126. "Życie towarzyskie w XIX wieku" Agnieszka Lisak

126. "Życie towarzyskie w XIX wieku" Agnieszka Lisak

"Życie towarzyskie w XIX wieku"
Agnieszka Lisak
Wydawnictwo Bellona
334 strony
rok wydania 2017

"Czytanie byłą jedną z ulubionych zbiorowych rozrywek, doskonałym środkiem na "rozpędzenie nudów", jak wtedy mawiano. W bardzo bogatych domach specjalnie w tym celu utrzymywano lektorki. Chętnie zasiadano wspólnie w salonie, by posłuchać ciekawej książki. Między rozdziałami robiono przerwy, komentowano zachowania bohaterów, przewidywano zakończenie."


Gorsety i postęp - oto z czym kojarzy mi się wiek XIX. Czas sztywnych konwenansów, form, które trzeba było zachować w każdej sytuacji i niewiarygodnych do tej pory zmian, które tak ogromnie wpłynęły na następne pokolenia. Okres pełen możliwości, kiedy to do uznania i publicznego szacunku zaczynają mieć dostęp inne warstwy społeczne niż arystokracja, okres wielkich odkryć i wspaniałych technologii. Agnieszka Lisak w swojej książce "Życie towarzyskie w XIX wieku" przybliża nam ten niezwykły czas, a zwłaszcza to, czym żyli ówcześni ludzie, jakie były ich ambicje, sposoby spędzania wolnego czasu i codzienne zajęcia.

Książka wciągnęła mnie niczym rasowa powieść - przy całkiem sporej dawce informacji mamy płynność narracji, autorka ze swobodą opowiada o dawnych rozrywkach i zabawach, które skupiały uwagę naszych przodków. Potrafi lekko i zabawnie opisać dawne zwyczaje i formy zachowań w XIX wieku - sposoby na spędzanie wolnego czasu głównie arystokracji i mieszczaństwa, ponieważ to one, z racji urodzenia, statusu społecznego czy zasobności portfela miały dostęp to tego, co oferowała kultura i sztuka. Mamy tutaj opisy spotkań towarzyskich od zbytkowych bali poprzez wystawy i odczyty autorskie po zwykłe, codzienne przechadzki po parku. W czasach, gdy ci, którzy mieli pewną swobodę finansową, posiadali również sporo wolnego czasu, pragnęli go zagospodarować. Patrząc na to z perspektywy człowieka współczesnego, gdy w pędzie i bezustannym biegu ciągle jest coś do zrobienia - praca, która nas pochłania, technologia, która potrafi skraść każdą minutę życia - trudno nam sobie wyobrazić ten niezwykły świat, kiedy spokojne, dostatnie życie, wyznaczane było przez rauty i przyjęcia, spotkania, ciągnące się do rana. Ludzie sporą część tego czasu spędzali ze sobą, szukali czegoś, co wypełni upływające minuty i godziny.

Autorka, opisując obyczaje XIX w. sięga po pamiętniki, wspomnienia i czasopisma z tamtego okresu, sporo również jest tutaj odniesień do ówczesnej literatury - wszystkie one spisane są w bibliografii, więc jeśli kusi nas, by dotrzeć do źródeł, możemy sięgnąć po wskazane tytuły. Z drugiej strony, znając pisarstwo z tamtych czasów w książce Agnieszki Lisak znajdziemy dopełnienie tego, co tacy autorzy jak Prus czy Sienkiewicz opisywali na kartach swoich powieści czy nowel. Można dogłębniej zrozumieć te konwenanse, formy i pewne sprzeczności, które rządziły ówczesnym społeczeństwem, przeniknąć je i dzięki temu zyskać szeroki obraz XIX w. Jako ogromna miłośniczka "Lalki" Bolesława Prusa znalazłam w "Życiu towarzyskim..." mnóstwo informacji, pełny opis tego, co w mojej ukochanej powieści było przedstawiane - jak bardzo ten świat był zmurszały od przestarzałych zasad etykiety, które w niektórych momentach mogły wydawać się zabawne, w innych już budziły niezrozumienie i nawet grozę, jak na przykład w przypadku bezwzględnego noszenia damskich gorsetów pomimo ostrzeżeń lekarzy.

