić rozwój wypadków i poszukiwania nastolatki, gdy tak naprawdę nie wiadomo czego może się spodziewać przez co książka fascynuje i wciąga do ostatniej strony. Problemem w odbiorze całości są pojawiające się trochę nudnawe i ciągnące się fragmenty, które niewiele wnoszą do akcji, może delikatnie je ubarwiają, ale powodują nieznaczne zastoje.

Jeśli więc jestem już przy wadach to muszę wspomnieć o samej głównej bohaterce, która jest może dobrze nakreślona, jej odczucia są realistyczne, ale to jej naiwność jest wręcz kolosalnie irytująca. Ogromne zaufanie, jakim obdarza swoich bliskich jest niemądre i nie wiem z czego może wynikać. Z jednej strony nie ma z dziećmi i mężem dobrego kontaktu, ich spotkania są przelotne, pozbawione bliskości, z drugiej zaś Jenny przekonana jest o tym, że wiedzie doskonałe życie, może nieco zapracowane, może nie poświęca tyle czasu swoim najbliższym, ale jest to idealne życie.Tak naprawdę dopiero po zniknięciu córki jest w stanie dostrzec pewne niuanse, pewną wrogość swojego najmłodszego dziecka, jej drogie rzeczy, które na pewno nie zastały zakupione za pieniądze z kieszonkowego czy grube pliki banknotów na biurku syna, nie pochodzące z jego pracy po lekcjach.

Kolejną wadą, jeśli można to tak nazwać, jest sama stylistyka powieści. Widać, że jest to debiutancka powieść, w dodatku autorka Jane Schemilt, jest lekarką, więc trudno tutaj o zachwycający warsztat pisarski.Chociaż nie wiem tak naprawdę czy jest to  wina pisarki czy może polskiego tłumaczenia - jest tu kilka dziwnych zwrotów, które, być może miały w zamyśle być niezwykle oryginalne, jednak ostatecznie powodują pewien zgrzyt.

Mimo wszystko uważam, że książka wypada całkiem nieźle, jeśli weźmiemy pod uwagę brak doświadczenia Jane Schemilt, lektura okazuje się całkiem dobrze skomponowana, natomiast tajemnice poznajemy stopniowo, z każdą stroną, dowiadując się coraz więcej na temat rodziny Jane i lawirujemy między domysłami, co takiego mogło przydarzyć się jej córce.Poza tym, poruszany tutaj główny temat ma ogromne znaczenie - dorastające dzieci, które z dnia na dzień mogą stać się dla rodziców bardziej obce.Warto pamiętać, że w pędzie życia codziennego, między pracą a domowymi obowiązkami nie możemy zniszczyć więzi i kontaktu z bliskim człowiekiem, ponieważ w taki bądź inny sposób możemy go nieodwracalnie utracić.

Ocena: 3,5/5

Książkę przeczytałam w ramach Book Challenge 2017 - luty:
Książka wypożyczona z biblioteki





113. Najpiękniejsze nieszczęśliwe historie miłosne

113. Najpiękniejsze nieszczęśliwe historie miłosne


Dzisiejsza data zainspirowała mnie do napisania tego postu, chociaż święto zakochanych jest mi raczej obce i obojętne, to sądzę, że jest to dobra okazja , by porozmawiać o miłości w książkach.Temat ten przewija się przez miliony tytułów, jest maglowany tam i z powrotem na różne sposoby i w różnych aspektach, ale musicie się ze mną zgodzić, że miłość, która najbardziej chwyta nas za serce to afekt z gruntu nieszczęśliwy i niespełniony. Uczucie , które z góry skazane jest na porażkę, z różnych powodów, przykuwa największą uwagę czytelnika i samo w sobie budzi spore emocje. 

Przygotowałam więc mój własny, jak zwykle bardzo subiektywny ranking najpiękniejszych, ale nieszczęśliwych historii miłosnych. Ciekawa jestem Waszego zdania, więc jeśli sami macie swoje typy to podajcie je w komentarzach. Chętnie je poznam. Starałam się by zestawienie to było w miarę zróżnicowane i stanowiło pewien niewielki przekrój przez epoki, ale jednak nie kryję tutaj mojej fascynacji dziełami klasyki literatury - są to przecież powieści, które dzięki właśnie tym niezapomnianym historiom trwale zapisały się w dziejach.