Wiek XIX ma w sobie wiele ciekawych historii, mnóstwo sekretów i niezmiennie zachwyca. Inspiruje zarówno pisarzy jak wielu artystów, ale również na zwykłych ludzi, którzy mogą sobie z tego nie zdawać sprawy, ma ogromny wpływ. Dzisiaj każdą nowinkę techniczną przyjmujemy jako coś zupełnie oczywistego i naturalnego, wręcz już nie zauważamy tych wszystkich wynalazków, które powstają. Wtedy każda z takich rzeczy była szeroko omawiana, wzbudzała niekiedy przerażenie i kontrowersje, rodziła wątpliwości. Zachwycająca belle epoque, która rozkwitła w XIX wieku i gwałtownie, dramatycznie skończyła się wraz z wybuchem I wojny światowej to niewyczerpane źródło fascynacji i natchnień, począwszy od zwykłego życia, jego rozrywek po kulturę czy sztukę. Dzięki książce Agnieszki Lisak łatwiej nam zrozumieć ten barwny okres, dostrzec piękno dnia codziennego ówczesnych ludzi i poznać ich.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Bellona


125. "Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca" Nadia Szagdaj

125. "Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca" Nadia Szagdaj

Nadia Szagdaj
„Kroniki Klary Schulz.
Sprawa pechowca”

Wydawnictwo Bukowy Las
328 strony

Sięgając po „Sprawę pechowca”, pierwszą książkę z serii Nadii Szagdaj o Klarze Schulz, wiedziałam już czego się spodziewać, znałam niektóre wątki i głównych bohaterów. Tym bardziej cieszę się, że to, co tak bardzo spodobało mi się w ostatniej części z cyklu odnalazłam i w tej powieści.

Rok 1910. W operze w Breslau, podczas trwającego spektaklu, dochodzi na scenie do śmiertelnego wypadku – po jakimś czasie okazuje się, że nieszczęśliwy zbieg okoliczności to zaplanowane z premedytacją morderstwo. Wkrótce następują kolejne niewyjaśnione zabójstwa, z którymi pruska policja nie jest w stanie sobie poradzić. Klara Schulz podejmuje więc swoje pierwsze tak poważne śledztwo, ale czy jest gotowa na to, co ją spotka?

Trzonem powieści jak i całego cyklu jest oczywiście Klara Schulz, kobieta, która po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, kiedy to była świadkiem brutalnego zabójstwa własnej matki, stara się o pracę w policji. Pomaga jej w tym ojciec, szkoląc ją i wspierając, jednak mimo niezwykłej determinacji, hartowi ducha i zdolnościom, naszej bohaterce nie udaje się rozpocząć kariery jako stróż prawa. Powód jest oczywisty. Jako kobieta nie ma szans dostać się na stanowisko dotąd piastowane wyłącznie przez mężczyzn. Jej zacięcie do podejmowania ryzyka i logiczne, dedukcyjne myślenie długo nie dają jej żyć w spokoju. Nawet, gdy jest już małżonką szanowanego lekarza i matką kilkuletniego synka. Z początku podejmuje się drobnych spraw, błahych i nie wymagających. Tajemnicze morderstwa, których nikt nie potrafi wyjaśnić to jej pierwsze, poważne dochodzenie, dopiero teraz okaże się, czego się nauczyła, do czego jest zdolna i na ile może zaufać własnej intuicji.

Klara jest postacią niebanalną, wzbudza kontrowersje przez swoje nietypowe zamiłowania i niełatwy charakter, nie zachowuje się jak klasyczna dama z tamtej epoki, ma swoje zdanie, własne przekonania i łamie konwenanse. To właśnie sprawia, że pomimo wad, które niewątpliwie posiada, da się ją lubić i dopingować ją w działaniach, które podejmuje. Poznajemy ją zarówno jako panią detektyw, jak i kobietę, jej skomplikowane życie prywatne wzbudza takie same emocje co prowadzone śledztwo. Nie jest idealna, jako żona i matka, popełnia błędy również w kwestiach zawodowych i może przez to jest czytelnikom tak bliska i ma „ludzką twarz”.

Sam wątek kryminalny jest całkiem zgrabnie opisany, poznajemy wydarzenia z perspektywy głównej bohaterki, także innych, pobocznych postaci, również złoczyńców, przez co cała historia jest spójna, ale też łatwo przewidzieć, kto jest sprawcą dokonywanych morderstw. Pomimo to autorka zafundowała czytelnikom niespodziankę na zakończenie, która ma dać pewien niedosyt i rozbudzić ciekawość. Moją na pewno pobudziła i chętnie dowiem się z kolejnej książki, co może wydarzyć się dalej.

Mocną stroną powieści są starannie oddane realia epoki, a przede wszystkim otoczenie czyli Breslau, z niezwykłą pieczołowitością autorka prowadzi przez uliczki miasta, opisuje budynki, wszystko to ma swoje odzwierciedlenie w tym, jak kiedyś wyglądał dawny Wrocław, jak wyglądało życie, które się w nim toczyło, zarówno od strony bardziej uprzywilejowanych warstw społecznych jak i tych uboższych. To zdecydowanie ułatwia lawirowanie po nieznanym świecie, który należy już do przeszłości, a dodane do tekstu ilustracje, stare, czarno-białe zdjęcia pozwalają cofnąć się w czasie.

Porównując „Kroniki Klary Schulz” oraz „Nowe śledztwa Klary Schulz” można łatwo zauważyć, jaką drogę przebyła autorka wraz ze swoimi bohaterami – od początku serii zdecydowanie ulepszyła swój warsztat pisarski i ma świadomość, w którym momencie rozwinąć wątek bardziej, a w którym mniej, co nie sprawia, że pierwsza część wypada blado. Wręcz przeciwnie, sądzę, że to świetny początek przygody z młodą, „nieopierzoną” jeszcze panią detektyw, która za wszelką cenę pragnie odkryć prawdę, nie zważając na przeszkody. Jeśli więc lubicie kryminały z nutą retro to zdecydowanie warto poznać serię Nadii Szagdaj.
124. Typ Klasyczny #15 - "Dom na wrzosowisku" Elizabeth Gaskell

124. Typ Klasyczny #15 - "Dom na wrzosowisku" Elizabeth Gaskell


Elizabeth Gaskell
„Dom na wrzosowisku”

tłumaczenie: Violetta Dobosz
Wydawnictwo C&T
132 strony


Elizabeth Gaskell, znana angielska pisarka, której takie dzieła jak „Północ i Południe” czy „Żony i córki” są jednymi z najważniejszych i najciekawszych powieści powstałych w epoce wiktoriańskiej, stworzyła również króciutki, bo niewiele ponad stu stronicowy „Dom na wrzosowisku”.

Poznajemy rodzinę Browne, a dokładnie wdowę po pastorze i jej dwójkę dzieci  - syna Edwarda i córkę Maggie. Mieszkają niedaleko Combehurts, w domu na wrzosowisku, nie są zamożni, ich życie jest całkiem zwyczajne i proste. Rodzeństwo dorasta pod czujnym okiem matki, która nierówno obdarza ich troską i miłością, od razu widać, że to syn jest dla niej najważniejszy i to w nim pokładane są nadzieje na przyszłość. Maggie zaś, potulna, skromna dziewczyna dorasta w cieniu swego brata, który łatwo wykorzystuje jej łagodny, pełen oddania i serdeczności charakter. Dochodzi do tego, że dziewczyna zmuszona jest, by rezygnować ze swojego szczęścia.