Jeśli więc ich nie znacie uważajcie na spoilery, mogą się pojawić przy omawianych postaciach.

1. Louis i Claudia 
 W Kronikach wampirów Anne Rice miłość między wampirami nie ma aspektów fizycznych, jest odbierana inaczej niż u ludzi i dzięki temu na miłość Louisa i Claudii patrzymy w inny sposób.Louis został przemieniony w wampira jako dorosły mężczyzna,  Claudia natomiast, na wieki zamknięta jest w ciele dziecka - pomimo tego, że lata upływają, jej świadomość staje się kobieca, ona nadal wygląda jak dziewczynka.Oboje są dla siebie towarzyszami, przyjaciółmi, tworzą też w pewnym sensie rodzinę, razem z diabolicznym Lestatem, jednak związek między nimi od początku skazany był na tragiczny koniec w promieniach słońca.

2. Cathy i Heathcliff
Emily Bronte stworzyła piękną, ale niezwykle bolesną i poruszającą powieść.Swoich bohaterów naznaczyła uczuciem nieśmiertelnym i nienasyconym. Między Cathy i Heathcliffem była miłość na skraju obłędu i nienawiści, surowa i niezmienna jak wrzosowiska, po których wędrowali.To nie mogło skończyć się happy endem.Można nawet odnieść wrażenie, że oni nawzajem się zniszczyli, ich silne charaktery, zazdrość i chęć zemsty doprowadziły do rozstania i wpłynęły na kolejne pokolenie. Dopiero po śmierci mogli zaznać ukojenia i spokoju.

3.Romeo i Julia
"Romeo i Julia" William Shakespeare
Najsłynniejsza para kochanków, stworzeni przez angielskiego dramaturga, Romeo i Julia, to postacie doskonale znane, a ich tragiczna historia stała się inspiracją dla wielu kolejnych dzieł literackich.Młodzi ludzie,wbrew rodzinie zapałali do siebie miłością, która doprowadziła ich do śmierci.Nie mogąc żyć ze sobą, nie chcieli żyć wcale.

4.Scarlett i Rhett
Piękna i rozkapryszona Scarlett, przez lata zakochana w Ashley'u, którego nie mogła zdobyć, nie dostrzegała uczucia, którym obdarzał ją mąż, Rhett. Ten z kolei, pomimo swej miłości, nie okazywał jej w sposób oczywisty.Był zawsze wspierający i oddany, ale z drugiej strony ironiczny i zdystansowany. Wydawać by się mogło, że są dla siebie stworzeni, ale ranili się wzajemnie, przez co historia tej pary jest tak fascynująca i kończy się w sposób, który pomimo smutnego, bolesnego charakteru, daje nadzieję, bo w końcu jutro też jest nowy dzień i nowe możliwości.

5. Tristan i Izolda
"Dzieje Tristana i Izoldy" Joseph Bedier
Zainspirowany legendą celtycką utwór Bediera opowiada o walecznym rycerzu Tristanie i o irlandzkiej księżniczce Izoldzie, żonie króla Marka.Uczucie między nimi powstało na skutek wypicia przez nich mikstury miłosnej, sympatia wybuchła wbrew rozsądkowi i powinnościom, los zgotował im tragiczny koniec.Po śmierci pochowano ich obok siebie, a z grobu Tristana wyrósł głóg, który połączył go z grobem ukochanej Izoldy.

6. Gatsby i Daisy
Gatsby zrobił oszałamiającą karierę, jego american dream spełnił się całkowicie, zdobył olbrzymią fortunę i wielkie wpływy, jak się jednak okazuje wszystko to zrobił dla ukochanej kobiety, by go dostrzegła, by pomimo tego, ze związała się z innym mężczyzną, kolejny raz oddała mu serce.Dla tej miłości był też w stanie z całego bogactwa zrezygnować.Był prawdziwym idealistą i marzycielem.Przeciwieństwem jego jest słodka, ale wyrachowana i okrutna Daisy, która zamiast prawdziwej miłości wybiera związek ze zdradzającym ją notorycznie mężem, tylko dla stabilizacji i bezpieczeństwa finansowego.