Elizabeth Gaskell w swojej mini-powieści opisała sytuację rodzinną, a przede wszystkim sytuacje wielu kobiet z tamtego okresu. Ich życie podporządkowane było mężczyznom – od ojców, braci, po późniejszych mężów, nie dziedziczyły one majątków po swoich rodzicach, spływał on na męskich potomków, a jeżeli takowych nie było, na dalszych, spokrewnionych siostrzeńców czy bratanków. Męski potomek zapewniał więc opiekę matce, jak i siostrom, jednak, co w przypadku gdy okazywał się osobą o marnej moralności i wątpliwej reputacji?

Sytuacja kobiet była z wielu powodów nie do pozazdroszczenia, widać to właśnie na przykładzie głównej bohaterki „Domu na wrzosowisku”, Maggie. Dziewczyna ma miłe usposobienie, jest oddana rodzinie, cicha, spokojna, tak naprawdę jej jedyną wadą jest chyba brak wad. Mimo to matka traktuje ją znacznie gorzej od syna, ten z kolei jest  egoistą, w dodatku ma problemy z prawem, ostatecznie wymaga od swej dobrej, potulnej siostry ogromnego poświęcenia.

Jak zwykle w przypadku takiej literatury pojawia się wątek miłosny, na początku wydawał mi się nieco mdły, zwyczajnie nijaki, ale końcówka zdecydowanie go podkolorowała, nadała nieco innego wymiaru i ostatecznie historia mnie do siebie przekonała. Ujęła mnie swoją niewinnością i głębokim oddaniem jakie połączyło zakochanych, byli zdolni do wielkich poświęceń, a uczucie, które zrodziło się między nimi było trwałe i poruszające.

Jeśli więc macie okazję sięgnąć po tę króciutką książkę Elizabeth Gaskell i lubicie powieści z epoki wiktoriańskiej to się nie zawiedziecie. Autorka naszkicowała  w niej ciekawy obraz tamtych czasów, ukazała sytuację kobiet, ich trudną rolę w społeczeństwie angielskim tego okresu. Dodatkowo zabarwiła historię pięknym, pełnym uroku wątkiem romantycznym. Wszystko to zgrabnie połączyła z nienachalnymi, ale urzekającymi opisami przyrody, wrzosowisk, zwyczajnego życia. Zwieńczyła całość zaskakującym zakończeniem, które zdecydowanie podbiło całą fabułę i ostatecznie przekonało mnie do tej powieści.


Książkę przeczytałam w ramach Book Challenge 2017 - marzec - Książka, która ma mniej niż 200 stron.
123. "Diabolika" S. J. Kincaid

123. "Diabolika" S. J. Kincaid

S. J. Kincaid
„Diabolika”

tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo Otwarte/Moondrive
412 stron

„Zarówno pragnienie władzy,
 jak i jej posiadanie nieodwracalnie wypaczają charakter.” 

Dobrze jest czasami sięgnąć po książkę, wedle której nie ma się żadnych oczekiwań, podchodzić do niej wręcz z dystansem, i mieć miłą niespodziankę. Nie znałam wcześniej prozy S.J. Kincaid, a określenie „fantastyka młodzieżowa” używane w kontekście „Diaboliki” wzbudziło we mnie podejrzenia, okazało się, że niesłusznie, ponieważ lektura dostarczyła mi sporą dawkę emocji i wrażeń.

Nemezis jest diaboliką. Stworzeniem przypominającym człowieka, jednak nieporównanie bardziej niebezpiecznym, to swoista maszyna do zabijania, która istnieje w jednym tylko celu – za wszelką cenę ma chronić życie osoby, której kazano jej strzec. Nemezis służy na dworze senatora, ochrania jego córkę, Sydonię, wkrótce będzie musiała ją udawać, by ratować jej życie przed niebezpieczeństwem ze strony cesarza. Przybywa na dwór, gdzie zaufanie komukolwiek jest ogromnym ryzykiem.

Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę. Wszystko dzieje się w kosmosie, gdzie ludzie, uzależnieni od maszyn,   mają zakaz przyswajania wiedzy. W centrum wszechświata znajduje się cesarstwo i niebezpieczny, okrutny cesarz, który dla władzy i podporządkowania sobie ludzi jest gotów zrobić wszystko. Ten świat, stworzony przez autorkę, chociaż ma pewne niedociągnięcia, jest ciekawy i ukazuje nam wizję bardzo pesymistyczną, ale w pewien sposób możliwą. Obrazuje rzeczywistość, w której króluje technologia, ale nauka nie jest w powszechnym użyciu, wręcz za próby zdobycia wiedzy można popaść w niełaskę lub nawet zginąć. Cesarstwo, które jest przykładem zepsucia i miejscem, gdzie na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo, gdzie spiski i zamachy są na porządku dziennym, chwieje się w posadach,  podtrzymywane jest za pomocą strachu przed nieobliczanymi władcami. A w środku tego całego bałaganu nasza diabolika – istota, której odmawia się człowieczeństwa, zdolna do strasznych rzeczy, ale czy zdolna jest również do odczuwania emocji?

„Diabolika” napisana jest dobrze, po w miarę spokojnym początku, kiedy to czytelnik ma czas, by trochę odnaleźć się w tej niezwykłej przestrzeni - autorka rzuca nas na głęboką wodę – zaraz po przybyciu Nemezis na dwór cesarski, akcja zdecydowanie przyspiesza, intryga goni intrygę, a nieustanne niebezpieczeństwo dodaje całości rumieńców. Do ostatniej strony fabuła trzyma w niepewności,  wątki łączą się w kulminacyjnym momencie, który jest na tyle niejednoznaczny, że do końca nie rozładowuje tego napięcia, jakie utrzymywało się przez całą książkę.

S. J. Kincaid stworzyła wiele niejednoznacznych postaci, począwszy od Nemezis, maszyny do zabijania, która gdzieś w głębi siebie dostrzega iskierki człowieczeństwa po szalonego następcę tronu, Tyrusa, który skrywa niejeden sekret. Ta właśnie nie oczywistość, wielowymiarowość, jest ogromną zaletą powieści, dzięki temu historia bardziej intryguje i wciąga.

„Diabolika” to książka, której prosty styl i spójna fabuła sprawiają, że pochłania się ją błyskawicznie, potrafi jednak dać coś więcej niż tylko chwilową rozrywkę. Pozbawiona jest złudnej naiwności, która odarłaby tę historię z polotu i oryginalności, miejscami bywa brutalna, mocna, ale diabelnie intrygująca.

122."Opowiadania drewnianego stołu" Monika Walecka

122."Opowiadania drewnianego stołu" Monika Walecka

Monika Walecka
„Opowiadania drewnianego stołu.
125 przepisów jak sprawić sobie przyjemność i bliskim”

Wydawnictwo Septem
288 stron



Czy można zachwycić się książką kucharską? Zdecydowanie tak! Ogromnie lubię wszelkie takie książki z przepisami, które nie tylko kuszą smakami i aromatami, jakie za jej pomocą możemy stworzyć we własnej kuchni, ale także pięknym, zachwycającym wydaniem. Tak właśnie jest w przypadku „Opowiadań drewnianego stołu. 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim” Moniki Waleckiej.

Tak naprawę książka jest zbiorem ponad stu receptur, które wcześniej znalazły się na blogu autorki - Monika Walecka prowadzi bowiem stronę gotujebolubi.pl, gdzie inspiruje ciekawymi pomysłami na różnego rodzaju dania nieprzerwanie już kilka lat. Przez ten czas zbierała doświadczenie, rozwijała swoją pasję i uwiecznieniem tego są „Opowiadania drewnianego stołu”.

Tytułowy drewniany stół to miejsce spotkań z bliskimi, to symbol gościnności, domowego ciepła, do którego chce się ciągle wracać, celebrując codzienne posiłki, wyjątkowe uroczystości i chwile tylko dla siebie.  Trudno nie przyznać racji autorce, gdy we wstępie do książki pisze, że każdy marzy o takim stole, „w którego bruzdach zapisała się historia posiłków biesiadujących przez pokolenia domowników.” Tą miłość do gotowania i do dzielenia się owocami swojej pracy z bliskimi widać w  tej publikacji, jej przekaz jest jasny i czytelny – przygotowywanie posiłków jest ważne, ale ma sprawiać przyjemność, ma cieszyć nas i tych, dla których je przygotowujemy.