7.Irene i Soames
W całym zestawieniu (przynajmniej do tej pory) jest to dość nietypowa para, ponieważ małżeństwo to tylko z jednej strony okazywało miłość, a raczej chęć posiadania. Soames Forsyte w pewien sposób bardzo kochał swoją żonę, Irene, ale uczucie to miało formę złotej klatki.Piękna Irene była wdzięcznym dodatkiem do jego kolekcji i znakomitą ozdobą życia, kiedy jednak zapragnęła uwolnić się, nie mogąc znieść ciężaru nieszczęśliwego związku, Soames,okazał swe prawdziwe oblicze posiadacza. Mimo wszystko mam dla niego litość i dostrzegam jego ogromne przywiązanie, które przetrwało lata, nawet gdy obydwoje stworzyli relacje z innymi.

8. "Fred" i Holy
Anonimowy narrator i Holy poznają się jako sąsiedzi w jednym z nowojorskich apartamentów, dziewczyna nazywa swojego nowego znajomego "Fred", ale w powieści nie jest nam dane poznać jego prawdziwe imię.Ich początkowa przyjaźń przeradza się w fascynację, "Fred" jest niezwykle zaabsorbowany dziewczyną, jednak ona, utrzymanka bogatych mężczyzn, nie jest w stanie stworzyć normalnego związku. Jej filozofią jest przekonanie, że dopiero to, co straci, staje się jej cenne i bliskie.

9.Kostia i Ida
Powieść gruzińskiej pisarki obfituje w wiele związków, które można by było nazwać mianem tragicznych i nieszczęśliwych, jednak to losy Kostii i Idy wydały mi się najbardziej przejmujące. Kostia, który rozpoczynał karierę w radzieckiej armii związał się z kobietą niezwykłą i wyjątkową, ale starszą od niego i w dodatku  Żydówką.Jednak to ona zdecydowała się go opuścić, i ta strata naznaczyła jego życie, a miłość do Idy kładła się głębokim cieniem na jego dalszych relacjach z kobietami i całym jego życiu.

10.Wokulski i Izabela
"Lalka" Bolesław Prus
Jestem ogromną fanką tej powieści, naprawdę.Urzekająca jest w niej smutna historia Wokulskiego i jego uczucia do niewdzięcznej panny Izabeli.Miłość spotkała Stanisława Wokulskiego, właściciela sklepów i byłego subiekta, dość późno, jednak okazała się uczuciem bardzo silnym wbrew zdrowemu rozsądkowi. Zakochał się on bowiem w niewrażliwej na jego względy pięknej Izabeli Łęckiej, pochodzącej z arystokratycznej rodziny.Panna ta za nic miała jego starania, zwodziła go i dręczyła, więc kiedy nasz główny bohater w końcu dostrzega jej grę, jego rozczarowanie ma tragiczne skutki.

112. Przedpremierowo "Straceńcy" Ingar Johnsrud

112. Przedpremierowo "Straceńcy" Ingar Johnsrud

"Straceńcy"
Ingar Johnsrud
tłumaczenie: Maria Gołębiewska-Bijak
565 stron
Wydawnictwo Otwarte
Premiera: 15 lutego 2017 r.





Fabuła

Fredrik Beier i Kafa Iqbal wszczynają nowe śledztwo. Tym razem, w różnych częściach Oslo natrafiają na z pozoru nie połączone ze sobą morderstwa.Na kolejnych etapach dochodzenia zagłębiają się w międzynarodowy spisek, którego korzenie sięgają kilka lat wstecz, na teren Rosji.Czy uda im się rozwiązać zagadkę, zanim ucierpią inni ludzie?

Recenzja

Dawno już nie czytałam tak mocnej, brutalnej książki.To, co prezentuje na stronach powieści "Straceńcy" Ingar Johnsrud to zdecydowanie męska proza, surowa niczym klimat Skandynawii, przesiąknięta zawrotną akcją i zbudowana na wielu wątkach, które autor zgrabnie ze sobą połączył. 