Może to zabrzmieć banalnie, ale wydanie jest naprawę świetne, w twardej oprawie, z czerwoną tasiemką w formie zakładki, sprawia, że książka jest bardzo praktyczna. Zdecydowaną ozdobą są tutaj zdjęcia potraw – co bardzo lubię, każdy przepis opatrzony jest zdjęciem – piękne, artystyczne zbliżenia apetycznych, kolorowych, małych dzieł sztuki kulinarnej. Doskonałym uzupełnieniem są ilustracje, akwarelowe rysunki, idealnie dopasowane kolorystycznie i stylistycznie do przedstawionego przepisu. Takie wydanie cieszy oko i zachęca do tego, by samemu chwycić za deskę do krojenia i rondel.

„Opowiadania...” podzielone są na kilka części, w których znajdziemy pomysły na dania  odpowiednie na śniadanie, obiad, słodki deser, ale także rozdziały informacyjne – czym gotować i jak robić zakupy oraz co warto mieć w kuchni – przyznam szczerze, że te części mogłyby być dłuższe, bardziej szczegółowo omówione, po ich przeczytaniu miałam pewien niedosyt.

Najważniejsze są tutaj jednak przepisy, których różnorodność jest jedną z wielu zalet, są to bowiem pomysły na danie o każdej porze dnia, na każdą porę roku i sądzę, że zarówno miłośnik mięsa, wegetarianin czy osoba na diecie bezglutenowej znajdzie coś dla siebie. Wszystkie jednak są zdrowe, pełne smaku i, co najważniejsze, nie wydają się skomplikowane, wręcz przeciwnie, lista składników przy niektórych przepisach jest bardzo krótka, a wykonanie proste. Cieszy mnie to, że każdy wpis opatrzony jest krótka notatką od autorki, anegdotą, czy trickiem, by przedstawione danie w pewien sposób wykorzystać czy wzbogacić.

Między przepisami na pieczoną ricottę z parmezanem, miodowy amarantus z jagodami goji czy brukselkę i tofu z makaronem soba znajdziemy klasyczną, kremową pomidorówkę i domowy twaróg. Wszystko pięknie pokazane na zdjęciach, dokładnie opisane, przez co nawet taki laik kulinarny jak ja może sobie poradzić i wyczarować coś pysznego dla siebie czy bliskich. Jak przekonuje autorka - najważniejsze jest to, by gotowanie sprawiało nam radość, by cieszyć się tym procesem i włożyć do tego wykonania odrobinę serca.
121. "Syreny" Joseph Knox

121. "Syreny" Joseph Knox


Joseph Knox
„Syreny”

tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo Otwarte
440 stron


Debiutancka powieść Josepha Knox’a „Syreny” to mocny kryminał z nurtu noir, ciemny, destrukcyjny, mocny. Od początku wciąga czytelnika w wir wydarzeń, ukazuje mu okrutny świat zbrodni, mrocznych interesów i walki o wpływy, trzyma w napięciu do ostatniej strony, ostatniego akapitu.

Głównym bohaterem i narratorem powieści jest Aidan Waits, który dostaje szansę, by naprawić swoją reputację w policji i ostatecznie nie stracić odznaki, po tym jak przyłapano go na wykradaniu dowodów rzeczowych. Musi pod przykrywką rozpracować handel narkotykami, nadzorowany przez miejskiego mafiosa, Zaina Carvera. Ryzykując własnym życiem wkracza w świat nocnych klubów, ciemnych uliczek i miejsc, które przykładny obywatel omija szerokim łukiem. Świat, gdzie szerokim strumieniem płynie heroina, ecstasy, alkohol, a przypadkowy sex jest na porządku dziennym. Dla Carvera pracują dziewczyny zwane syrenami, które dostarczają narkotyki do niektórych pubów w mieście, nasz bohater musi zdobyć ich zaufanie, a co za tym idzie, wyciągnąć jak najwięcej informacji o nielegalnych interesach. Dodatkowo musi odnaleźć młodą dziewczynę, córkę ministra sprawiedliwości, która przebywa w posiadłości Carvera.

Waits nie jest postacią oczywistą, daleko mu do ideału praworządnego policjanta, szczerze mówiąc to sam ma sporo na sumieniu, bierze narkotyki, jest porywczy i sprawia wrażenie mocno pogubionego w życiu.  Mimo to łatwo go polubić, przynajmniej na tyle, by dopingować mu w jego trudnych zadaniach i lawirowaniu między mafią a zwierzchnikami. W trudnych sytuacjach potrafi zachować zimną krew, chociaż czasami sam się pakuje w niezłe kłopoty. Tytułowe syreny uwodzą go, mamią jak narkotyki, których zażywa, przez nie Aidan może łatwo rozbić swoją głowę o skały, kiedy sprawy zaczynają się bardziej komplikować i wtedy czytelnik zaczyna się poważnie zastanawiać, czy główny bohater wyjdzie z tego cało?

„Syreny” to dość nietypowy kryminał, jaki miałam przyjemność przeczytać do tej pory. Zdecydowanie mroczny, przygnębiający klimat to charakterystyczna cecha, która na pewno wyróżni go spośród innych. Tu nie ma bieli i czerni, tutaj wszystko spowite jest w szarości, dobro i zło mają zatarte, nieoczywiste granice. Końcówka również nie nastraja optymistycznie, nie ma prawdziwego happy endu. Świat, w którym toczy się akcja powieści przesiąknięty jest występkiem, narkotycznym hajem i pewnym obłędem, dosięgającym każdego kto w niego wejdzie.

Joseph Knox stworzył ciekawy, chociaż przerażający debiut pisarski, sądzę, że każdy miłośnik mocnej, bezkompromisowej prozy znajdzie tutaj coś dla siebie, a wartka akcja wciągnie wielbicieli kryminałów. Tematyka powieści jest niesamowicie trudna, bolesna, więc myślałam, że będę miała z tym  niemały problem, jednak „Syreny” bardzo mnie wciągnęły i poruszyły. Czyhające na każdym rogu niebezpieczeństwo, okrutny świat handlarzy narkotyków, gdzie życie ludzkie nie ma już prawie żadnej wartości, zapadną Wam w pamięć, a lektura zapewni sporą dawkę silnych emocji.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte
120. "Nowe śledztwa Klary Schulz.Tajemnica Nathaniela" Nadia Szagdaj

120. "Nowe śledztwa Klary Schulz.Tajemnica Nathaniela" Nadia Szagdaj

Nadia Szagdaj
„Nowe śledztwa Klary Schulz.
Tajemnica Nathaniela”

Wydawnictwo Bukowy Las
299 stron





Nadia Szagdaj czyli nowa twarz na firmamencie rodzimego kryminału kontynuuje swój cykl powieści z panią detektyw Klarą Schulz w najnowszej książce „Nowe śledztwa Klary Schulz. Tajemnica Nathaniela”. Akcja toczy się jeszcze przed wybuchem I wojny  światowej, w niemieckim Breslau.

Jest to moje pierwsze zetknięcie z prozą tej autorki i muszę przyznać, że jestem pozytywnie  zaskoczona, ponieważ powieść idealnie trafiła w moje aktualne zamiłowanie do nurtu kryminału retro, szkoda tylko, że nie zdążyłam przeczytać wcześniejszych części – miałabym wtedy szerokie spojrzenie na niektóre sprawy, ale zaległości niedługo zacznę nadrabiać, ponieważ to, co przedstawiła pisarka w „Nowym śledztwie” zachęciło mnie, by kontynuować cykl i poznać losy bohaterki.