Głównym bohaterem jest Fredrik Beier, który po traumatycznych wydarzeniach ze swojej przeszłości i po nieudanym śledztwie, rozpoczyna kolejne dochodzenie, zmagając się z depresją i własnymi demonami.Próbuje ułożyć swoje życie osobiste, ale tak naprawdę coraz bardziej pogrąża się w pracy - on i Kafa Iqubal starają się rozwiązać zagadkę tajemniczych morderstw, które pozornie nic ze sobą nie łączy. Z biegiem czasu odkrywają jednak kolejne karty przeszłości, docierają do wydarzeń z początku lat dziewięćdziesiątych, do Rosji. Główne postacie są ciekawie oddane, z jednej strony wiemy o nich dużo, z drugiej zaś odnosi się wrażenie, że jeszcze potrafią nas zaskoczyć.Nie są idealni, mają swoje chwile załamania, słabości, ich życie prywatne skrywa wiele niejasności, a w pracy zdarzają się pomyłki, złe tropy, prowadzące do ślepych zaułków. Dzięki temu są bardziej prawdziwi i zwyczajnie ludzcy.

W thrillerze znajdziemy dużo odniesień do polityki, zarówno tej współczesnej jak i sprzed kilkudziesięciu lat, na szczęście nie przysłania ona fabuły, która już od pierwszych stron mocno trzyma czytelnika w swoich kleszczach. Autor powoli przedstawia fakty, ale nie odkrywa wszystkiego, dzięki czemu można się tylko domyślać, co będzie dalej, można zagłębiać się w akcję, szukając wskazówek i zwracając uwagę na detale.Mimo to na końcu jest pewne zaskoczenie, Ingar Johnsrud miał w swoim rękawie jeszcze jednego asa, dzięki czemu rodzą się kolejne pytania i chęć sięgnięcia po kolejny tom z cyklu.

"Straceńcy" to zdecydowanie mocna, męska literatura, pełna przemocy, tajemnic i brutalności.Język jest dosadny, a opisy dalekie są od subtelności. Mimo to lektura okazała się wciągająca i naprawdę dobra, nawet z moim słabymi, kobiecymi nerwami ;) Typowy dla skandynawskich thrillerów klimat mrocznych, skrywanych sekretów i twardych, okrutnych wręcz charakterów jest tutaj wyraźny. Mamy możliwość śledzenia zarówno bardziej współczesnych wydarzeń, jak i tych, które miały miejsce lata wcześniej - dzięki czemu bieg wypadków i postępowanie postaci są bardziej zrozumiałe. Co ciekawe obie te płaszczyzny są jednakowo zajmujące, nie można odnieść wrażenia, że retrospekcje są tylko nudnym ozdobnikiem na tle bieżących, intrygujących zdarzeń, wręcz przeciwnie - dodają wiele do głównego wątku i są pełne napięcia.

Powieść szczerze polecam fanom gatunku - jeśli szukacie mocnego, trzymającego w napięciu do ostatniej strony thrillera z masą ciekawych postaci i umiejętnie splecioną fabułą to "Straceńcy" na pewno Was nie zawiodą. Osobiście jestem ogromnie ciekawa kontynuacji - na pewno po nią sięgnę, by na nowo wrócić do stworzonych przez Johnsruda międzynarodowych spisków, by uzyskać odpowiedzi na wiele pytań, które pojawiły się pod koniec książki.

Ocena: 4/5

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte.

111. "Konan Destylator" Andrzej Pilipiuk

111. "Konan Destylator" Andrzej Pilipiuk


"Konan Destylator"
Andzrej Pilipiuk
404 strony
Fabryka Słów
2016 r.



RECENZJA

Jakub Wędrowycz powraca w kolejnym tomie Andrzeja Pilipiuka, „Konan Destylator”, w którym znaleźć można zupełnie nowe opowiadania o przygodach niepokornego i niezwykłego bohatera. Wiejski egzorcysta i miejscowy bimbrownik, do spółki ze swym wiekowym przyjacielem, Semenem, spotykają na swej drodze siły nie z tego świata, ale także stawiają czoła znienawidzonemu klanowi Bardaków i codziennej egzystencji w zapomnianych przez Boga i ludzi Wojsławicach.