Jak już wspomniałam jest to retro kryminał, akcja osadzona jest na początku 1913 roku we Wrocławiu, czyli ówczesnym Breslau. Ostatnio tego typu powieści stają się coraz bardziej popularne, twórcy chętnie sięgają po takie, nieco zakurzone opowieści z tajemniczym tłem historycznym. Nie każdemu udaje się to tak dobrze, jak Nadii Szagdaj. W tym przypadku widać, że autorka dobrze zna i kocha miasto, w którym umieściła swoich bohaterów, przekłada się to na jakość książki, ale także na odbiór powieści- opisy ulic, budynków są na tyle dokładne, że łatwiej odnajdujemy się w świecie Klary Schulz.

Kolejną rzeczą, jaka również udała się autorce to na pewno stworzona przez nią kobieta-detektyw, niepokorna, mająca własne zdanie i silny charakter Klara, którą poznajemy w niezbyt szczęśliwym momencie jej życia. Pomimo tego, że pani Schulz ma dwójkę wspaniałych dzieci i oddanego męża, musi mierzyć się z przeszłością, która ją prześladuje i gnębi. Po ostatnim śledztwie, podczas którego, będąc w ciąży ledwo uszła z życiem, nasza bohaterka popada w coraz większą depresję, uzależniając się od środków przeciwbólowych, które tłumią jej zmysły i cały temperament. Trudno jest jej się wyrwać z tego odrętwienia, więc nawet, gdy stary znajomy zwraca się do niej o pomoc nie jest w stanie udzielić mu żadnych rad, zobojętniała na pracę, którą do tej pory wykonywała z właściwą sobie charyzmą. Na początku więc miałam z panią detektyw pewien problem, była bezwolna i bierna, całkowicie poddana temu, co ześle jej los, jednak z biegiem czasu wszystko się zaczęło zmieniać i Klara powróciła do swego życia. Pamiętajmy też, ze w tamtych czasach kobieta współpracująca z policją musiała być kimś wzbudzającym kontrowersje, czymś „wbrew naturze”, wtedy jeszcze życie matek, żon czy sióstr ograniczało się często do czterech ścian rodzinnego domu.Główna bohaterka musi zetknąć się z wrogością mężczyzn i brakiem zrozumienia ze strony kobiet.

Nadia Szagdaj stworzyła ciekawą intrygę – może nie doskonałą i zawiłą, ale na pewno taką, która potrafi wciągnąć czytelnika w rozwój wydarzeń. Od samego początku tajemnicze samobójstwa prostytutek są podejrzane, można mieć co do nich poważne wątpliwości. Rusza śledztwo, które ma na celu zdemaskować zabójce. Czytelnik, wraz z panią detektyw podąża za tropami po zaśnieżonych uliczkach Breslau, stawia hipotezy i mnoży przypuszczenia. Niestety dosyć łatwo wytypować kto odpowiada za te zbrodnie, przez co powieść traci na zaskakujących i dramatycznych zwrotach akcji. Jednak oprócz motywu zbrodni mamy jeszcze ciekawe życie Klary Schulz, która nie ma nieskazitelnego charakteru, ma swoje słabości, przez co staje się bardziej rzeczywista i ludzka.

Akcję możemy śledzić z różnych perspektyw, co ciekawie wzbogaca fabułę i pozwala zagłębić się zarówno w prowadzoną sprawę policji jak i pokrętny umysł zbrodniarza. Możemy poznać to, co nim kieruje, jego motywy i emocje, co jest na swój sposób przerażające i fascynujące.

Jeśli więc szukacie w kryminałach czegoś więcej niż zbrodni i występku, jeśli lubicie, podobnie jak ja, zgrabnie zarysowane tło historyczne, różnorodne postacie i silną, charyzmatyczną bohaterkę, która musi stawić czoła wielu przeciwnościom losu to zapewniam, że „Nowe śledztwa Klary Schulz” na pewno Was nie zawiodą. Zakończenie książki pozostawiło mnie z zawieszeniu, jestem ogromnie ciekawa, co dalej stanie się z panią detektyw, tymczasem szybko nadrobię zaległości i przeczytam poprzednie części - wiem, że warto.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję portalowi Sztukater
Copyright © 2014 love, coffee & books , Blogger