Ogromnie ucieszyłam się na wieść o tym, że Pilipiuk ponownie sięga po swego sztandarowego bohatera -  postać, która na trwałe zagościła na firmamencie najbardziej rozpoznawalnych fizjonomii polskiej fantastyki. Kultowy już Jakub Wędrowycz to absolutny fenomen, jeśli chodzi o ten gatunek – w charakterystycznych walonkach, wiekowy pijak, bimbrownik i kłusownik, nosi w sobie również sporą garść zdolności przewyższających zwykłych ludzi. Czytałam już wszystkie książki z serii o Wędrowyczu i muszę przyznać, że „Konan Destylator” to znakomity zbiór opowiadań, które mogły przecież tchnąć już nudą, ale Pilipiuk dowodzi, że jego wyobraźnia posiada jeszcze spore zasoby historyjek o wiejskim egzorcyście, które nie dość, że ciekawe, to w dodatku są rozbrajająco zabawne i absurdalne

Autor swobodnie czerpie zarówno z klasycznej fantastyki, współczesnych zjawisk popkulturowych. jak i polskich przywar i zabobonów, daje tej całej mieszance sporą dozę przaśnego, nieco chamskiego humoru. Opowiadania są dobrze skonstruowane, nie ciągną się i nie dłużą, dzięki czemu nie odnosi się wrażenia ciężkostrawnej papki, a przy tego rodzaju historiach, w których ważna jest stosunkowo szybka akcja, zabawne sytuacje, proste dialogi i niestworzone zdarzenia, ryzyko mdłej, jednostajnej fabuły jest duże.

Moją uwagę najbardziej przykuły takie opowiadania jak: „Szkolne wspominki” czy „Trudny teren”. W pierwszym można co nieco dowiedzieć się na temat dzieciństwa samego Jakuba, a konkretnie  jego edukacji – nawiązanie do „Akademii Pana Kleksa” jest całkiem udane i zaskakujące. Drugi tytuł, w którym to nie Wędrowycz jest na pierwszym planie a policyjny praktykant i jego zetknięcie się z miejscowymi zwyczajami i niełatwymi zasadami, według których musi nauczyć się żyć i pracować, jest zabawne, ciekawie zobaczyć też inny „punkt widzenia” niż głównego bohatera serii.

Prawda jest jednak taka, że „Konan Destylator” nie skusi każdego, nie każdemu się także spodoba. Dla wielbicieli prozy Pilipiuka to niewątpliwa gratka, osobiście jestem zadowolona z lektury, opowiadania czytało się naprawdę dobrze, chociaż to szczególne poczucie humoru i schematyczność  fabuły lekko mnie irytowały, mimo to powrót do Wojsławic i starego Wędrowycza to sama przyjemność. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy jest wielbicielem tego typu pisarstwa i nie każdy znajdzie w „Konanie Destylatorze” coś, co go zainteresuje czy rozśmieszy.



Ocena: 4/5

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję redakcji Sztukater.pl

110. Podsumowanie stycznia

110. Podsumowanie stycznia


Za oknem mróz, a w domu, kocyk, ciepły sweterek, kubek gorącej kawy i ulubiona książka w rękach.Czyli marzenie każdego książkoholika. Niestety życie bywa okrutne i wygląda to tak, że ta wymarzona chwila czytelniczej rozpusty nie zdarza się tak często jak byśmy chcieli...Mimo to staram się nadgonić swoje zaległości, chociaż lista książek do przeczytania stale się wydłuża.

Przypominam jeszcze o moim czytelniczym wyzwaniu - założyłam również grupę na Facebooku, do której można w każdej chwili dołączyć i wziąć udział w wyzwaniach, podsyłać linki do swoich recenzji lub po prostu pisać opinie o przeczytanych książkach - Book Challenge 2017, serdecznie zapraszam :)

Wylosowałam już hasło przewodnie na miesiąc luty i jest to:

9. Książka z biblioteki

czyli wybór zależy od Was, jedynie książka musi pochodzić  z biblioteki. Istnieje również możliwość luźnej interpretacji tematu, może to być po prostu pożyczona książka od kogoś znajomego :) Proste, prawda?
Tak więc, w najbliższym czasie czeka mnie wyprawa i nie wiem, co uda mi się z niej przynieść. Liczę na to, że coś ciekawego rzuci mi się w oczy podczas buszowania po bibliotecznych półkach.

Miniony miesiąc był zdecydowanie dobrym, czytelniczym początkiem roku, w ramach czytelniczego wyzwania przeczytałam "Wodnikowe Wzgórze", które ogromnie mi się spodobało, wspaniała była również "Księga snów", a na zakończenie stycznia przeczytałam wiersze Emily Dickinson.Muszę Wam przyznać, że cudownie było powrócić do jej twórczości po latach, w ogóle znowu sięgnąć po poezję, którą na tak długo odstawiłam na rzecz powieści.Brakowało mi jej.

Przeczytane w styczniu:

"Mój Paryż.Słynni paryżanie opowiadają o swoim mieście" Alessandra Mattanza
"Wodnikowe Wzgórze" Richard Adams
"Ćwiartka raz" Karolina Korwin Piotrowska
"Księga snów" Nina George
"Perswazje" Jane Austen - AUDIOBOOK
"W rytmach charlestona" Grzegorz Piórkowski
"Bramy światłości" tom 1 Maja Lidia Kossakowska
"Wiersze wybrane" Emily Dickinson

A co Wy przeczytaliście w styczniu? Co polecacie?
109. "Wiersze wybrane" Emily Dickinson

109. "Wiersze wybrane" Emily Dickinson


"Wiersze wybrane"
Emily Dickinson
146 stron
Wydawnictwo Znak
2016 r.




RECENZJA

Emily Dickinson odeszła z tego świata w 1886 roku, pozostawiając za sobą 1775 wierszy, jedyne jej dziedzictwo, które trwale i mocno wpisało się w kanon poezji nie tylko amerykańskiej, ale także światowej.Jej nowatorskie, oryginalne i niedoceniane za życia dzieła stały się inspiracją dla wielu kolejnych pokoleń i źródłem zachwytu dla jej czytelników.

Tak naprawdę wiele o niej nie wiemy, do końca życia pozostała niezamężna i bezdzietna, prawie nie opuszczała rodzinnego miasteczka, a w ostatnich latach stała się prawdziwą samotnicą, dając powód do plotek i niepokojów znajomych, gdy nie wychodziła ze swojej sypialni i ograniczała kontakty towarzyskie. Co takiego więc wydarzyło się w jej życiu, że tak bardzo odseparowała się od innych ludzi i stworzyła te piękne, poruszające utwory?

Wydane przez Znak "Wiersze wybrane" to znakomicie przełożone przez Stanisława Barańczaka dzieła Emily Dickinson, przykłady jej niezwykłej spostrzegawczości, talentu i egzystencjalnych rozważań. Ujmują pozorną prostotą, krótką formą, która w niewielu słowach zawiera mocny i dogłębny przekaz. Utwory mówią zarówno o życiu codziennym, zwykłych zdarzeniach, które ledwo rejestrujemy lub wcale ich nie dostrzegamy, gdy tak bardzo zaabsorbowani jesteśmy bardziej "poważnymi" rzeczami.Autorka często zderza je z metafizycznymi rozważaniami, z myślami o bólu, samotności i śmierci. Jej zwięzłe, konkretne formy są trafne i dowodzą tego, że w małej treści zamykała dużą formę:

"Słowo umiera-
(Głosi opinia)-
Ledwie z ust wyjdzie.

Skądże- dopiero
wtedy zaczyna
Żyć - w tej sekundzie."

Emily Dickinson, w czasach, gdy poezja musiała być wyszukana, pełna ozdobników, wyrafinowanych zwrotów i często rozciągniętych myśli, dowiodła, że można pisać prosto, jakby urywanymi zdaniami, pełnymi niedopowiedzeń, przerywników i ciszy, i trafiać do serca odbiorcy. Przez tą skromność słowa wiersze cechuje pewna symbolika, niejednoznaczność kryjąca się w interpretacji.Dowodzi tego, że czasami faktycznie mniej, może znaczyć więcej i lepiej.

Na uwagę przy tym wydaniu wierszy Emily Dickinson zasługuje, oprócz cudownej oprawy i możliwości przeczytania utworów również w oryginale, wspaniałe i mądre tłumaczenie Stanisława Barańczaka, poety i krytyka literackiego.Przekłady tego typu dzieł są niezwykle trudne, tak, by uchwycić ich sens, piękno języka i kunszt autora, dla mnie więc jest to świetna praca jednego z naszych najznakomitszych pisarzy ostatnich dekad.

Serdecznie polecam nie tylko miłośnikom poezji – przy takiej prostocie i niemalże ascetycznej formie, a także uniwersalności ludzkiego cierpienia, zwątpień i uczucia samotności – wiersze Emily Dickinson mogą trafić do każdegoPrzy tym jej wpływ na światową literaturę jest ogromny i niepodważalny, wielu autorów do dzisiejszego dnia inspiruje się utworami „pustelnicy z Amherst”.

Ocena: 5/5



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję redakcji 
108."Bramy światłości" tom 1  Maja Lidia Kossakowska

108."Bramy światłości" tom 1 Maja Lidia Kossakowska

"Bramy światłości" tom 1
Maja Lidia Kossakowska

496 stron
Fabryka Słów
2017 r.




Fabuła

Podróżniczka, odkrywczyni i kartograf - anielica Sereda, wraca do Królestwa z niebezpiecznej wyprawy ze Stref Poza Czasem.Donosi Panu Tajemnic, Razjelowi, że podczas swej ekspedycji natknęła się na ślady obecności Boga. Grupa najwyższej rangi aniołów, którzy za wszelką cenę pragną utrzymać informacje o jego zniknięciu, natychmiast decydują się na podjęcie kolejnej ekspedycji, tym razem pod dowództwem Anioła Zagłady, Daimona, by to sprawdzić. Wyruszają więc w misję pełną niebezpieczeństw, do światów, gdzie na każdym niemal kroku czyha na nich niebezpieczeństwo.

Recenzja

Może znacie to uczucie, kiedy Wasza ukochana przez lata seria zostaje po pewnym czasie kontynuowana, a Wy możecie powrócić do swoich ulubionych bohaterów, przybić z nimi przysłowiową piąteczkę i zanurzyć się w tak lubianym i dobrze poznanym uniwersum? W każdym razie ja tego szczęścia zaznałam - po wielu latach Maja Lidia Kossakowska napisała kolejną powieść, należącą do tak zwanego cyklu anielskiego - "Bramy światłości".

Z twórczością Kossakowskiej zetknęłam się chodząc do liceum i od razu uplasowała się u mnie na wysokiej pozycji jeśli chodzi o osobisty ranking najlepszych autorów.Począwszy od "Siewcy Wiatru" stałam się zagorzałą miłośniczką stworzonego przez nią świata. Do tej pory nie interesowały mnie książki o aniołach (wtedy też nie było ich dużo), ale sposób w jaki pisarka przedstawiła swoich bohaterów i sam pomysł na powieść spodobał mi się od razu.

W "Bramach światłości" wracamy do Królestwa, gdzie regentem nadal jest Gabriel , który wraz ze swymi oddanymi, najbliższymi przyjaciółmi, nie bacząc na środki, stara się, by informacja o odejściu Pana nie rozeszła się wśród pozostałych Skrzydlatych.Taka wiadomość  wywołałaby panikę, zamieszki i rebelie, a archanioł za wszelką cenę pragnie zapewnić bezpieczeństwo. Gdy więc podróżniczka Sereda donosi mu o tym, że natknęła się na obecność Boga, gdzieś w Strefach Poza Czasem, postanawia  wysłać kolejną ekspedycję, by tę informację sprawdzić.Tym razem jej dowódcą zostaje Daimon Frey, Anioł Zagłady. Od pierwszego momentu on i Sereda nie przypadają sobie do gustu, a wyprawa okazuje się niezwykle niebezpieczna.

Trzeba przyznać Kossakowskiej, że ciekawie poprowadziła akcję powieści.Tempo nie zwalnia, a uwagę czytelnika przykuwają nowe, nieoczekiwane wydarzenia.Nic dziwnego. Miejscem fabuły jest Strefa Poza Czasem i światy, które do tej pory nie były przybliżone w poprzednich częściach cyklu, tętniące zupełnie innym życiem, gdzie natknąć się można na każdym niemal kroku na plugastwo, potwory i wynaturzone bestie, gdzie rządzą zupełnie inne prawa, a potęga Królestwa nie dociera. Wędrowcy zdani są tylko na siebie i swoje możliwości, a cena, jaką przyjdzie im zapłacić za wtargnięcie na nieznane tereny może być wysoka. Dzięki temu lektura wciąga i intryguje od początku, aż do samego końca, który pozostawia nas w zawieszeniu, na dalsze losy bohaterów przyjdzie nam czekać aż do wydania kolejnego tomu.

Aby urozmaicić miejsce i postacie autorka sięgnęła do mitologii hinduskiej, znajdziemy tutaj mnóstwo elementów czy postaci znanych z wierzeń i kultury Indii.Chociaż nie jestem miłośniczką, ani tym bardziej znawczynią takich tematów to jednak nie przeszkadzało mi to w odbiorze fabuły, a wprowadzało ciekawą, nieznaną dotąd orientalną nutę do powieści. Dla niewtajemniczonych są również objaśnienia z tyłu książki, dzięki którym łatwo odnaleźć się wśród nieznanych zagadnień.

W poprzednich częściach cyklu byłam ogromną wielbicielką duetu Daimon i Piołun, czyli Tańczącego Na Zgliszczach Anioła Zagłady i jego wspaniałego, niezwykłego rumaka, a raczej Boskiej Bestii. W tej książce są niemalże nierozłączni, co ogromnie cieszy moje serce.Ich dialogi wprowadzają do fabuły nieco humoru, a wzajemne oddanie jest poruszające. Odnosi się wręcz wrażenie, że tak naprawdę, spośród całej załogi, biorącej udział w wyprawie, mogą liczyć tylko na siebie.

Podobnie jak wcześniej "Bramy światłości" przedstawiają dobry warsztat pisarski Kossakowskiej. Bardzo odpowiada mi jej styl, nieco podniosły, miejscami patetyczny, ale nie pozbawiony humoru, zwłaszcza czarnego, sądzę, że do tego typu powieści pasuje znakomicie. Dodatkowym atutem jest niemalże nieograniczona wyobraźnia autorki i czerpanie garściami z różnych wierzeń i kultur, dzięki czemu przedstawiony świat, chociaż absolutnie fantastyczny i nierealny stoi na dobrze nam znanych fundamentach, jest łatwo przyswajalny przez czytelnika.

Muszę też trochę ponarzekać - nie mogło być inaczej, nie jest to dzieło, które powala na kolana.Brakuje mi tutaj wielu postaci, które wcześniej odgrywały znaczną rolę, teraz pojawiają się tylko momentami, a i tak nie wprowadzają (póki co) nic nowego.W fabułę skradła się pewna schematyczność i łatwo przewidzieć niektóre wydarzenia, a zwłaszcza ich rezultaty, przez co nie drżymy tak bardzo o losy ukochanych bohaterów i nie odbieramy historii emocjonalnie. Przyznam też szczerze, że należę do tej grupy, która jednej z głównych postaci, zupełnie nowej i nieznanej dotąd, Seredy, nie polubiła.Od początku zwyczajnie mnie zirytowała, a jej późniejsze zachowanie kazało mi wątpić w jej rzekome zdolności jako podróżniczki oraz rozwagę anielicy. Przez całą powieść nie potrafiłam poczuć do niej choć odrobiny sympatii, ale może zmieni się to w następnej części.

Całość jednak wypada całkiem dobrze i jestem ogromnie szczęśliwa, że autorka postanowiła kontynuować swój fantastyczny anielski cykl. Przygodę z twórczością Kosakowskiej polecam od "Żarn Niebios" - doskonale wprowadzi w stworzony przez nią świat  - sprawi, że zechcecie więcej, a anioły i diabły nigdy nie wydadzą Wam się bardziej ludzkie i bliskie jak w jej twórczości.

Ocena: 4/5




Copyright © 2014 love, coffee & books , Blogger